Liczba zatrudnionych w sektorach pozarolniczych wzrosła w maju tylko o 138 tysięcy – poinformowało amerykańskie Biuro Statystyki Pracy. To dane o wiele gorsze od oczekiwań.


Dane podane przez amerykańskich statystyków z BLS (138 tys.) były o wiele gorsze od oczekiwań ekspertów. Ekonomiści spodziewali się wzrostu zatrudnienia o 185 tys. Dodatkowo rewizji w dół doczekał się rezultat kwietniowy (z 211 tys. do 174 tys.). Warto też przypomnieć bardzo słaby marcowy odczytu na poziomie 79 tys. (rewizja z 98 tys.).
Jak pisali niektórzy komentatorzy, dzisiejszy odczyt miał przesądzić o marcowo-kwietniowym remisie (jeden odczyt uznano za dobry, drugi za bardzo słaby). Tymczasem słaby odczyt majowy oraz rewizja danych za kwiecień sprawiają, że makroekonomiczny obraz amerykańskiej gospodarki uznać można za mniej kolorowy, niż do niedawna mogło się wydawać.
Równocześnie pewnym mankamentem majowego raportu BLS pozostaje słaby wzrost wynagrodzeń. Przeciętna stawka godzinowa wyniosła 26,22 USD i była tylko o 0,2% wyższa niż w kwietniu oraz o 2,5% wyższa niż w maju 2016 roku. Jednocześnie wzrost z kwietnia zrewidowano z 0,3% do 0,2% i to po tym, jak wcześniej marcowe dane zrewidowano z 0,2% do 0,1% w ujęciu miesięcznym.
Majowy wskaźnik zatrudnienia (czyli relacja pracujących do populacji w wieku produkcyjnym) spadł z 60,2% do 60%. Oznacza to, że ponad 95 mln Amerykanów w wieku produkcyjnym pozostaje poza rynkiem pracy. Jeśli doliczyć do tego ponad 6,9 mln bezrobotnych (czyli osoby poszukujące pracy), to okaże się, że ponad 100 milionów mieszkańców USA nie miało płatnego zajęcia. Z kolei stopa bezrobocia, która nie obejmuje ludzi pozostających poza rynkiem pracy, spadła z 4,4% w kwietniu do 4,3% w maju. To najniższy poziom od 2001 r.

Dzisiejsze dane inwestorzy odczytują oczywiście w kontekście dalszych posunięć Rezerwy Federalnej. Podwyżka stóp procentowych na najbliższym posiedzeniu (13-14 czerwca) jest powszechnie oczekiwana przez rynek, większy znak zapytania stanowi to, co najpotężniejszy bank centralny świata zrobi w drugiej połowie roku. Słabsze dane z rynku pracy mogą oznaczać, że Fed będzie mniej chętny do dalszego podnoszenia stóp procentowych i wycofywania się z pokryzysowego eksperymentu w postaci bezprecedensowo łagodnej polityki monetarnej.
Z rosnącego prawdopodobieństwa takiego scenariusza doskonale zdają sobie inwestorzy obecni na rynku walutowym. Tuż po publikacji danych kurs EUR/USD wzrósł do 1,1270. Osłabienie amerykańskiej waluty widać także na parze USD/PLN – za „zielonego” płacimy ok. 3,715 zł wobec 3,74 zł przed publikacją danych.
Michał Żuławiński


























































