REKLAMA
Początek gorący, a to dopiero rozgrzewka! Ruszyły Wakacje na Giełdzie

    Tygodniowy komentarz Rynku Walutowego i Pieniężnego

    Jacek Maliszewski2001-10-14 18:46
    publikacja
    2001-10-14 18:46

    Tygodniowy komentarz Rynku Walutowego i Pieniężnego


    W minionym tygodniu mieliśmy do czynienia niewątpliwie z atakiem bardzo agresywnego krótkoterminowego kapitału spekulacyjnego na nasz rynek. Objawieniem tego był wzrost kursu złotego, cen akcji notowanych na GPW oraz obligacji na rynku międzybankowym. Na rynku akcji gracze ci rzucają setki milionów złotych a na rynku papierów dłużnych grają kilkukrotnie większymi kapitałami. Nie wiem jakie przesłanki stały za tym, by tak optymistycznie patrzeć na nasz rynek i zaryzykować inwestowanie w Polsce swych pieniędzy. Jak sądzę jest to jednak bardzo agresywny kapitał, który szybko wchodzi i równie szybko wychodzi z dowolnego rynku. Tak się złożyło, że akurat zawitał on do nas. Jest to swego rodzaju hazard moralny. Być może inwestorzy kupujący obecnie złotego a potem nasze papiery wartościowe wychodzą z założenia, że zarobić można sporo (szczególnie na naszych papierach dłużnych), a w przypadku straty ktoś i tak poratuje (myślę tutaj o takich funduszach jak LTCM, który to zarabiał krocie przez wiele lat, a gdy nadszedł rok katastrofy i fundusz stanął na progu bankructwa, znalazły się pieniądze federalne, które wpompowano do funduszu w takiej ilości, by uratować go przed bankructwem; zarządzający takimi funduszami spotykając się z takim precedensem zaczynają ufać w swoją nietykalność - tak rodzi się właśnie hazard moralny).

    Zastanówmy się nad perspektywami stojącymi przed naszą walutą w dłuższym horyzoncie czasu. Jak sądzę jeszcze przed końcem roku kalendarzowego zaczną się prawdziwe kłopoty. No ale to dopiero za dziesięć tygodni. Przez ten czas można sporo zarobić - myślą sobie zagraniczni inwestorzy. Dobijmy więc leżącego... Zastanawiam się, jak duża w rzeczywistości będzie przyszłoroczna dziura budżetowa i jak wiele obligacji będzie musiało wyemitować Ministerstwo Finansów, by pokryć ten niedobór budżetowy. Według moich wstępnych wyliczeń na samą obsługę już istniejącego zadłużenia potrzeba będzie ponad 60 miliardów złotych. Jeśli doliczymy do tego tylko 40 miliardów długu nowego, to powinniśmy się spodziewać emisji obligacji i bonów skarbowych na kwotę ponad 100 miliardów złotych w roku 2002. Po przeliczeniu na miesiące daje to kwotę około 8 miliardów. Sporo. Ale nie na tyle dużo, by już w roku 2002 zabrakło popytu na nowo emitowane papiery. Dopiero rok 2003 będzie katastrofą. Kto wie, czy przed wyborcza wypowiedź Leszka Milera na temat restrukturyzacji polskiego zadłużenia nie okaże się jednak na miejscu. Już kilka miesięcy temu wskazywałem na podobieństwo naszej sytuacji do sytuacji Argentyny sprzed kilku lat. Oczywiście w Rzeczpospolitej, Wyborczej oraz wielu innych gazetach wypowiadają się eksperci, którzy stanowczo negują możliwość popadnięcia Polski w taki kryzys, jaki ma obecnie Argentyna. Ja tam wolę dmuchać na zimne. Ci sami eksperci dwa lata temu wskazywali, iż nie grozi nam kryzys finansów publicznych. Obym tym razem to ja się mylił.

    No cóż wiemy jak jest. Nie przeszkadza to jednak, by korzystając z pleców wspomnianego kapitału spekulacyjnego, jechać na jego ramionach, lub dać się nieść tej fali, którą ten kapitał wywołał. Lepiej jest korzystać z okazji i napychać sobie kieszeń, niż dać się oskubywać i wyjmować z kieszeni. Skoro stopy są nadal wysokie a złoty się umacnia, należy z tego korzystać. Z jednym jednak zastrzeżeniem. Należy zachować olbrzymią czujność. Powiedziałbym nawet, iż większą czujność, niż ta z przełomu czerwca i lipca.

    Czytelnicy zadają mi pytanie, jak widzę najbliższą przyszłość złotego. Myślę, że do tej pory można było już odkryć moje zamysły w tym względzie. Ale zbiorę może wszystko do kupy. Póki złoty się umacnia, należy korzystać z okazji. Ponieważ zmiany na rynku mogą być bardzo gwałtownie i niespodziewane, lepiej mieć gotówkę w takim miejscu, która zapewnia możliwie dużą płynność i mobilność. Ja akurat trzymam taką gotówkę na koncie jednego z banków wirtualnych. Oprocentowanie jest nieznacznie niższe od oprocentowania obligacji trzyletnich. W każdej chwili mogę przelać pieniądze na dowolne konto bez utraty narosłych do tego czasu odsetek. To jest to, co obecnie uważam za najlepsze rozwiązanie. Gdyby pojawił się zwiastun nowej paniki na rynku walutowym, to można by szybko przelać pieniążki na konto banku, który daje nam możliwość z otwarcia pozycji na rynku terminowym walutowym. Posiadając obligacje mamy co prawda wyższe odsetki, ale trudniej sprzedać nam takie papiery, i na dodatek musimy czeka kilka dni na rozliczenie transakcji. Na wszystko jest swój czas. Był czas na posiadanie akcji sektora IT, był czas na posiadanie krótkich pozycji w kontraktach terminowych, był czas na posiadanie obligacji. Teraz nadszedł czas, by mieć gotówkę pod ręką gotową na szybki strzał. Dobrze, by taka gotówka była na dodatek oprocentowana. Właśnie oferty wirtualnych banków dają takie możliwości. No jest jeszcze alternatywa w postaci lokat OverNight. Każdy wybierze to, co mu najbardziej pasuje.

    A teraz co w średnim terminie? No tutaj sprawa dla mnie jest oczywista. Jesteśmy skazani na podobną panikę jak ta, która miała miejsce na początku lipca. To tylko kwestia czasu. Znowu wygrają cierpliwi. Naprawę wystarczy tylko kilka razy roku zrobić dobrą transakcję, która da nam sporo zarobić. Nie trzeba polować na każdy dołek i każdą górkę. Wiem jednak, że dla nałogowych traderów jest to trudne do wykonania. Sam miałem taki okres, gdy dzień w dzień musiałem coś kupić lub sprzedać. Muszę przyznać, że niewiele wtedy zarabiałem. Powiem więcej - kręciłem się wokół swego ogona. Co zarobiłem, to zaraz traciłem. Wiem, że są jednak i tacy, którzy preferują ten styl życia. Jeśli są na tyle dobrzy, by zarabiać w taki sposób, to życzę im sukcesów. Ja zauważyłem, iż nie byłem w tym dobry, więc wybrałem cierpliwe czekanie na pewne strzały.

    A co w długim okresie? No tutaj nie będę się wysilać i powiem "Nie wiem". Być może nie będą odkrywczy. Moje zdanie jest jednak takie, iż długookresowe prognozy są niczym innym jak futurologią. Zapewne osoby z branży ekonometrii skrzywią się teraz na myśl, że ja ekonometryk mówię takie słowa. Jestem szczery. Statystyka i ekonometria często się przydają podczas predykcji. Jednak przy próbie określenia dalekiej przyszłości narzędzia takie są zupełnie nie przydatne. Już widzę te maile z krytyką mych słów. Trudno przyjmę każdą krytykę.

    Zanim obejrzymy wykresy z rynku walutowego chciałbym zwrócić uwagę na kilka sprawa związanych z rynkiem pieniężnym. W ciągu najbliższych tygodni na rynku pierwotnym papierów skarbowych powinno być spokojnie. Nieuchronnie jednak zbliżamy się do dnia 21 grudnia. W dniu tym po raz pierwszy od wielu miesięcy przyjdzie Ministerstwu Finansów wykupić olbrzymią wartość obligacji dwuletnich zero kuponowych. Będzie to aż ponad 4,7 miliarda złotych. I to będzie próba sił. W sumie do końca roku odsetki oraz obligacje przeznaczone do wykupu (pomijam bony skarbowe, gdyż te będą zapewne rolowane emisją nowych bonów) będą miały wartość prawie 6,2 miliarda złotych. Do końca roku będą jeszcze cztery dni przetargów na obligacje - patrz tabela przetargów. To będą naprawdę mega oferty. Warto o tym pamiętać. Po tym dniu aż do szóstego lutego będzie spokój. Ale od tego dnia przez cały luty MF będzie znowu musiało wykupić wielką ilość papierów - w sumie za prawie 9 miliardów złotych. I powinniśmy się zacząć już powoli przyzwyczajać, iż każdy kolejny miesiąc 2002 roku będzie stał pod znakiem coraz to bardziej wzbierającej podaży nowych papierów skarbowych ze strony MF. W jakiś sposób trzeba będzie stary dług spłacać.

    Czy jest szansa na to, by nasze stopy procentowe spadły aż o 6 punktów procentowych do końca roku, jak sobie tego życzą koalicjanci zwycięskich ugrupowań sejmowych? Dla mnie to herezja. Bardziej prawdopodobne są obniżki w mniejszej skali. Uczestnicy rynku oczekują, iż w ciągu dwóch najbliższych miesięcy krótkoterminowe stopy spadną o 200 punktów bazowych.

    A co ze stopami w strefie dolarowej i euro? W tym drugim przypadku nie należy oczekiwać na dalsze obniżki stóp ba ciągu kilku. Za to w przypadku stóp dolarowych rynek widzi miesięcy możliwość dalszej obniżki - tym razem o 25 punktów bazowych. Kto wie, czy w przyszłym roku oprocentowanie krótkoterminowych lokat dolarowych nie osiągnie pułapu poniżej 2%. Do niedawna wydawało się to niemożliwe. A jednak. Czy nie zastanawialiście się, iż USA może zacząć podążać tropem przetartym przez Japonię 10 lat temu?

    Teraz coś dla posiadaczy obligacji trzyletnich - TZ. Zbliża się termin wypłaty odsetek (5 listopada). Wysokość nowego kuponu poznamy dopiero po ogłoszeniu wyników przetargu na bony skarbowe z dnia 15 października. Jak wiemy o wysokości kuponu odsetkowego tego typu obligacji decyduje średnia rentowność przetargowa bonów 13-tygodniowych. Spodziewam się, iż wartość bazowa dla obligacji TZ wyniesie 13,3%. Tę wartość bazową trzeba więc będzie jeszcze pomnożyć przez odpowiedni współczynnik. Dla najstarszych obligacji (TZ0202 oraz TZ0502) będzie to 1,05, co oznacza kupon w wysokości około 13,95% w skali roku. Pozostałe obligacje mają współczynnik równy 1,0 (kupon 13,3% w skali roku, czy przykładowo mniej niż w mBanku) oraz 0,95 (kupon około 12,65% w skali roku). Widzimy, że dobre czasy obligacji TZ już minęły i chyba nieprędko powrócą. Dlatego jeszcze raz przypomnę, iż warto zastanowić się nad ofertą banków wirtualnych.

    Na koniec spójrzmy na wykresy z rynku walutowego. Na początek nasz rynek. W środę doszło do przerwania ważnego poziomu na wykresie koszyka walut. W ten sposób grozi nam dalszy spadek do 3,88 złotego za koszyk. Jeśli spojrzymy na wykres kursu dolara względem złotego, to zauważymy opadający kanał trendu. Padł więc ważny poziom wsparcia umieszczony na wysokości 4,17 złotego. Lepiej wygląda wykres kursu euro względem złotego. Tutaj mamy jeszcze jedno silne wsparcie na wysokości 3,70 złotego. Poziom ten jest jednocześnie przedłużeniem przebitej w lipcu linii trendu spadkowego. To powinno zatrzymać spadek kursu euro. Wszystko byłoby zgodne z planem, gdyby nie kolejny wybryk na rynku eur/usd. Pisałem już o tym wielokrotnie. Rozsądni gracze powinni trzymać się z dala od tego rynku do czasu wykrystalizowania się sytuacji związanej z wprowadzeniem do obiegu banknotów i monet euro. Mówię poważnie. Jeśli znajdzie się taki, który powie mi, iż można łatwo dać prognozę zachowania się tego rynku na najbliższe tygodnie, to nazwę go (bez obrazy) "farciarzem". I tyle. Ja farta chyba nie mam, więc nie będę obstawiać kierunku ruchu. Poczekam do lutego. Wydaje się jednak, iż więcej szans mamy na wzrost do 0,96 niż na dalszy spadek euro.

    I tyle. Pamiętajmy, iż w okresie zagrożenia dalszymi atakami terrorystycznymi stosowanie strategii, które kiedyś były dobre, tym razem może przynieść opłakane rezultaty. Najlepiej więc ograniczyć ilość wykonywanych transakcji i skupić się na tych, które dają największe szansę na powodzenie. Tego właśnie wszystkim życzę.

    Jacek Maliszewski

    Źródło:
    Tematy
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.

    Komentarze (0)

    dodaj komentarz

    Powiązane:

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki