Rozwój OZE w Polsce jest utrudniony przez tempo wydawania decyzji administracyjnych i dużą zajętość terenów przez strefy lotnicze - ocenił w rozmowie z PAP Biznes Henryk Majchrzak, prezes Enerconet. Jego zdaniem, to prawo popytu i podaży energii powinno determinować liczbę źródeł wytwarzania, a infrastruktura powinna nadążać za potrzebami rynku.


"Planowanie rozwoju źródeł odnawialnych nie jest obecnie łatwe. Na przykład nowe przepisy Prawa Energetycznego wprowadziły sporo zaskakujących zmian, a w przyszłości środowisko prawne w wielu innych obszarach dotyczących budowy OZE może się jeszcze wielokrotnie zmieniać" - powiedział PAP Biznes Henryk Majchrzak, prezes Enerconet.
Jak ocenił, obecnie jedną z głównych barier dla rozwoju OZE w Polsce jest tempo wydawania decyzji administracyjnych.
"Urzędnicy nie są ściśle zobowiązani do dotrzymywania konkretnych administracyjnych terminów. Procedury trwają latami, a już choćby prawna możliwość równoległego prowadzenia dwóch procesów administracyjnych: decyzji śrdowiskowej i zmiany miejscowych planów, znacznie ułatwiłaby sprawę i przyspieszyłaby proces uzyskania pozwolenia na budowę" - powiedział Majchrzak.
Mniej niż 1 proc. powierzchni kraju pod wiatraki
Dodał, że drugą istotą barierą jest duża zajętość terenów przez strefy lotnicze. Dodatkowo strefy te się zmieniają, co rodzi duże ryzyka dla inwestycji.

"Zdarza się również, że Centralne Wojskowe Centrum Rekrutacji wydaje pozytywną opinię potwierdzającą możliwość ulokowania farmy wiatrowej, a po krótkim czasie przesyła informacje o zmianie tej decyzji. Ten proces jest zatem nieprzewidywalny. Temat wymaga bardzo poważnej dyskusji i powinien się znaleźć w agendzie rządowej, równoważącej różne potrzeby wzmacniania obronności; zarówno te bezpośrednie, jak i energetyczne, również bardzo ważne dla budowania odporności państwa" - ocenił ekspert.
"Rozumiemy, że wojsko musi mieć zdolność operowania w przestrzeni, ale - dla porównania - w Niemczech, w kraju o powierzchni większej od Polski jedynie o 15 proc., tak nabrzmiałego problemu nie ma, a mają wielokrotnie więcej farm wiatrowych na lądzie w eksploatacji i jeszcze więcej w rozwoju niż jest w Polsce i mają wielokrotnie więcej samolotów. Wydaje się więc, że to kwestia odpowiedniego administracyjnego poukładania tego niełatwego procesu" - dodał.
Branża apeluje o kompromis z wojskiem
Jak zauważył prezes energetycznej spółki, ponad połowa powierzchni Polski objęta jest strefami lotniczymi wykorzystywanymi przez wojsko.
"O ile strefy TSA są istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa, o tyle strefy TRA powinno dać się odpowiednio zharmonizować z inwestycjami energetycznymi. W tej chwili jedynie około 5 tys. km kw. kraju (tj. ok. 1,7 proc. powierzchni) spełnia warunki środowiskowe i inne ograniczenia formalne pod farmy wiatrowe, a jednocześnie nie jest objęte wyłączonymi z budowy farm wiatrowych strefami lotniczymi. Jeśli jednak dodać do tego ww. ograniczenia lotnicze, to pozostaje do dyspozycji poniżej 1 proc. powierzchni. A trzeba jeszcze dodatkowo uwzględnić lokalne ograniczenia środowiskowe oraz wymóg uzyskania akceptacji społecznej, dostęp do sieci itp." - powiedział Henryk Majchrzak.
"To także kwestia bezpieczeństwa. W warunkach awarii sieciowych, czy w warunkach wojny, energetyka rozproszona może kontynuować produkcję, a więc np. produkcja żywności, czy zbrojeniowa, szpitale i transport mogłyby dalej funkcjonować. Nie można budować bezpieczeństwa kraju, nie dostrzegając tego waloru OZE" - dodał prezes Enerconet.
Widmo luki mocowej w Polsce
Jego zdaniem, potrzebna jest radykalna zmiana podejścia rządu do kolejności rozwiązywania problemów.
"Po pierwsze, rząd musi zakończyć analizę i podsumowanie co najmniej Polityki Energetycznej, oraz Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu i na tej podstawie podejmować szybko i konsekwentnie dalsze decyzje dotyczące wdrażania odpowiednich narzędzi, służących osiągnięciu założonych celów" - powiedział.
"Teraz brakuje nam tej sprawczości. Jest więc widoczne np. ryzyko poważnej luki mocowej, osłabienia konkurencyjności gospodarki, ale nie dlatego, że nie ma dostępnych rozwiązań technologicznych, a dlatego, że niektóre decyzje nie kończą się ich skutecznym wdrażaniem. Potrzebne jest nam strategiczne podejście do rozwoju energetyki, z silnym skoncentrowaniem się na terminowej sferze wykonawczej. Wierzę ciągle, że jest to możliwe – branża chętnie wesprze administrację swoim doświadczeniem" - dodał.
Jak zauważył Majchrzak, przy zmianach Prawa energetycznego branży udało się uzyskać spory postęp w stosunku do pierwotnej wersji tych przepisów, które całkowicie zablokowałaby rozwój energetyki wiatrowej.
"Nie da się np. uzyskać pozwolenia na budowę w okresie trzech lat, dlatego te zapisy zostały poluzowane. Do tego dochodziły bardzo duże wymagania finansowe dotyczące wysokości zabezpieczeń i terminów ich wnoszenia. W toku prac legislacyjnych udało się te wymagania nieco obniżyć dla projektów już realizowanych, tak aby zachować zasadę ochrony praw nabytych. Ustawa wymaga jednak jeszcze poprawy, więc liczymy, że ruszą dyskusje o praktycznych stronach jej zastosowania" - powiedział.
Infrastruktura energetyczna w trybie ekspresowym
W jego ocenie, nie ma znaczenia, że wydano więcej warunków przyłączenia, bo z praktyki inwestycyjnej wiadomo, że nie wszystkie projekty z wielu powodów dojdą do finału.
"Oczywiście zdarzają się na rynku europejskim tzw. inwestorzy pasywni, którzy dostali warunki, ale nie prowadzą dalszych prac, a jednocześnie blokują teren, by zmonetyzować projekty na wczesnym etapie ich rozwoju. Skoro jednak zależy nam na tym, by przyspieszyć tempo budowy OZE ze względu na bezpieczeństwo energetyczne i konkurencyjność naszej gospodarki, to działania porządkujące temat wydanych warunków mają sens. Część mniej zdeterminowanych, czy przygotowanych inwestorów się wykruszy. Dalej jednak nadmiar wydanych warunków przyłączenia w stosunku do wieloletnich krajowych planów ma swoje uzasadnienie" - ocenił Henryk Majchrzak.
Jego zdaniem, to prawo popytu i podaży energii powinno determinować liczbę źródeł wytwarzania, a infrastruktura powinna być rzeczą wtórną, która musi nadążać za potrzebami rozwijającego się rynku.
"Nie wyobrażam sobie sytuacji, że jest inwestor, który chce wybudować źródło wytwarzania, które jest gospodarce tak potrzebne i oczekiwane, bo państwo ma duże potrzeby energetyczne - budują się centra danych, wchodzi nowy, energochłonny przemysł, rozwija się elektromobilności i systemy elektryfikacji ciepłownictwa - a z powodu problemów sieciowych inwestycja nie może być realizowana. Taką sieć przesyłową i dystrybucyjną należy budować w trybie ekspresowym, to nie powinno być tematem do zbędnych dyskusji. A jak widać z zatwierdzanych przez URE taryfach są środki na konieczny rozwój i modernizację sieci" - powiedział prezes Enerconet.
Obecnie głównym punktem aktywności Enerconet jest rozwój lądowych farm wiatrowych. W zasobach firmy znajduje się 330 MW farm ulokowanych na lądzie.
"Mamy też w portfelu projekty wiatrowe o łącznej mocy kilku tysięcy MW, z wydanymi warunkami przyłączenia oraz częściowo z podpisanym i umowami przyłączeniowymi. One są na różnym etapie zaawansowania. Część znajduje się w fazie pozyskiwania terenów, inne już są w fazie zmian miejscowych planów, prowadzenia monitoringu przyrodniczego. Wszędzie jednak prowadzimy aktywną współpracę ze społecznościami lokalnymi" - powiedział prezes Henryk Majchrzak.
"Budujemy farmy dla siebie, ale nie można wykluczyć, że część farm pozostawimy, a część zbudujemy w projektach joint venture z innymi inwestorami" - dodał.
Anna Pełka (PAP Biznes)
pel/ asa/





























































