W 2002 r. Mennica Państwowa uzyskała ze sprzedaży warszawskiej karty miejskiej 34 mln zł. Ta kwota miała 18 proc. udziału w przychodach spółki ze sprzedaży produktów. Na stworzenie całej sieci sprzedaży kart Mennica mogła wydać od kilkunastu tys. do kilku mln zł. Teraz, by zrekompensować sobie poniesione koszty, tnie prowizje pośrednikom w sprzedaży.
Mennica, zasłaniając się tajemnicą handlową, nie chce ujawnić, jaki procent od przychodów ze sprzedaży bierze za obsługę systemu karty miejskiej. Nieoficjalnie mówi się o ponad 5 proc. prowizji. Roczna wartość sprzedaży biletów na karcie miejskiej w Warszawie wynosi ok. 300 mln zł. Jest o co walczyć. Na rynek usiłuje wejść Euronet, ale ZTM nie widzi potrzeby konkurencji. Odmienne zdanie mają warszawscy detaliści.
— Ładowanie kart już mi się nie opłaca. Nie przedłużyłem umowy i od maja nie prowadzę już sprzedaży biletów miesięcznych — mówi właściciel kiosku przy Al. Jerozolimskich.
Na początku tego roku znów obniżono detalistom prowizję od sprzedanego biletu miesięcznego. W ciągu 3 lat funkcjonowania warszawskiej karty miejskiej (WKM) z 1,5 proc. prowizji zrobiło się 0,8 proc. od obrotu — w tym roku już brutto, a nie netto. Według sprzedawców prasy z 0,8 proc. po odliczeniu kosztów przelewu na konto bankowe, kosztów energii elektrycznej i papieru zostaje ok. 0,3 proc. od obrotu brutto. Oznacza to, że na jednym bilecie średnio zarabiają oni 15-20 gr. Mennica twierdzi, że upusty, jakie oferowała 2 lata temu, miały być częścią promocji systemu.
— Chcieliśmy zachęcić właścicieli kiosków do tego, żeby uczestniczyli w sprzedaży biletów okresowych na WKM — tłumaczy Piotr Brzeziński, zastępca dyrektora sprzedaży elektronicznej Mennicy Państwowej. — Wtedy mieli oni lepsze warunki umów niż sieci należące do Kolportera czy Ruchu.
Jednak kioskarze, których pośrednikiem byli dystrybutorzy prasy, zaczęli domagać się ujednolicenia warunków, a dla Mennicy sieci punktów są klientami istotniejszymi biznesowo i mniej kłopotliwymi we współpracy, więc rzeczywiście warunki ujednoliciła... równając w dół.
W łańcuszku pośredników uczestniczą teraz obowiązkowo dystrybutorzy prasy: Ruch i Kolporter. To z nimi sprzedawcy detaliczni podpisują umowy.
— Wypowiedziałam umowę Kolporterowi, bo nie wywiązując się z jej warunków doprowadził do tego, że w maju musiałam zapłacić 20 tys. podatku — mówi Anna Stefaniak, właś- cicielka kiosku na ul. Puławskiej. — Wchodzę na trzeci próg podatkowy.
— Te umowy są skandaliczne — mówi pan Krzysztof Jankowski, właściciel kiosku na Górczewskiej. — Warunki zmuszają mnie do dokładania do całego interesu.
Karta zachęca czy zniechęca?
– Ładowanie kart, które zajmuje pewien czas sprzedawcy, nie przysparza nam klientów. Przeciwnie; widząc cztery osoby czekające w kolejce klient odchodzi, bo obok ma następny kiosk — mówi Jankowski.
– Nie rozumiem zarzutów detalistów – mówi Paweł Przychodzki, dyrektor handlowy Zakładu Transportu Miejskiego. – Urządzenia i prowadzenie sprzedaży kart nie jest obowiązkowe. Wielu sprzedawców detalicznych chętnie z nich skorzysta.
Niewielkie marże mają sprzedawcy ze wszystkich swoich produktów. Ale na tym notują... straty. Z analiz zrobionych przez detalistów wynika, że w tych godzinach dnia, w których wzrasta sprzedaż doładowań, wyraźnie spada wartość obrotów na prasie – najbardziej dochodowym produkcie małych punktów detalicznych. Im większa jest sprzedaż biletów, tym mniejszy zysk.
Jak twierdzą członkowie Zrzeszenia Niezależnych Sprzedawców Prasy, wielu detalistów, którzy mają duże obroty, będzie rezygnowało ze sprzedaży biletów okresowych. Inni, o mniejszych obrotach, już czekają w kolejce. System sprzedaży zapewnia im rodzaj krótkoterminowego kredytowania bez konieczności płacenia odsetek.
Ale i to nie wszyscy doceniają. Niektórzy bardziej obawiają się kontroli skarbowych, bo zgodnie z nowymi warunkami umowy cały obrót uzyskiwany ze sprzedaży wchodzi w obrót detalisty.
Nie chcemy wojny cenowej
Kioskarze nie mają wyboru, bo Mennica nie godzi się na innego operatora doładowań. W tym tygodniu propozycję ZTM na obsługę ładowania karty miejskiej złożył Euronet.
— Współpracujemy z wieloma detalistami w zakresie doładowań GSM, więc moglibyśmy im zaproponować konkurencyjną w stosunku do Mennicy marżę — mówi Piotr Adamek, dyrektor Euronetu. — Tym bardziej, że pytają o taką możliwość.
Euronet ma w Warszawie 150 terminali w punktach dystrybucji prasy, sklepach i na stacjach sprzedaży paliw. Piotr Adamek mówi, że w Polsce są 3 firmy, które byłyby w stanie obsługiwać system warszawskiej karty miejskiej. Euronet skierował pismo do ZTM z prośbą o określenie warunków, jakie stawia Zarząd na świadczenie usługi. Jednak ZTM wcale nie chce drugiego operatora.
– Budowa sieci kodowania karty wymaga zapewnienia bezpieczeństwa transakcji – mówi Paweł Przychodzki. – Rozszerzenie sieci oznacza poszerzenie grupy osób mających dostęp do tajemnic systemu.
O tajemnice systemu nie obawiają się operatorzy GSM.
– Na podstawie poufnych umów uzgodniliśmy z operatorami parametry techniczne, zasady wymiany informacji i danych – mówi Piotr Adamek. Przychodzki tłumaczy, że Mennica, decydując się na początku 2001 r. na obsługę WKM, podjęła duże ryzyko. Nie było wówczas chętnych do tworzenia sieci, bo przedsięwzięcie było pionierskie.
W innych miastach Polski wybór dostawcy systemu elektronicznego biletu dokonuje się w drodze zamówienia publicznego. W tym przypadku system istniał już od kilku lat, a Mennica miała być partnerem, który poszerza sieć sprzedaży. Paweł Przychodzki mówi, że ZTM nie zależy na wojnie cenowej podobnej do wojny hurtowni farmaceutycznych, z których wiele zmuszonych do obniżania marż, upadło.
– Trudno sobie wyobrazić marżę niższą niż obecna – uważa Piotr Adamek z Euronetu. – Pole manewru dla takiej wojny cenowej jest zbyt wąskie. ZTM nie widzi także potrzeby poszerzania sieci punktów ładowania karty miejskiej.
Takich punktów jest rzeczywiście dużo. W Warszawie przypada 3 tys. osób na 1 punkt ładowania, podczas gdy w europejskich systemach kart miejskich średnio jest to 10 tys. osób na 1 punkt. Zdaniem detalistów wkrótce działania Mennicy doprowadzą do podobnego stanu także w Warszawie.
Protezy do systemu
ZTM od początku funkcjonowania systemu zakupił już ok. 1 mln 900 tys. kart zbliżeniowych.
– Jest to ewenement w skali światowej, bo wskaźniki globalne pokazują, że liczba kart w systemach biletów elektronicznych nie przekracza raczej 30 proc. populacji miasta – mówi Waldemar Rokicki, prezes gdańskiej firmy Emtal, która dostarcza i wdraża systemy funkcjonujące już w ponad 60 miastach w Polsce i za granicą.
W Poznaniu sprzedano 200 tys. kart na 700 tys. mieszkańców, a w Kaliszu – 35 tys. na 110 tys. kaliszan. W Warszawie kartę dostaje się za darmo, po tym, jak Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta uznał, że zmuszanie korzystających z komunikacji miejskiej do wydatku 5 zł na kartę, która obsługuje bilet w systemie, jest naruszeniem praw konsumenta. W efekcie od kilku miesięcy każdy, kto zapomniał wziąć karty z domu, może dostać następną.
W Poznaniu, Radomsku, Kaliszu karty imienne są personalizowane graficznie wraz ze zdjęciem. W systemach oferowanych przez Emtal funkcjonuje już ok. 3 mln kart.
Emtal dostarcza także karty do Warszawy. To właśnie ta firma 3 lata temu „łatała” system biletu elektronicznego, kiedy ZTM uznał, że elementy stworzonego przez francuskiego kontrahenta Ascom Monetel rozwiązania mogą nie zapewnić szczelności finansowej systemu w zakresie urządzeń dedykowanych do kiosków. Dostarczyli wówczas urządzenia z oprogramowaniem i całą strukturą systemu dla Mennicy, po podpisaniu przez nią umowy ajencyjnej z ZTM.
– Wartość kontraktu na osprzęt do ładowania kart wyniosła ok. 2 mln zł — dowiedzieliśmy się z wiarygodnego źródła. Ale Mennica w 2003 r. podjęła decyzję o wymianie oprogramowania systemu dostarczanego przez Emtal. – Jakość i bezpieczeństwo transakcji nie były dostateczne – mówi Piotr Brzeziński.
„Nie zazdroszczę Mennicy...”
Emtal dostarczył 255 urządzeń dla Mennicy. ZTM zakupił również z Gdańska terminale kontrolerskie i urządzenia wstępnego kodowania. Od początku istnienia systemu terminale kodujące Mennica wymieniała trzykrotnie.
– Kiedy zorientowałam się, że ładowarka dubluje każdy naliczony bilet i mimo jej wymiany nadal pojawiało się błędne naliczanie biletów, zażądałam od Mennicy numeru homologacji i przedstawienia atestów – mówi Anna Stefaniak, właścicielka kiosku. – Bez rezultatu. Z poprzednią ładowarką nie miałam żadnych problemów.
Oficjalnym powodem rezygnacji z kolejnej dostawy urządzeń gdańskiej firmy Emtal była potrzeba dywersyfikacji produktu. Działanie wszystkich urządzeń wiąże się z koniecznością dostosowywania do systemu, opartego na rozwiązaniach informatycznych, kluczach kodowania, hasłach Ascomu, z którym negocjacje kończące kontrakt prowadził jeszcze niedawno Zarząd Transportu Miejskiego.
– Myślę, że potrafilibyśmy stworzyć w pełni bezpieczny, jednolity system – mówi Waldemar Rokicki. – Stosujemy najnowocześniejsze metody kryptograficzne, mamy doświadczenie we wdrożeniach integratorskich i wiedzę jak to robić.
– Nie zazdroszczę Mennicy – mówi Paweł Przychodzki. — Technika idzie do przodu, urządzenia trzeba będzie wymieniać co 2 lata, więc jakąkolwiek prowizję bierze Mennica, jestem pewny, że pieniądze idą też na inwestycje.
Przedsięwzięcie, jakiego podjęła się spółka, nie było łatwe. Może rzeczywiście Mennica inwestuje duże pieniądze w utrzymanie bezpieczeństwa systemu. Ale jeśli koszty mają też ponosić drobni przedsiębiorcy, i to ci, którzy na danym produkcie mają coraz większe obroty, a jeśli ich się odciąży, to, jak można usłyszeć z ZTM, klient końcowy musiałby dopłacić, to chyba mamy kolejny przykład dziwactw rynkowych w Polsce.
Marta Chmielewska



























































