„Warszawa wśród 20 najbogatszych regionów UE” – ekscytowały się wczoraj media, cytując dane Eurostatu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że tak przytoczona statystyka nijak ma się do rzeczywistości.
"Stolica Polski znalazła się na 19 miejscu wśród najbogatszych regionów UE z PKB per capita wynoszącym 152 proc. średniej unijnej. Wśród najbiedniejszych obszarów "28" są jednak aż trzy polskie województwa: lubelskie, warmińsko-mazurskie i podkarpackie" – możemy przeczytać we wtorkowej depeszy PAP. Agencja powołuje się na opublikowany tego samego dnia komunikat unijnego urzędu statystycznego.
Problem w tym, że taka interpretacja danych Eurostatu kryje w sobie trzy bardzo istotne błędy. Po pierwsze, produkt krajowy brutto nie jest miernikiem bogactwa lub zamożności. PKB jest sumą dóbr i usług finalnych wytworzonych w ciągu roku w danym kraju bądź regionie. Wskaźnik ten jest zatem miarą wytworzonego dochodu – tj. wartości dodanej w gospodarce. Dochód jest przepływem, natomiast majątek jest stanem. Mylenie tych dwóch wartości jest błędem natury fundamentalnej.
Drugim problemem są wady w konstrukcji samego PKB, który sztucznie pompuje wyniki dla miast/regionów stołecznych. Jeśli np. w Warszawie mieszczą się siedziby niemal wszystkich największych banków działających w Polsce (lub innych dużych przedsiębiorstw), to wartość dodana generowana przez te firmy składa się na PKB stolicy. A przecież działalność tych spółek nierzadko obejmuje cały kraj lub wręcz w niektórych przypadkach koncentruje się w większości poza Warszawą. Ten sam problem i to w jeszcze większej skali występuje w Londynie, gdzie swoją siedzibę mają globalne firmy finansowe. I choć operują na całym świecie, to ich zyski „tworzą” londyński PKB.
PPS-owska iluzja dobrobytu
Ale największym błędem jest porównywanie zamożności regionu przez pryzmat PKB per capita w parytecie siły nabywczej (PPS - purchasing power standard). W teorii PPS ma odzwierciedlać różnice w poziomie cen, aby umożliwić lepsze porównanie warunków życia pomiędzy krajami (regionami) o diametralnie różnych kosztach życia. Przecież zupełnie czym innym jest siła nabywcza londyńskiej pensji minimalnej w Londynie, a czym innym na bułgarskiej czy polskiej prowincji.

W praktyce jednak porównywanie dochodów regionów i wynagrodzeń jego mieszkańców w PPS podchodzi pod zwykłą manipulację. Tym bardziej, gdy zobaczymy deflator zastosowany przez Eurostat w przypadku Polski. I tak licząc, nominalnie Warszawa cechuje się PKB na mieszkańca w wysokości 26 600 euro. Po przeliczeniu tego przez PPS nagle wychodzi 45 700 euro, a więc o 72% więcej! Podobne statystyczne cuda dzieją się innych polskich regionach, gdzie nominalny PKB per capita wynosi 10-12 tys. euro, a w PPS wzrasta w okolice 20 tysięcy.
Przeczytaj także
O ile koszty usług w Wiedniu z całą pewnością są znacznie wyższe niż w Warszawie, to już ceny dóbr materialnych (samochodów, telefonów itp.) kształtują się na zbliżonym poziomie. Stąd też aż tak wysoka różnica w deflatorze PPS wydaje się nie mieć uzasadnienia w rzeczywistości. Tym bardziej, że niezmiernie trudno znaleźć dobra porównywalne w dwóch różnych gospodarkach.
Przeczytaj także
Politycy i ekonomiści lubią stosować porównania w PPS, ponieważ (przynajmniej w teorii) wskaźnik ten niweluje różnice w poziomie kosztów życia. Tyle tylko, że faktyczne wynagrodzenia otrzymywane przez ludzi korelują z nominalnym PKB per capita. Nikt jeszcze nie kupił bułki, płacąc za nią w PPS, która jest abstrakcyjną walutą mającą uwzględniać różnice w „poziomach cen” między poszczególnymi krajami (abstrahując od faktu, że nie istnieje coś takiego jak „poziom cen” w gospodarce). Miłość do PPS rozpowszechniona jest szczególnie w Polsce, gdzie wszelkiej maści wskaźniki wyrażone w tym systemie prezentują się znacznie lepiej niż w ujęciu nominalnym. Przykładowo, w ujęciu PPS produkt krajowy brutto na mieszkańca Polski już w 2017 roku stanowił 70% średniej unijnej, podczas gdy w rzeczywistości odpowiadał on jedynie 41% średniej UE.
| PKB na mieszkańca | |||||||
|---|---|---|---|---|---|---|---|
| Kraj | w euro | jako % średniej UE | |||||
| Luksemburg | 92 600 | 309% | |||||
| Irlandia | 61 200 | 204% | |||||
| Dania | 50 800 | 169% | |||||
| Szwecja | 47 200 | 157% | |||||
| Holandia | 43 000 | 143% | |||||
| Austria | 42 100 | 140% | |||||
| Finlandia | 40 600 | 135% | |||||
| Niemcy | 39 600 | 132% | |||||
| Belgia | 38 700 | 129% | |||||
| Wlk. Brytania | 35 400 | 118% | |||||
| Francja | 34 300 | 114% | |||||
| UE | 30 000 | 100% | |||||
| Włochy | 28 500 | 95% | |||||
| Hiszpania | 25 100 | 84% | |||||
| Malta | 24 100 | 80% | |||||
| Cypr | 22 800 | 76% | |||||
| Słowenia | 20 800 | 69% | |||||
| Portugalia | 18 900 | 63% | |||||
| Czechy | 18 100 | 60% | |||||
| Estonia | 18 000 | 60% | |||||
| Grecja | 16 800 | 56% | |||||
| Słowacja | 15 600 | 52% | |||||
| Litwa | 14 900 | 50% | |||||
| Łotwa | 13 900 | 46% | |||||
| Węgry | 12 700 | 42% | |||||
| Polska | 12 200 | 41% | |||||
| Chorwacja | 11 900 | 40% | |||||
| Rumunia | 9 600 | 32% | |||||
| Bułgaria | 7 300 | 24% | |||||
| Źródło: Eurostat. Dane na 2017 rok. | |||||||
Jeśli więc opuścimy ekonomiczne abstrakcje i zejdziemy na ziemię, to ani Warszawa, ani żaden inny polski region nawet nie zbliża się do poziomu PKB przypadającego na wiedeńczyka. W stolicy Austrii wskaźnik ten w 2017 roku sięgnął 50 000 euro (i 45 200 euro w PPS), podczas gdy w warszawskim regionie stołecznym wyniósł 26 600 euro, w śląskim 12 600 euro, wielkopolskim 13 300 euro, a w dolnośląskim 13 400 euro. A to i tak sporo więcej niż na tzw. ścianie wschodnie, gdzie PKB per capita wyniósł 8 500 euro, czyli w ujęciu nominalnym zaledwie 28% średniej unijnej.





























































