Z pierwszego sondażu po zakończeniu głosowania w Rosji, przeprowadzonego przez Rosyjskie Centrum Badania Opinii Społecznej, wynika, że na urzędującego prezydenta głosowało 87,97 proc. wyborców. Zliczono dotychczas głosy w 24,4 proc. okręgach wyborczych. Jak podaje niezależna organizacja praw człowieka OVD-Info, w 17 miastach Rosji aresztowano ponad 80 osób podczas protestów.


Wynik 87,97 proc. pozwoliłby Putinowi pobić wynik z poprzednich wyborów w 2018 roku, kiedy to zebrał 76,65 proc. głosów.
Putin stanął przeciwko trzem kandydatom, którzy nie krytykowali jego rządów ani inwazji na Ukrainę, zaznacza "Guardian".
Komentując wyniki sondażu exit poll, prezydent Zełenski w swoim wieczornym przemówieniu wideo stwierdził, że „rosyjski dyktator symuluje kolejne wybory” oraz że Putin „ma wystarczająco dużo władzy, aby rządzić wiecznie”. I dodał: „Nie ma i nie może być legitymizacji imitowania wyborów. Osoba ta powinna stanąć przed sądem w Hadze. Właśnie to musimy zapewnić.”
Stany Zjednoczone również podały w wątpliwość wynik exit poll. Biały Dom stwierdził, że wybory w Rosji „oczywiście nie były wolne ani uczciwe”; Putin więzi swoich przeciwników i uniemożliwia innym kandydowanie przeciwko niemu.

Nawalna weszła na teren rosyjskiej ambasady w Niemczech i "oddała głos" na Nawalnego
Julia Nawalna, wdowa po opozycjoniście Aleksieju Nawalnym, pojawiła się niespodziewanie niedzielę w południe przed rosyjską ambasadą w Berlinie, gdzie oddawane są głosy w wyborach prezydenckich. Nawalna wzięła udział w demonstracji przeciwników Putina, po czym krótko po godz. 18. weszła na teren ambasady, aby zagłosować – poinformował portal „Bild”.
„Na karcie do głosowania napisałam nazwisko Nawalny” – wyjaśniła Julia Nawalna po wyjściu z ambasady. „To znak protestu po tym, jak jej mąż, główny przeciwnik Putina, został zamordowany w więzieniu na miesiąc przed wyborami prezydenckimi” – skomentował „Bild”.
Jak podkreślił portal, wchodząc na teren ambasady, Nawalna „oddała się w ręce reżimu Putina, który zamordował jej męża; personel ambasady pełen jest rosyjskich agentów”.
Nawalna, pojawiając się w Berlinie przed ambasadą rosyjską, chciała wziąć „udział w prezydenckich pseudowyborach i wysłać sygnał sprzeciwu wobec dyktatora Władimira Putina”.
Tuż po godz. 18. Nawalna weszła oddać swój głos do rosyjskiej ambasady – „ponurego budynku przy alei Unter den Linden, zaledwie kilka metrów od Bramy Brandenburskiej”, żegnana okrzykami zwolenników „Julia, jesteśmy z Tobą!” – opisuje „Bild”.
Zdaniem rzeczniczki Nawalnej, Kiry Jarmysz, zatrzymanie opozycjonistki byłoby możliwe, ponieważ jest ona obywatelką Rosji. Jarmysz dodała, że nie wie, na kogo Nawalna zagłosuje, bowiem „na karcie do głosowania znajdują się wyłącznie kandydaci zatwierdzeni przez Kreml, a wybory są sfałszowane”.
„Myślę, że wejście (na teren ambasady – PAP) może być niebezpieczne. Ambasady to obszary chronione i niemieccy policjanci nie będą mogli podjąć żadnych kroków, jeśli Rosjanie zatrzymają wdowę po Nawalnym” - wyjaśnił konstytucjonalista prof. dr. Volker Boehme-Nessler. Bez zgody ambasadora funkcjonariusze niemieckiej policji nie mogą wejść do budynku, przeszukać go, a także nikogo aresztować lub uwolnić. „Teoretycznie Julia Nawalna może zostać więźniem ambasady. Niemcy byłyby bezsilne” – potwierdził ekspert.
Jak dowiedział się „Bild”, w Berlinie przebywa również inny przeciwnik Kremla - Michaił Chodorkowski, który w latach 2003–13 był uwięziony w Rosji. Chodorkowski wziął udział w demonstracji przeciwko reżimowi Putina przed ambasadą, ale w przeciwieństwie do Nawalnej nie zamierzał wejść do budynku.
mszu/ mms/
ONG: ponad 80 osób aresztowanych podczas wyborczych protestów przeciwko Putinowi
W ostatnim z trzech dni głosowania w rosyjskich wyborach prezydenckich władze starały się dotrzymać obietnicy, że rozprawią się z każdym, kto weźmie udział w południowych protestach zapowiedzianych przez zmarłego Aleksieja Nawalnego na dwa tygodnie przed jego śmiercią.
W Ufie na południu Rosji jeden z protestujących powiedział, że został zatrzymany za próbę wrzucenia zdjęcia Nawalnego do urny wyborczej. Władze zagroziły postawieniem mu zarzutów o utrudnianie pracy komisji wyborczej.
Sojusznicy Nawalnego transmitują na YouTube filmy przedstawiające kolejki ludzi ustawiających się w południe w różnych lokalach wyborczych w całej Rosji, którzy ich zdaniem przybyli tam, aby pokojowo protestować.
MSZ: Wybory prezydenckie w Rosji nie są legalne, demokratyczne, ani uczciwe
Jak zaznaczono, wbrew prawu międzynarodowemu "wybory" zorganizowano również na tymczasowo okupowanych terytoriach Ukrainy: Autonomicznej Republice Krymu i mieście Sewastopolu, jak również na terytoriach obwodów: donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego oraz chersońskiego.
"Głosowanie przeprowadzono także w mołdawskim Naddniestrzu oraz należących do Gruzji regionach Cchinwali/Osetia Południowa i Abchazja. Tak zorganizowane +wybory+ nie mogą być uznane za legalne, wolne, ani uczciwe" - głosi komunikat MSZ.
Resort polskiej dyplomacji zwraca uwagę, że od początku inwazji na Ukrainę rosyjskie władze znacząco nasiliły represje wobec opozycji politycznej, społeczeństwa obywatelskiego, organizacji pozarządowych i niezależnych mediów oraz tych wszystkich obywateli, którzy mają odwagę krytykować działania rosyjskiego reżimu, w tym agresję przeciwko Ukrainie.
"Szokująca śmierć opozycyjnego polityka Aleksieja Nawalnego w kolonii karnej stanowiła tragiczną kulminację tych działań. Sukcesywne wprowadzanie represyjnego ustawodawstwa, ograniczającego swobody i prawa obywatelskie w tym również polityczne, cenzura wojenna, politycznie motywowane procesy karne oraz niedopuszczenie do udziału w wyborach kandydatów wyrażających antywojenne poglądy powoduje, że +wybory+ nie mogą być uznane za wolne ani za uczciwe" - oświadczyło MSZ.
Jak podkreślono, Polska niezmiennie i stanowczo potępia tego typu działania. "Wyrażamy także sprzeciw wobec uniemożliwienia udziału niezależnym rosyjskim obserwatorom w obserwacji procesu głosowania oraz wobec nie zaproszenia obserwatorów OBWE" - zaznaczono.
Według MSZ "na szczególne potępienie zasługuje nielegalna decyzja władz Kremla o organizacji wyborów na tymczasowo okupowanych ukraińskich terytoriach".
"Jest to ostentacyjne złamanie prawa międzynarodowego, w tym Karty Narodów Zjednoczonych, i nie może być traktowane inaczej, jak kolejna próba podważenia ukraińskiej niepodległości, suwerenności i integralności terytorialnej. Polska nie uznaje i nigdy nie uzna organizacji oraz rezultatów +wyborów+ na tych terytoriach. Rosja powinna zostać pociągnięta do odpowiedzialności za ich organizację i przeprowadzenie na ukraińskich terytoriach" - głosi komunikat.
MSZ podkreśla też, że Polska niezmiennie popiera ukraińską niepodległość, suwerenność i integralność terytorialną w jej międzynarodowo uznanych granicach. "Wzywa również Rosję do natychmiastowego i bezwarunkowego wycofania jej wojsk i uzbrojenia z terytorium Ukrainy. Ponawia również wezwanie do władz rosyjskich o natychmiastowe uwolnienie wszystkich więźniów politycznych bezprawnie przetrzymywanych w rosyjskich więzieniach" - czytamy.
"Polska zdecydowanie potępia także organizację głosowania w Naddniestrzu, w Cchinwali/Osetii Południowej oraz Abchazji bez zgody odpowiednio władz Republiki Mołdawii oraz Gruzji. Również w tych przypadkach +wybory+ zostały przeprowadzone w sposób nielegalny i urągający wszelkim standardom prawa międzynarodowego i demokracji" - podkreślono w komunikacie resortu dyplomacji.
Komunikat opublikowano także w języku rosyjskim.
wr/ mms/
































































