Zakopane dla wielu z nas stało się wyjazdem znacznie przewyższającym nasze możliwości. Mijające i dla niektórych wciąż trwające ferie zimowe 2026 są dowodem, że ceny w sercu Tatr, to dziś poziom niedostępny i wykluczający dla wielu przeciętnych rodzin.


Redakcja "Faktu" przytacza historię pani Katarzyny, która do Zakopanego wybrała się z rodziną na ferie. Miał to być wyjazd, który oczyści głowy, tymczasem oczyścił portfele - Pojechaliśmy na ferie do Zakopanego, pierwsze od kilku lat. Byłam w szoku, jak bardzo zmieniło się to miejsce" - mówi pani Katarzyna. Podkreśla, że wysokość unowocześnienia infrastruktury i odmiana Krupówek, poszły w parze z wysokimi cenami.
Obiad dla czteroosobowej rodziny i znika część wypłaty?
Obiad w restauracji przy czteroosobowej rodzinie, sprawia, że wydatki stają się znaczącym wyzwaniem. Pierogi kosztują nawet 60 złotych, kwaśnica 40 złotych, a schabowy z dodatkami sięga 80 złotych. Kwoty dań pomnożone razy cztery, to kolosalny wydatek. "Przy dwóch osobach dorosłych i dwójce dzieci, ceny są gigantyczne. Trudno sobie pozwolić na takie ceny codziennie" - realcjonuje dalej pani Katarzyna.
ReklamaZobacz także
Nie zaskoczyły pani Katarzyny jednak tylko ceny. Czytelniczka wskazuje na rosnącą liczbę lokali z kuchnią zza granicy. Nie spodziewała się, że w sercu Tatr natrafi na francuskie ślimaki, czy bliskowschodnie desery. Kobieta skarżyła się także na ogromne tłumy w supermarketach, wskazujące, że turyści również sami przygotowują swoje posiłki.
Po jedzeniu czas na atrakcje
Ceny atrakcji także okazały się mocnym zaskoczeniem. Wjazd na Kasprowy Wierch przy czteroosobowej rodzinie, to koszt rangi pół tys. złotych. "Pół tysiąca złotych za kilkanaście minut w kolejce linowej?" - pyta retorycznie pani Katarzyna. "Chcieliśmy pokazać dzieciom góry z góry, ale gdy sprawdziliśmy ceny wjazdu na Kasprowy Wierch, szybko daliśmy sobie spokój. To czyste szaleństwo" - skarży się kobieta.

Podobnie sytuacja wygląda na stoku. Czterogodzinny karnet dla dorosłego kosztuje 130 złotych, a dla dziecka 120 złotych, czyli raptem 10 złotych mniej. Do tego należy doliczyć kurs z instruktorem, czyli kolejne kwoty, które sprawiły, że "nasza przygoda z nartami błyskawicznie się skończyła" - mówi pani Katarzyna.
Na koniec, jakby wydatków było mało, dochodzą słynne Krupówki. Sam spacer po nich mając dzieci, to istna "pułapka". Zewsząd sezonowe "hity" od pluszowych oscypków, po nadal słynne labubu. Wygląda to dziwnie, jest zabawką na dwa dni, a ceny? Mały kosztuje 45 zł, większy 75 zł! Kto to kupuje?". Pani Katarzyna, nie planuje powrotu do Zakopanego, bo znacznie przerosło to jej finansowe możliwości.
Po drugiej stronie medalu: górale i zagraniczne wyjazdy
W obliczu wysokich cen i narzekania tursytów są górale. Podliczając tegoroczne ferie wskazali, że to jeden z nagorszych sezonów. Jak więc rozumieć aktualny stan rzeczy.
Warto także przytoczyć kwestię rosnącego zainteresowania czeskimi stokami. Reporterzy "Faktu" wskazali na Harrachov, gdzie język polski słychać na każdym kroku. Turyści z Polski wskazują, że tamtejsza infrastruktura jest znacznie na plus - Tu jest dużo lepsza infrastruktura niż w Polsce. U nas dłużej się jedzie na górę, niż potem zjeżdża i to jest męczące - mówi 12-letnia Zosia z dziadkiem Romanem. - Pod każdym względem to się opłaca - stwierdza pani Katarzyna z Warszawy. Południowy sąsiad, to zatem nasz coraz częstyszy wybór.
Liczba Polaków wypoczywających po czeskiej stronie Karkonoszy wzrosła o ponad 41%, a Polacy to już ok. 14 proc. wszystkich wypoczywających tam gości - podaje Zukal z Czeskiej Organizacji Turystycznej.
oprac. WM






























































