W swojej strategii inwestycyjnej TP przewiduje podniesienie kosztów usług WRL o 59 proc. i BSA o 44 proc. Taka zmiana może spowodować wzrost cen dla klientów detalicznych nawet o połowę. Spółka uzasadnia podwyżkę tym, że do tej pory oferuje usługi hurtowe poniżej kosztów i już od dłuższego czasu domaga się zmiany taryf. Według TP taką konieczność potwierdza audyt kosztów przeprowadzony przez firmę Ernst & Young.
– Niezależny audytor potwierdził prawidłowość stosowanych przez TP opłat. Z jego wynikami zapoznaje się obecnie UKE – powiedziano nam w TP. – Gdyby nie było konieczności zatwierdzania stawek hurtowych przez regulatora, już dawno podnieślibyśmy ceny – powiedział nam Wojciech Jabczyński z biura prasowego.
Z kolei Anna Streżyńska w rozmowie z „WSJ Polska” podkreśliła, że najpierw przyjrzy się audytowi, na który powołuje się TP. – Jeśli stawki proponowane przez TP będą prawidłowe i zasadne, to jedynym wyjściem będzie interwencja UKE w umowy między operatorem a innymi firmami, która ochroni klientów przed drastycznymi podwyżkami cen. – Do tego mam prawo – zastrzegła Streżyńska.
– Związek między cenami hurtowymi a detalicznymi jest tu dość ścisły. Podwyżka stawek hurtowych, której domaga się TP, wpłynie na ceny detaliczne, co z dużą dozą prawdopodobieństwa może zahamować rozwój całego rynku – twierdzi Magda Borowik, ekspert z firmy analitycznej IDC.
Szefowa UKE we wtorek na antenie Radia PIN powróciła do problemu podziału TP na dwie firmy. Jedną, do której należałaby cała infrastruktura, i drugą zajmującą się sprzedażą usług. Streżyńska poinformowała nas, że od sześciu tygodni na zlecenie UKE analizę prawną podziału prowadzi konsorcjum z udziałem m.in. KPMG i Instytutu Łączności. – Wyniki jego pracy poznamy na przełomie listopada i grudnia. Potem przyjdzie czas na decyzje – mówi prezes. W rozmowie z „WSJ” podtrzymała wcześniejszą opinię, że UKE ma prawo do żądania podziału spółki tak na gruncie polskiego prawa, jak i unijnej dyrektywy. – Taka decyzja wymagałaby jedynie zatwierdzenia przez Komisję Europejską.
Innego zdania jest TP. – W obecnie obowiązujących regulacjach, w szczególności prawa telekomunikacyjnego i przepisów o konkurencji, brak jest podstaw prawnych do przeprowadzenia podziału – twierdzi Jabczyński. Streżyńska zapowiedziała wczoraj, że do lipca 2009 r. ceny połączeń wychodzących z telefonów komórkowych spadną o ponad połowę.
Będzie to skutek wymuszonej przez UKE obniżki tzw. kosztów zakańczania rozmowy z obecnych 40 do 16 gr. Grażyna Piotrowska-Oliwa, prezes Orange, w CNBC TVN powiedziała natomiast, że spadek taryf za MTR nie musi oznaczać tańszych rozmów przez komórki. Podobnego zdania jest Magda Borowik. – Obniżka opłat między operatorami teoretycznie powinna wpłynąć na cenę końcową dla abonenta. Nie zawsze jednak tak się dzieje, bowiem ceny za te połączenia są raczej wypadkową walki konkurencyjnej niż regulacji.
Dariusz Styczek
Dziennik Finansowy
Więcej na ten temat





























































