Przed publikacją marcowych statystyk CPI w Stanach Zjednoczonych na Wall Street odnotowano nieco nerwowości. Tymczasem z rynku terminowego powoli ulatnia się wiara w czerwcową obniżkę stóp procentowych w Rezerwie Federalnej.


Ta sesja zapowiadała się znacznie gorzej dla posiadaczy długich pozycji. Jednakże po jednoznacznie spadkowym po otwarciu nowojorskie indeksy zaczęły odrabiać straty. Ostatecznie S&P500 zakończył wtorkową sesję utratą wzrostem o 0,14% i na poziomie 5 209,91 punktów. Dow Jones oddał symboliczne 0,02% i finiszował z wynikiem 38 883,67 pkt. Nasdaq zdołał wyjść na plus i zyskawszy 0,32% ukończył sesję na poziomie 16 306,64 pkt.
Jeśli to miał być początek długo zapowiadanej korekty, to wypadł on niezbyt przekonująco. Na Wall Street nie widać ani śladu strachu. Trudno zresztą o taki, skoro od blisko pół roku główne indeksy idą w górę jak po sznurku, bez nawet najmniejszego obsunięcia od kilkunastu tygodni ustanawiając nowe rekordy wszech czasów. Od końcówki października S&P500 zyskał prawie 27%, a Nasdaq niemal 30%.
W giełdowych komentarzach można było przeczytać, że rynek akcji coraz bardziej lęka się odczytów inflacji CPI dla Stanów Zjednoczonych. Odczyt za marzec ukaże się godzinę przed rozpoczęciem środowej sesji. Ekonomiści spodziewają się wzrostu indeksu cen o 0,3% mdm i 3,4% rdr. Byłby to zatem już dziesiąty miesiąc, w którym inflacja CPI utrzymuje się powyżej 3%. Jak w takim razie Fed ma ciąć stopy, skoro nie może uzyskać swojego 2-procentoewgo celu?
Rynek zatem coraz mocniej wątpi w perspektywę czerwcowej obniżki stopy funduszy federalnych. Z obliczeń FedWatch Toll wynika, że prawdopodobieństwo takiego kroku wyceniane jest na ok. 58%. Jeszcze dwa tygodnie temu było to ponad 70%. A na początku roku spekulowano, że do pierwszego cięcia dojdzie już w marcu.

Być może przed środowym raportem inflacyjnym część inwestorów postanowiła zrealizować zyski. Tym bardziej, że w piątek rusza sezon wynikowy w USA – raporty za I kwartał pokażą trzy wielkie banki: Citigroup, JP Morgan Chase oraz Wells Fargo.
Tymczasem na froncie makroekonomicznym okazało się, że nie wszystko jest tak piękne, jak to malują. Indeks nastrojów małego biznesu w Stanach Zjednoczonych spadł w marcu do najniższego poziomu od grudnia 2012 roku – czyli od przeszło 11 lat. Wskaźnik ten nie odnotował prawie żadnej poprawy przez cały zeszły rok, co pokazuje, że koniunktura w całej gospodarce nie jest aż tak mocna jak w sektorze wielkich korporacji.
KK




























































