To będzie najważniejsze przemówienie tego roku. Od tego, co w nocy czasu polskiego powie Donald Trump, zależeć będzie klimat na wszystkich głównych rynkach finansowych.


O 03.00 czasu polskiego, czyli na 3,5 godziny przed wschodem słońca nad naszym krajem, nad rynkami finansowymi górować będzie inne „słońce”, w które w ostatnich miesiącach niezmiennie wpatrzeni są inwestorzy. Od tego, co przed połączonymi izbami amerykańskiego Kongresu powie Donald Trump, zależy naprawdę sporo.
Czekając na konkrety
Chociaż przemówienie Donalda Trumpa formalnie nie będzie miał statusu orędzia o stanie państwa (ang. „State of the Union”) – tradycją jest, że nowy prezydent w pierwszym roku swojego urzędowania wygłasza „zwykłe” przemówienie, choć skierowane do tego samego audytorium – to i tak będzie ono jedną z najważniejszych przemów, jakie świat usłyszy w tym roku.
Od momentu zaskakującego wyboru kontrowersyjnego miliardera na urząd prezydenta światowego supermocarstwa komentatorzy, analitycy i inwestorzy z całego świata głowią się nad tym, jakie konkretne zmiany wprowadzi 45. prezydent. Ogólników, czy to w trakcie kampanii czy w inauguracyjnym przemówieniu wygłoszonym 20 stycznia, było bowiem całkiem sporo. Wiemy, że Trump chce ograniczyć liczbę imigrantów, sprowadzić fabryki do USA, uprościć system podatkowy, zmienić relacje Ameryki z innymi państwami etc. Pytanie, na które odpowiedź warta jest biliony dolarów, brzmi: „jak chce tego dokonać?”.
Pewne szczątkowe informacje o od dawna wyczekiwanych konkretach już mamy. W poniedziałek Donald Trump poinformował, że chce zwiększyć wydatki na infrastrukturę, choć jednocześnie zapewnił, że na dokładne wyliczenia poczekać trzeba ze względu na szacowanie kosztów reformy opieki zdrowotnej (sprawa Obamacare). Z Białego Domu nadszedł także sygnał o planowanym zwiększeniu budżetu Departamentu Obrony o 54 mld dolarów, czyli o 10% względem poprzedniego roku. Środki na ten cel pochodzić mają z cięć w innych obszarach, lecz – podobnie jak w wielu innych kwestiach – konkretów nie znamy.
Przed dzisiejszym przemówieniem inwestorzy na całym świecie czekają przede wszystkim na szczegóły w dwóch obszarach. Po pierwsze, na detale głośno zapowiadanej przez Trumpa w czasie kampanii reformy podatkowej. Obniżenie podatków w największej gospodarce świata dałoby impuls do wydawania pieniędzy przez tamtejsze firmy i konsumentów. Innego rodzaju potężny bodziec zapewniłby plan „odbudowy Ameryki”, rozumiany zarówno, jako zwiększenie nakładów na inwestycje publiczne, jak i "sprowadzanie" miejsc pracy do USA, którego szczegóły są drugim obszarem mocno interesującym inwestorów.
Szczególnie istotne dla akcji i walut będzie też to, co Trump powie o relacjach polityczno-gospodarczych USA z innymi krajami. „Ameryka przede wszystkim” – tak brzmiało najważniejsze zdanie inauguracyjnej i pełnej protekcjonistycznego wydźwięku przemowy 45. prezydenta. Jeżeli dziś w nocy usłyszymy choć garść konkretów (o podatkach, cłach czy innych restrykcjach), wówczas możemy oczekiwać silnej reakcji na rynkach i walutach krajów, które protekcjonizm Trumpa zaboli najbardziej (wliczając także USA i dolara).
Hossa Trumpa
Przed amerykańskimi wyborami prezydenckimi większość komentatorów kreśliła następujące warianty: jeżeli wygra Hillary Clinton (a zdaniem sondaży było to bardziej prawdopodobne), to nic wielkiego na rynkach się nie wydarzy, jeżeli wygra Donald Trump, to wejdziemy w okres podwyższonej zmienności i to o raczej „niedźwiedzim” nastawieniu. Rzeczywistość spłatała autorom tych scenariuszy niemałego figla, bowiem zaskakujące zwycięstwo 70-letniego miliardera poprzedziło początek istnej hossy. Dość powiedzieć, że indeksy S&P i Dow Jones Industrial Averga wzrosły o odpowiednio 9,5% i 12,1%, wyznaczając w tym czasie nie tylko historyczne maksima, ale także osiągając rekordy długości serii wyznaczania kolejnych rekordów (!).
Podstawami „trump-hossy” jest wiara inwestorów w to, że nowy prezydent faktycznie ożywi amerykańską gospodarkę i zagwarantuje tamtejszym firmom lepsze warunki działania (zarówno pod kątem podatkowym, jak i inwestycyjnym). Komentarze publikowane dziś w mediach za oceanem są dosyć jednoznaczne – kiedy w Kongresie przemawiał będzie Trump, na Wall Street słychać będzie gromkie „sprawdzam”.
Wydaje się więc, że alternatywa jest prosta – albo wciąż świeżo upieczony prezydent dostarczy inwestorom oczekiwane konkrety i dalsza reakcja rynków uwarunkowana będzie właśnie nimi, albo czeka nas solidna korekta na Wall Street, która z pewnością rozleje się po innych rynkach. Oczywiście istnieje też trzecia droga: Trump ponownie sięgnie po kampanijny populizm, a inwestorzy znów mu uwierzą, odkładając oczekiwania na moment wyłożenia kart na stół. Taki stan nie może trwać jednak wiecznie i prędzej czy później hossa Trumpa będzie musiała stawić czoła nieubłaganym prawom ekonomii.
Przemówienie Donalda Trumpa przed połączonymi izbami amerykańskiego Kongresu rozpocznie się o 03.00 czasu polskiego. Po jego zakończeniu opublikujemy obszerną relację.
Michał Żuławiński




























































