Zgodnie z naszymi przewidywaniami, Krym to nie koniec działań Rosji na Ukrainie - mówi premier Donald Tusk. Na konferencji prasowej szef rządu zwrócił uwagę, że separatyści we wschodniej Ukrainie wyglądają na świetnie wyszkolonych żołnierzy, a nie na demonstrantów, którzy spontanicznie buntują się przeciwko władzom w Kijowie.
Według Donalda Tuska, Rosja ma trzy cele. Pierwszym jest zebranie dodatkowych atutów przed ewentualnym spotkaniem Stany Zjednoczone-UE-Ukraina - Rosja. Po drugie, Moskwa chce uniemożliwić lub utrudnić przeprowadzenie wyborów na Ukrainie, zaplanowanych na 25 maja. Trzeci cel to poprzez nieustanne pobudzanie napięcia i wzniecanie ruchów separatystycznych wymuszenie takich zmian w konstytucji Ukrainy, które doprowadzą do federalizacji tego kraju. "W naszej ocenie oznaczałoby to początek definitywnego rozpadu państwa ukraińskiego" - zaznaczył Tusk. Jego zdaniem, nie można też wykluczyć próby oderwania przez Rosję wschodu i południa Ukrainy.
Donald Tusk zapewnił, że UE i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski działają w tej sprawie w jedności i zdecydowanie. Zapowiedział, że będzie jedna odpowiedź na list Władimira Putina. Rosyjski prezydent wysłał w ubiegłym tygodniu listy do 18 unijnych krajów, w którym ostrzegał przed możliwym wstrzymaniem dostaw gazu przez Ukrainę, zalegającej z płatnościami.
IAR/dw/jj

































































