Brak reakcji na środową decyzję Fed o rozszerzeniu QE3 (zwaną przez niektórych wręcz QE4) mógł rozczarować inwestorów liczących na przyspieszenie rajdu św. Mikołaja. Zamiast ataku na jesienne szczyty hossy otrzymaliśmy lokalną korektę, która jednak przynajmniej na razie mieści się w ramach krótkoterminowego trendu wzrostowego.
W czwartek S&P500 stracił 0,66%, Nasdaq obniżył się o 0,72%, zaś Dow Jones osunął się o 0,56%. Obok rozczarowania postawą rynku po decyzji Rezerwy Federalnej najczęściej wymienianą przyczyną spadków była utrzymująca się niepewność w sprawie klifu fiskalnego. Kolejne spotkanie przewodniczącego Boehmera z prezydentem Obamą nie przyniosło ani przełomu, ani nawet wspólnego oświadczenia dla prasy.
Tymczasem do końca roku pozostało zaledwie 17 dni i jeśli do tego czasu amerykańscy politycy nie dojdą do porozumienia w sprawie ograniczenia deficytu budżetowego i podniesienia limitu długu publicznego USA, to od 1. stycznia wejdą w życie automatyczne podwyżki podatków na kwotę ok. 500 mld USD i cięcia w wydatkach o 100 mld USD. Zdaniem ekonomistów ten szok fiskalny będzie skutkował recesją.
Nerwowość na Wall Street jest więc zrozumiała. Co więcej, taki stan może potrwać nawet kilka miesięcy. Bowiem coraz bardziej prawdopodobne jest, że do końca grudnia Obama i Kongres uchwalą tylko prowizoryczny budżet, równolegle prowadząc negocjacje w sprawie długoterminowego porozumienia. Takie rozwiązanie powaliłoby inwestorom odetchnąć do końca roku, ale już w styczniu groziłoby głębszą korektą na amerykańskim rynku akcji.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl





























































