Prezydent Włoch Sergio Mattarella został wybrany w sobotę przez parlament i delegatów z regionów na drugą kadencję. Tak w ósmym głosowaniu zakończył się impas polityczny między centrolewicą i centroprawicą, które wcześniej nie były w stanie zawrzeć porozumienia w sprawie poparcia dla żadnego kandydata.


Prezydent otrzymał 759 głosów na 984.
Wcześniej po serii głosowań bez rozstrzygnięcia, wobec braku zgody i wyraźnej większości w parlamencie oba bloki tworzące szeroką koalicję rządową postanowiły głosować na ustępującego po 7-letniej kadencji prezydenta; także po to, by zagwarantować dalszą pracę i stabilność rządu Mario Draghiego, bo była ona zagrożona z powodu pogłębiającego się konfliktu.
Tuż przed decydującym głosowaniem prezydent podczas spotkania z delegacją szefów klubów i kół parlamentarnych wyraził gotowość pozostania na stanowisku. W minionych tygodniach wielokrotnie zaś dawał do zrozumienia, że nie ma takich planów i pożegnał się z obywatelami w sylwestrowym orędziu. Odwiedził też papieża Franciszka w związku z zakończeniem kadencji. Zaczął się już również wyprowadzać z Pałacu Prezydenckiego.

Tym samym powtórzyła się sytuacja sprzed dziewięciu lat. Także wtedy, z powodu politycznego pata i braku wyraźnej przewagi jednego ugrupowania w parlamencie, politycy poprosili 88-letniego wówczas prezydenta Giorgio Napolitano, by zgodził się zostać przynajmniej na część drugiej kadencji. Po długich namowach wyraził na to zgodę. Ustąpił po dwóch latach i zastąpił go Sergio Mattarella.
Politycy koalicji rządowej wyrazili wdzięczność Mattarelli za to, że zgodził się zostać na stanowisku.
Szef centrolewicowej Partii Demoktratycznej Enrico Letta ocenił, że rząd Draghiego wychodzi z tej sytuacji wzmocniony. "Wykonaliśmy razem dobrze wspólną pracę" - dodał.
Były premier Matteo Renzi z ugrupowania Italia Viva stwierdził, że Mattarella w Pałacu Prezydenckim i Draghi w Kancelarii Premiera, to "jedyny sposób, by uchronić Włochy przed niedorzecznymi szaleństwami i brakiem przywództwa".
Usatysfakcjonowany jest też lider Ligi Matteo Salvini, który w ostatnich dniach w imieniu centroprawicy przedstawił kilka kandydatur, odrzuconych przez centrolewicę. Następnie został gorącym orędownikiem rozwiązania określanego jako "Mattarella bis".
Tylko przywódczyni opozycyjnego, prawicowego ugrupowania Bracia Włoch Giorgia Meloni uznała reelekcję prezydenta za "anomalię".
Jako wstępną datę zaprzysiężenia Sergio Mattarelli na drugą kadencję wymienia się 3 lutego, siódmą rocznicę objęcia przez niego urzędu.
Prezydent Mattarella o drugiej kadencji: kryzys wymaga poczucia odpowiedzialności
Prezydent Włoch Sergio Mattarella, wybrany w sobotę przez parlament i delegatów regionów na drugą kadencję, oświadczył, że poważny kryzys pandemiczny, gospodarczy i społeczny "wymagają poczucia odpowiedzialności". Wyjaśnił, że obecna sytuacja nie pozwala na to, by "uchylać się od obowiązków".
80-letni szef państwa, kończący właśnie kadencję, dał się w sobotę przekonać przez ugrupowania szerokiej koalicji rządowej, by wobec pogłębiającego się impasu w wyborach jego następcy w parlamencie, zgodził się pozostać na stanowisku.
W ósmym głosowaniu otrzymał 759 głosów na 983 i został tym samym drugim prezydentem w historii kraju z najwyższą liczbą otrzymanych głosów. Więcej od niego - 832 głosy dostał w 1978 roku Sandro Pertini.
W oświadczeniu wydanym po tym, gdy szefowie obu izb parlamentu zakomunikowali mu wynik głosowania, Mattarella podkreślił: "Trudne dni, jakie upłynęły podczas poważnego kryzysu sanitarnego, gospodarczego i społecznego wymagają poczucia odpowiedzialności i uszanowania decyzji parlamentu".
"Warunki te narzucają to, aby nie uchylać się od obowiązków, do jakich jest się wezwanym. Oczywiście muszą one przeważyć nad innymi względami i odmiennymi planami osobistymi" - powiedział prezydent.
Zapewnił o swej gotowości do tego, by "spełnić oczekiwania i nadzieje" rodaków.
Premier Mario Draghi oświadczył po reelekcji Mattarelli, że jest to "wspaniała wiadomość dla Włochów".
"Jestem wdzięczny prezydentowi za jego decyzję o tym, by wysłuchać bardzo silnej woli parlamentu, by wybrać go na drugą kadencję" - stwierdził szef rządu, który wcześniej w ciągu dnia przekonywał prezydenta do pozostania na stanowisku.
Z Rzymu Sylwia Wysocka (PAP)
sw/ mal/






























































