Rola państwa w gospodarce rośnie i ma rosnąć – taki jest przekaz i cel rządu. Ale nie widać tego, wbrew pozorom, w wydatkach publicznych, rządowych i samorządowych razem wziętych. Ich wysokość w relacji do PKB jest najniższa w historii – w pierwszym kwartale spadła po raz pierwszy poniżej 39,5 procent. Oczywiście pierwszy kwartał zawsze jest niski, ale nawet po usunięciu czynnika sezonowego wydatki nigdy nie były niższe.


Jak to możliwe, że wydatki są niskie jeżeli rząd wprowadził tak kosztowny program jak 500+? Odpowiedź na to pytanie jest akurat prosta. Wzrostowi wydatków socjalnych towarzyszy spadek wydatków inwestycyjnych. Dodatkowo pomogło przyspieszenie inflacji, które przejściowo szybciej podnosi nominalny PKB niż nominalne wydatki (na przykład w pierwszych miesiącach roku przeciętna emerytura i renta rosły wolniej niż sama inflacja).
Ale złożenie spadku wydatków tylko na karb niższych inwestycji publicznych byłoby błędem. Nawet jeżeli odejmiemy wydatki inwestycyjne, to dziś wydatki sektora finansów publicznych w relacji do PKB są niższe niż w przeszłości. W ostatnich czterech kwartałach wyniosły średnio 37,9 procent PKB, podczas gdy średnia za ostatnie dziesięć lat wynosi 38,7 procent PKB.
Rządom, obecnemu i poprzednim, udawało się trzymać wydatki w ryzach. Złożyło się na to wiele czynników, a jednym z głównych było ograniczenie dynamiki wynagrodzeń w sektorze publicznym. Dziś na wynagrodzenia wszystkich pracowników opłacanych przez instytucje publiczne wydajemy ok. 10 procent PKB, podczas gdy w przeszłości było to 11 lub nawet 12 procent.
































































