Upadek reżimu Baszara al-Asada w Syrii podważy ambicje Moskwy w Afryce, nadszarpnie na kontynencie jej wizerunek i osłabi zaufanie rodzimych dyktatur uzależnionych od pomocy rosyjskich najemników, przewiduje amerykański think tank Instytut Studiów nad Wojną (ISW).


Rosja od lat buduje strefę wpływów ciągnącą się nieprzerwanie od zachodnich wybrzeży Afryki, przez cały Sahel, po wschodnie wybrzeża Sudanu i wschodnią część Libii, a dalej na Bliski Wschód. Nie mając jeszcze dostępu do afrykańskich portów na Oceanie Atlantyckim i wciąż negocjując z Sudanem przejęcie bazy nad Morzem Czerwonym, a z Libią nad Morzem Śródziemnym, logistycznie uzależniona jest od dwóch baz w Syrii, szczególnie od tej morskiej w Tartusie.
Baza w Tartusie jest jedynym rosyjskim centrum napraw i uzupełniania zapasów na Morzu Śródziemnym, a Moskwa wykorzystywała dotychczas Syrię jako punkt postojowy do przewożenia swoich wojskowych do i z Afryki. Dodatkowo, a może przede wszystkim, baza ta służyła do wywozu złota, diamentów, uranu i innych minerałów pozyskiwanych dzięki kontraktom hojnie przyznawanym Rosji przez afrykańskie junty wojskowe.
Ale Rosja prawdopodobnie już uznała, że jej syryjskie bazy są nie do utrzymania i z tej morskiej ewakuowała okręty i sprzęt wojskowy. Korzystający z dostępnych w internecie źródeł analityk MT Anderson opublikował na platformie X zdjęcia satelitarne zrobione 30 listopada i 1 grudnia, na których rosyjskie fregaty klasy Admirał Gorszkow i Admirał Grigorowicz, okręt podwodny klasy Kilo i dwa tankowce wciąż znajdowały się w tej bazie. Ale już zdjęcia z 3 grudnia dowodzą, że Rosja usunęła z niej wszystkie swoje okręty.
Ewakuacja z Syrii może nadszarpnąć wizerunek Moskwy jako wiarygodnego partnera i obrońcy, co z kolei może zagrozić jej współpracy z państwami afrykańskimi i osłabić jej wpływy gospodarcze, wojskowe i polityczne na całym kontynencie, poinformował analityk w swoim raporcie, jeszcze przed upadkiem Damaszku.

A najemnicy rosyjscy, głównie z byłej Grupy Wagnera obecni są w Mali, Nigrze, Burkina Faso, Libii, Sudanie, Republice Środkowoafrykańskiej i Gwinei Równikowej. Według różnych, trudnych do sprawdzenia źródeł, może ich być w Afryce co najmniej 15 tys. W Mali tylko w ochronę stolicy, Bamako, zaangażowanych jest ich około 2 tys., biorą jednocześnie udział w walkach na północy kraju, na pograniczu z Algierią, gdzie dwukrotnie w mijającym roku ponieśli dotkliwe straty. W Republice Środkowoafrykańskiej jest ich według lokalnej agencji Corbeaunews ponad 4 tys. W Burkina Faso obecnych jest około 300 najemników z rosyjskiej Brygady Niedźwiedziej. Kilka tysięcy jest w Sudanie, gdzie Rosja wspiera obie strony trwającej 18 miesięcy wojny domowej. We wschodniej Libii około 2 tys. najemników rosyjskich wspiera watażkę generała Chalifę Haftara, któremu obiecała wsparcie w sile 40 tys. żołnierzy. Rosyjskie siły kontrolują libijskie bazy lotnicze w pobliżu Syrty, Al-Dżufry i Brak al-Szati, z których przesyłają zaopatrzenie do Sudanu i innych krajów Afryki Subsaharyjskiej. A wszystkie te bazy zaopatrywane były właśnie z Syrii.
Część rosyjskich sił zaangażowanych w Afryce została prawdopodobnie przerzucona w okolice Kurska, gdy ukraińskie wojska zajęły zachodnie tereny Rosji, część miała trafić do Syrii, by wspomóc Asada. Ale Rosja się spóźniła.
Teraz, po upadku syryjskiego reżimu, wspierający go najemnicy rosyjscy najprawdopodobniej mogą zostać wysłani do walk na Ukrainie, ale równie dobrze Moskwa, chcąc ratować twarz w Afryce, może przerzucić ich do wzmocnienia reżimów afrykańskich, zwłaszcza w Sudanie i we wschodniej Libii, gdzie chciałaby szybko uzyskać dostęp do portów na wschodnich wybrzeżach Morza Śródziemnego i Czerwonego, aby zrekompensować potencjalną utratę baz syryjskich.
Z Monrowii Tadeusz Brzozowski (PAP)
tebe/ kar/




























































