Wieczorne orędzie prezydenta USA Donalda Trumpa utrzymane było w agresywnym tonie i nie dawało większych szans na rychłe zakończenie wojny w Zatoce Perskiej. Globalny wzrost awersji do ryzyka zaszkodził polskiemu złotemu, a kurs euro ponownie ruszył w górę.


Podczas przemówienia do narodu prezydent Trump uznał, że konflikt z Iranem jest bliski zakończenia, lecz jednocześnie zapowiedział kolejne ataki w ciągu 2-3 tygodni. - W ciągu dwóch-trzech tygodni będziemy uderzać w nich (w Iran) niezwykle mocno, sprawimy, że powrócą do epoki kamienia, gdzie jest ich miejsce - groził Trump. To nie brzmi jak wstęp do uczciwych rokowań pokojowych.
I choć amerykański lider dodał też, że w międzyczasie trwają rozmowy z Iranem, to grożenie anihilacją irańskich elektrowni raczej nie zachęca do uległości. Dodatkowo Donald Trump otwarcie przyznał, że USA nie potrzebują Cieśniny Ormuz i że jej otwarcie leży w interesie państw z Azji i Europy (to akurat jest prawdą).
Reakcja rynków finansowych była jednoznacznie, choć tylko umiarkowanie negatywna. Giełdy w Azji zaliczyły przeciętne jak na niedawne standardy spadki, dolar umocnił się względem euro, zaś ceny ropy naftowej ponownie poszły w górę. To wszystko działa na niekorzyść polskiego złotego, który z punktu widzenia globalnego kapitału jest ryzykowną i peryferyjną walutą spekulacyjną.
W czwartek o 9:36 kurs euro rósł jednak tylko o 0,2 grosza, osiągając poziom 4,2896 zł. Jesteśmy już niebezpiecznie blisko linii 4,30 zł, na której rozpoczynają się zasieki broniące polskiej waluty w średnim i nieco dłuższym terminie. Od izraelsko-amerykańskiego ataku na Iran kurs EUR/PLN porusza się w zakresie 4,2250-4,3070 zł. Zatem strefa 4,30-4,31 zł stanowi poważny opór techniczny, a jego trwałe przełamanie groziłoby zwyżką w okolice 4,40 zł za jedno euro.

- Zakładamy, że pozytywny impuls dla rynków związany z oczekiwaną deeskalacją wojny w Zatoce Perskiej, uległ wyczerpaniu, a końcówka przedświątecznego tygodnia może upłynąć pod znakiem umiarkowanego wzrostu awersji do ryzyka. W efekcie oczekujemy wzrostu kursów EURPLN i USDPLN odpowiednio w kierunku 4,30 oraz 3,7450. – napisali w porannej nocie analitycy PKO BP.
Umocnienie dolara względem euro połączone ze słabością polskiego złotego sprawiło, że w czwartek rano amerykańska waluta drożała o przeszło dwa grosze, osiągając kurs 3,7209 zł. Od kilku dni para dolar-złoty utrzymuje się blisko tegorocznych szczytów zlokalizowanych tuż powyżej 3,75 zł. Patrząc w dłuższym horyzoncie czasowym na kursie USD/PLN można dostrzec proces „uklepywania” dna po spadkach z lat 2023-25.
Znamienne jest, że w obliczu groźby eskalacji wojny na Bliskim Wschodzie cały czas obserwujemy deprecjację franka szwajcarskiego. Helwecka waluta w czwartek rano słabła względem euro, a na polskim rynku kosztowała 4,6545 zł – czyli o 0,3 grosza mniej niż dzień wcześniej. O blisko pół grosza zniżkowały notowania funta brytyjskiego, którego o poranku rynek wyceniał na 4,9184 zł.
KK




























































