„Zimny islandzki prysznic” - tak we włoskiej prasie podsumowano w poniedziałek wynik referendum, w którym większość obywateli Islandii (52,8 proc.) sprzeciwiło się wznowieniu rozmów z UE na temat członkostwa. Komentatorzy odnotowali też możliwość zewnętrznych ingerencji, by wpłynąć na rezultat głosowania.


Islandia złożyła wniosek o członkostwo w UE w 2009 r., w szczytowym momencie światowego kryzysu finansowego. Prace w ramach procesu akcesyjnego zostały zamrożone w 2013 r., gdy eksperci ostrzegali przed potencjalnym rozpadem strefy euro. Do sprawy wrócono, kiedy w 2024 r. wybory parlamentarne wygrał socjaldemokratyczny Sojusz. Referendum w sprawie wznowienia negocjacji z UE ogłoszono na początku br.
Dziennik „Corriere della Sera” przyznał w komentarzu, że „Islandia zmroziła” Unię Europejską. Jak ocenił publicysta gazety, lekcja z islandzkiego sobotniego referendum jest taka, że „rozszerzenie UE to nie jest spacerek”.
„Budowa wspólnego domu na naszym kontynencie w czasach podziałów była prawdziwą rewolucją, pod pewnymi względami częściowo nieukończoną. Kto zna lodowaty wiatr wiejący w Reykjaviku, także w pełni lata, może tylko zalecać ostrożność” - podkreślił autor komentarza redakcyjnego.
Komentator wyraził przekonanie, że budowa jeszcze większej UE wymaga przede wszystkim poparcia, a także wizji strategicznej, poczucia odpowiedzialności i współpracy, zwłaszcza w obecnym „światowym nieładzie”.

„La Stampa” zaznaczyła, że wynik referendum w Islandii „zaskoczył Brukselę”, która jest nim „rozczarowana”.
„Obawa przed koniecznością podporządkowania się regułom w sprawie połowów, które wyznaczyła Bruksela, przeważyła nad zagrożeniami dla własnego bezpieczeństwa, podsycanymi przez arktyczne ambicje Donalda Trumpa” - oceniła turyńska gazeta.
Dziennik zwrócił uwagę na radość, jaka zapanowała po referendum w suwerenistycznych ugrupowaniach w państwach UE.
Tłumacząc powody obecnego niezadowolenia w Brukseli, „La Stampa” przyznała, że większa integracja Islandii oznaczałaby dla UE wyraźną przewagę strategiczną w Arktyce.
W komentarzu odnotowano również „ogromne rozczarowanie krajów kandydujących, przede wszystkim z Bałkanów, które dostrzegają wielkie możliwości dla swojej przyszłości”, wynikające z członkostwa w Unii.
„La Repubblica”, pisząc natomiast o rozczarowaniu Komisji Europejskiej, dodała: „Ten negatywny wynik głosowania zdaje się cofać wskazówki zegara do czasów brexitu”.
„Zakłopotanie wywołane tą wiadomością jest wymowne. Instytucje unijne spodziewały się zupełnie innego wyniku. Co więcej, liczyły na niego również po to, by spróbować przywrócić Unii Europejskiej choćby odrobinę atrakcyjności. Islandia stanęła przed wyborem między zewnętrznym strachem przed agresywnymi USA pod przywództwem Donalda Trumpa a wewnętrzną obawą przed utratą części swojego bogactwa i doprowadzeniem do wściekłości lobby rybaków, najpotężniejszej grupy interesu w kraju. Europa była przekonana, że zagrożenie ze strony Trumpa przeważy nad wszelkimi wątpliwościami. Tymczasem zwyciężył interes własny”- oceniła rzymska gazeta.
Podkreśliła także, że w siedzibie Komisji Europejskiej „poza oficjalnymi wypowiedziami panuje przekonanie, że hybrydowe działania Rosji i samych Stanów Zjednoczonych, mające na celu wpłynięcie na wynik głosowania, odwróciły wcześniejsze tendencje”.
„W Brukseli jest powszechna obawa, że Rosja manipulowała kampanią referendalną, aby zadać kolejny cios wizerunkowi UE oraz osłabić Reykjavik jako pierwszego strażnika nowych szlaków arktycznych, które otwierają się w związku z topnieniem lodowców” - zaznaczyła „La Repubblica”.
Przypomniała, że Stany Zjednoczone, począwszy od zabiegów o pozyskanie Grenlandii, skupiły swoją uwagę na tym obszarze świata.
„I rzeczywiście, jeśli przysłuchać się reakcjom suwerenistów bliższych Moskwie i Białemu Domowi, podejrzenia stają się silniejsze” - dodała gazeta, nawiązując do możliwych ingerencji, by wpłynąć na wynik niedzielnego głosowania.
Z Rzymu Sylwia Wysocka(PAP)
sw/ rtt/






























































