35 mld dolarów to wartość, na jaką wycenia się firmę utworzoną w wyniku połączenia chińskiego Ubera i Didi Chuxing. Fuzja ma zakończyć kosztowną dla obu firm rywalizację o klientów i kierowców na lokalnym rynku.
Uber China, czyli spółka zależna amerykańskiej firmy Uber Technologies, zostanie sprzedana największemu konkurentowi w Państwie Środka. Od dłuższego czasu na azjatyckim rynku trwała zacięta rywalizacja pomiędzy obiema gigantycznymi aplikacjami, których głównym celem jest kojarzenie kierowców i pasażerów. Jak wynika z wypowiedzi Cheng Wei, współzałożyciela Didi, zawarcie umowy z Uberem będzie korzystniejsze dla mobilnej branży transportowej i ułatwi prowadzenie zrównoważonej ścieżki rozwoju. Uwzględniając fakt, iż chiński rząd zalegalizował usługę prywatnych przewozów oferowanych przez spółkę, ma ona otwartą drogę do ekspansji i wypracowywania coraz większego zysku.
Według informacji podanych przez Bloomberg, fuzja ma skutkować powstaniem firmy o łącznej wartości 35 mld dolarów. Inwestycja Didi w Ubera to miliard dolarów. Uber nie będzie działał na rynku pod własną nazwą, jednak korzyścią uzyskaną przez niego na transakcji jest 20 proc. udziałów w powstałej firmie.
Największy rywal Ubera i zarazem lider rynku aplikacji do zamawiania transportu obsługuje około 11 mln przejazdów dziennie i posiada 87 proc udziału w rynku. Do tej pory Didi było wyceniane na 28 mld dolarów. Ze względu na fuzję wartość spółki wzrosła o 7 mld. Już od początku roku firma gromadziła fundusze pozwalające jej zwalczyć konkurencję. Rywalizacja zakończyła się pomyślnie dla spółki, tak jak w przypadku Kuaidi, które zostało przejęte przez Didi w zeszłym roku.
W Azji wygrywają lokalne firmy
Uber, jako cała spółka, wyceniany jest na 68 mld dolarów. Na chińskim rynku wystartował dwa lata temu. Od tego czasu ze względu na dopłaty do tanich przejazdów i walkę o chiński rynek firma nie zdążyła wypracować zysku, a straty, jakie ponosiła każdego roku, sięgnęły 1 mld dolarów. Uberowi nie udało się zdobyć azjatyckich rynków - Indie zdominowała Ola, na południowym wschodzie kontynentu rządzi Grab, a w Chinach - Didi.
Umowa zawarta z Didi nie świadczy jednak o całkowitym wycofaniu się Ubera z Chin. Firma rozpoczyna bowiem nowe inwestycje. Jednym z obszarów działalności, w który spółka chce zainwestować 0,5 mld dolarów, jest własna platforma map. W zeszłym roku spółka kupiła deCarta, która specjalizuje się w lokalizacjach i mapowaniu. Zatrudniono również byłych pracowników Googla pracujących przy tworzeniu map udostępnianych przez giganta. Według Ubera uniezależnienie się od Google Maps jest kluczowe dla przyszłego projekty wdrożenia autonomicznych samochodów.
W Polsce sprawa legalności oferowanych przez Ubera prywatnych przejazdów wciąż nie została oficjalnie rozstrzygnięta. Na portalu Wykop pojawił się wpis jednego z kierowców Ubera, z którego wynika, iż Urząd Miasta w Krakowie wzywa go do stawiennictwa w charakterze podejrzanego o odpłatne przewożenie osób bez wymaganej licencji. Brak potwierdzenia legalności Ubera na terenie naszego kraju może skutkować coraz większą liczbą sytuacji, w których działalność podejmowana przez kierowców będzie uważana przez miasta za nielegalną.






























































