Nie było w zeszłym roku na Węgrzech fali likwidacji przedsiębiorstw związanej z pandemią koronawirusa; ich liczba spadła tylko nieznacznie – poinformował w środę dziennik gospodarczy „Vilaggazdasag”.


„Gospodarka realna nadal podlega koncentracji niezależnie od skutków pandemii i nie było fali likwidacji przedsiębiorstw, której wielu się obawiało” – pisze „Vilaggazdasag”.
W Krajowym Rejestrze Przedsiębiorstw pod koniec 2020 r. było 546,3 tys. firm, podczas gdy pod koniec 2019 r. 552,5 tys.
W zeszłym roku zarejestrowano prawie 29 tys. nowych firm, co jest liczbą tylko o 62 niższą od wyniku z 2019 roku. Jednocześnie zamknięto 30,2 tys. przedsiębiorstw – o 4949 mniej niż rok wcześniej.
Dziennik podkreśla, że 4-5 lat temu co roku o 20-25 tys. więcej firm zamykało na Węgrzech podwoje, niż rozpoczynało działalność. Tymczasem, w 2020 r. różnica ta nie sięgnęła nawet 1300.

Według szefa Węgierskiej Izby Przemysłowo-Handlowej Laszlo Parragha pandemia spowodowała w jednej chwili zastój gospodarki i sprawiła, że zbędni stali się np. kelnerzy czy kucharze, ale według niego gospodarka równie szybko ruszy po zaszczepieniu ludności, a pracownicy tych specjalności znów staną się niezbędni, gdy otworzą się hotele i restauracje.
Parragh ocenił, że punktem zwrotnym może być moment, gdy ludność będzie musiała ponownie zacząć spłacać kredyty, które obecnie są objęte moratorium. Nie wykluczył, że w przyszłości kredyty znów staną się poważnym ciężarem dla rodzin.
„Dobrze wróży fakt, że nie ma masowej likwidacji przedsiębiorstw, bo zwiększa to szanse na szybki i trwały powrót do normalności” – ocenił analityk K&H Banku David Nemeth. Uznał, że wielu przedsiębiorców zajęło pozycję wyczekującą i może zacząć zamykać firmy, jeśli gospodarka napotka duże problemy. Jego zdaniem przetrwaniu firm sprzyja nie tylko moratorium na spłatę kredytów, ale też m.in. działania rządu wspierające inwestycje i utrzymanie miejsc pracy.
Natomiast, zdaniem prezesa Klubu „Węgrzy na Rynku” Zsombora Essoesyego w ostatnim czasie wiele gałęzi gospodarki wzmocniło się. Dotyczy to np. branży zdrowotnej, spożywczej, elektronicznej czy przemysłu obrony. Według niego w najbliższych miesiącach dojdzie do konsolidacji i „oczyszczenia” rynku. Essoesy powiedział też, że może się np. okazać, iż w przyszłości rynek nie będzie potrzebował tak wielu taksówkarzy, masażystów czy trenerów osobistych. Jego zdaniem, jeśli dojdzie do zamykania firm, w pierwszej kolejności doświadczą tego węgierskie oddziały koncernów międzynarodowych.
Z Budapesztu Małgorzata Wyrzykowska (PAP)
mw/ tebe/





























































