"Kryzys humanitarny na pełną skalę" ma miejsce w Etiopii; ponad 27 tys. osób uciekło stamtąd przed ciężkimi walkami do sąsiedniego Sudanu - poinformował we wtorek rzecznik Wysokiego Komisarza NZ ds. Uchodźców (UNHCR) Babar Baloch.


Tempo exodusu, ok. 4000 osób dziennie, może również wskazywać na "masowe przesiedlenia" w regionie Tigraju na północy Etiopii - podała agencja ONZ.
"UNHCR ostrzega, że kryzys humanitarny na pełną skalę ma miejsce, gdy tysiące uchodźców codziennie uciekają z toczących się walk w Tigraju w poszukiwaniu bezpieczeństwa we wschodnim Sudanie" - powiedział Baloch na konferencji prasowej w Genewie.
Zapewnił, że UNHCR "czeka w gotowości, aby zapewnić pomoc w Tigraju", gdy pozwoli na to bezpieczeństwo; musi też być zapewniony dostęp do tego regionu.
Rzecznik Biura NZ ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (OCHA) Jens Laerke powiedział ze swej strony, że w Tigraju "może dojść do masowych wysiedleń". "Jest to, oczywiście, problem i staramy się przygotować najlepsze możliwe rozwiązanie" - dodał.

Tymczasem premier Etiopii Abiy Ahmed ostrzegł we wtorek, że właśnie minął termin na złożenie broni przez siły w Tigraju i sprzymierzone z nimi milicje, co - jak pisze Reuters - toruje drogę do ostatecznego ataku sił federalnych na stolicę regionu Makalle.
Tymczasem przywódca regionu Debretsion Gebremichael powiedział we wtorek, że wokół miasta Alamata na południu Tigraju wciąż toczą się walki. Według sił etiopskich miasto to zostało przejęte w poniedziałek. Jak pisze Reuters, może to wskazywać, że ofensywa etiopskich sił w Tigraju nie postępuje tak szybko, jak na to wskazywano.
Eksperci uważają, że konflikt może przerodzić się w wojnę domową i zdestabilizować Róg Afryki. (PAP)
cyk/ kar/





























































