REKLAMA

To był rok Chin

Maciej Kalwasiński2021-02-11 14:40analityk Bankier.pl
publikacja
2021-02-11 14:40
To był rok Chin
To był rok Chin
/ Reuters

Chiny są wygranym Roku Szczura nie dlatego, że dobrze poradziły sobie z koronawirusem, ale dlatego, że Zachód poradził sobie dużo gorzej. Jednak wcale nie jest przesądzone, że pandemia zapoczątkowana w Wuhan okaże się „odwrotnym Czarnobylem” i wyznaczy świt nowej ery globalnej dominacji Pekinu. Państwo Środka osiągnęło relatywny sukces kosztem pogłębienia fundamentalnych problemów, podczas gdy reszta świata upodobniła się do kraju za Murem. A to nie wyjdzie Chińczykom na dobre.

Dziś dobiega końca Rok Szczura, który rozpoczął się 25 stycznia 2020 r. Zarówno w Chinach, jak i na całym świecie upłynął on pod znakiem pandemii koronawirusa, która wybuchła w Wuhan jeszcze w 2019 r. Początkowo chińskie władze blokowały informacje na temat nowej choroby, ale pod koniec Roku Świni oficjalnie uznały zagrożenie i podjęły zdecydowane działania w celu powstrzymania rozprzestrzeniania się Covid-19. Stolica prowincji Hubei została odcięta od świata, a jej mieszkańcy – zamknięci w domach. Wkrótce lockdowny wprowadzono w innych chińskich miastach.

fot. Yuan Zheng/Utuku/Ropi / / Forum/ZUMAPRESS.com

Bezkompromisowa walka z koronawirusem – obejmująca również m.in. masowe testowanie, śledzenie kontaktów i bezwzględne kwarantanny – pozwoliła zdusić epidemię za Murem.

Szybko spaliły na panewce nadzieje niektórych komentatorów, że Covid-19 stanie się „chińskim Czarnobylem” i doprowadzi do upadku władzy partii komunistycznej (lub przynajmniej przewodniczącego Xi Jinpinga) oraz zatrzyma błyskawiczny awans Państwa Środka w globalnym wyścigu politycznym, gospodarczym czy technologicznym.

Tymczasem „szczur” zdążył już roznieść zarazę po całym świecie. Teraz to inne kraje musiały się zmierzyć z nowym koronawirusem. I w tej wojnie w większości poniosły klęskę, pozwalając na śmierć milionów ludzi i doprowadzając do ruiny niektóre sektory gospodarki. Niemała w tym „zasługa” nie tylko niekompetencji i lekceważenia zagrożenia przez władze i społeczeństwa, ale także samych chińskich polityków. Przez kilka kluczowych tygodni nie kwapili się oni, by zatrzymać epidemię w jej początkowej fazie, a lekarzy ostrzegających przed groźną chorobą – uciszali. Jednym z bohaterskich medyków był 34-letni Li Wenliang, który zakaził się Covid-19 i zmarł.

fot. David Cerny / / Reuters

Tym niemniej chińska strategia walki z epidemią – mimo że wprowadzona z opóźnieniem – okazała się skuteczna. W liczącym ponad 1,3 mld ludzi Państwie Środka oficjalnie zanotowano niepełna 100 tys. przypadków zakażenia Covid-19 i blisko 5000 zgonów na skutek tej choroby. Dane zapewne nie oddają faktycznej skali epidemii, ale na tle setek tysięcy zgonów w USA czy Unii Europejskiej Chiny i tak wypadają bardzo dobrze. Jeszcze lepiej radzą sobie za to inne azjatyckie kraje, m.in. Tajwan czy Wietnam.

Świt nowej ery społeczeństwa umiarkowanego dobrobytu

Strategia Pekinu okazała się również skuteczna na polu gospodarczym. Bezkompromisowy lockdown i inne nieakceptowalne w zachodnich społeczeństwach metody doprowadziły do zduszenia epidemii i położyły podwaliny pod dynamiczne ożywienie. Dzięki nim „fabryka świata” mogła szybko wrócić do pracy. Podczas gdy na Zachodzie debatowano, czy nosić maseczki, Chiny już otwierały fabryki w reżimie sanitarnym. Zgodnie z wolą władz banki zalały gospodarkę falą tanich kredytów i zgadzały się na odłożenie spłaty wcześniejszych zobowiązań. Państwo przyspieszało i rozpoczynało nowe projekty infrastrukturalne. Kwitł handel internetowy.

Niespełna rok później Chiny – jako jedyna spośród największych gospodarek świata – pochwaliły się wzrostem PKB w całym 2020 r. I choć zapewne są to czcze przechwałki, to nie sposób nie zauważyć, że chińska gospodarka jest w lepszej kondycji niż amerykańska czy europejska.

Potwierdzają to kolejne dane: najwyższy w historii eksport, nieznacznie niższy niż rok wcześniej import i rekordowe nadwyżki handlowe w ostatnich miesiącach roku; największy na świecie napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych i wyraźny wzrost zainteresowania obcego kapitału chińskimi obligacjami i akcjami; puchnięcie największych rezerw walutowych świata i aktywów zagranicznych chińskich banków; umocnienie juana wobec dolara; najwyższe od lat wyceny spółek giełdowych oraz wzrost popytu na dobra luksusowe i nieruchomości, a do tego likwidacja biedy.

Na ten iście idylliczny obraz warto jednak spojrzeć krytycznym okiem. Można się spierać, czy wzrost PKB osiągnięto dzięki rewizji danych za 2019 r. (czy inwestycje faktycznie wzrosły o 2,9 proc., czy może spadły o 5,9 proc., na co wskazywałaby wcześniejsza próba badawcza), czyli po prostu „na papierze” w celach propagandy wewnętrznej i zewnętrznej, a rekordowy napływ inwestycji zagranicznych nie wynika z pominięcia dezinwestycji (które zgodnie z normami międzynarodowymi powinny być brane pod uwagę).

Można narzekać, że import nie był na tyle wysoki, na ile wskazywałyby dane o PKB, więc Chiny nie wsparły globalnej koniunktury tak, jakby mogły, a poza tym tradycyjnie ich zakupy składały się głównie z surowców tradycyjnych (ropa, żelazo etc.) i nowoczesnych (chipy). Można wskazywać, że wzrost popytu na dobra luksusowe to w istotnej części efekt ograniczenia turystyki międzynarodowej, a za rekordowym eksportem być może kryje się nie tylko faktyczny handel, ale i próby ściągnięcia kapitału za Mur.

fot. / / Bankier.pl na podstawie danych Ludowego Banku Chin i MFW

Ale to – i wiele innych zastrzeżeń – nie powinno przesłaniać kluczowego faktu, że większość powyższych sukcesów i tak została osiągnięta kosztem pogłębienia fundamentalnych problemów gospodarczych i dalszej destabilizacji systemu finansowego. W obliczu kryzysu Pekin sięgnął bowiem po tak sprawdzone, jak potencjalnie szkodliwe w dłuższym terminie rozwiązania.

Ożywienie było pompowane długiem. Jak szacuje MFW, poszerzony deficyt sektora publicznego sięgnął aż 18,2 proc. PKB (wobec 12,6 proc. rok wcześniej). Zobowiązania z tytułu „zagregowanego finansowania realnej gospodarki” (najszersza miara zadłużenia publikowana przez chiński bank centralny) wzrosły o ponad 33 bln juanów, z 255 proc. PKB do 280 proc. PKB.

Zapewne zaraz podniosą się głosy, że o dynamicznym wzroście zadłużenia, do poziomów niespotykanych na takim etapie rozwoju gospodarczego, mówi się od dawna, a kryzysu jak nie było, tak nie ma. Ale wysoki poziom zobowiązań (bez znaczenia czy wewnętrznych, czy zagranicznych, denominowanych w juanach czy dolarach) jest niebezpieczny dla stabilności sektora finansowego, co przyznają najważniejsi chińscy politycy i ekonomiści. Jak wskazuje choćby przykład Japonii, eksplozja zadłużenia nie musi prowadzić do potężnego krachu, lecz długotrwałego spowolnienia. I zapewne taki los czeka też Chiny – gospodarka obciążona masą zobowiązań będzie po prostu rosła wolniej. Kiedy to się stanie, oczywiście nie wiadomo, ale szybsze tłoczenie kredytu ten moment przyspieszy.

Szczególnie że gros kredytu wcale nie trafia tam, gdzie przyniósłby trwały rozwój Państwa Środka. Łatwiej jest po prostu pobudzać mniej korzystną długoterminowo, ale bardziej doraźną aktywność – czy to zwiększając już niewykorzystywane moce produkcyjne, czy budując kolejne lotniska, mosty i autostrady, nie wspominając o mieszkaniach.

To właśnie sytuacja w tym ostatnim sektorze jest szczególnie niepokojąca. Mimo ostrzeżeń przewodniczącego Xi („Mieszkania są budowane, by w nich mieszkać, nie do spekulacji”) czy szefa bankowego nadzoru Guo Shuqinga („Sektor nieruchomości jest obecnie największych szarym nosorożcem wśród ryzyk finansowych”), własne „M” pozostaje ulubionym aktywem inwestycyjnym Chińczyków (i nie tylko), co napędza wzrost cen nieruchomości. Nie ma się zatem co dziwić, że lokowana jest tam nadmierna część zasobów (finansowych czy ludzkich).

Krótko mówiąc, zamiast się szybciej rozwijać lub więcej konsumować, Chińczycy budują kolejne mieszkania, które stoją puste i niszczeją. Stąd m.in. wynika wyhamowanie wzrostu wydajności za Murem w ostatnich latach.

Mimo to władze nie mogą przekłuć bańki na rynku, bo doprowadziłoby to do drastycznego spadku majątku obywateli (co miałoby efekt dochodowy i przełożyłoby się na osłabienie konsumpcji) i upadku zadłużonych pod korek deweloperów i ich kontrahentów (co wywołałoby reakcję łańcuchową w  gospodarce realnej i sektorze finansowym). Regulacja sektora przypomina spacer po linie – jeden nierozważny krok może doprowadzić do katastrofy.

Pandemia cofnęła proces równoważenia chińskiej gospodarki o kilka lat. Najlepiej radziły sobie te gałęzie gospodarki. których rolę Pekin starał się w ostatnich latach ograniczać, czyli budowlanka i eksport. W obliczu kryzysu państwo wsparło głównie stronę podażową, a nie popytową. Z oficjalnych 2,3 proc. wzrostu PKB aż 2,2 p. proc. dołożyły inwestycje (głównie publiczne), a handel zagraniczny wniósł 0,6 p. proc. Ujemna była za to kontrybucja konsumpcji, tak „hołubionej” przez władze w „nowej normalności” zarządzonej przed kilkoma laty przez przewodniczącego Xi. Parafrazując wypowiedź premiera Wen Jiabao sprzed kilkunastu lat, taka struktura jest "niestabilna, niezrównoważona, nieskoordynowana i nie do utrzymania".

fot. / / Bankier.pl na podstawie danych chińskiego urzędu statystycznego

Polityka władz – tak w obszarze wsparcia finansowego, jak i zamykania tych sektorów gospodarki, które stanowiły największe zagrożenie epidemiczne – doprowadziła do pogłębienia ogromnych nierówności. Kryzys najmocniej uderzył w mniej zamożnych, m.in. ponad 200 mln Chińczyków migrujących ze wsi do miast w poszukiwaniu pracy. W przeciwieństwie do władz krajów Zachodu Pekin nie zapewnia społeczeństwu adekwatnej ochrony socjalnej. Chińskie władze jednak i w tym obszarze pochwaliły się ważnym sukcesem – oficjalnie zlikwidowały skrajną biedę. Państwo Środka miało uporać się z problem do końca tego roku, by w 100. rocznicę powstania Komunistycznej Partii Chin w lipcu 2021 r. przewodniczący ChRL mógł ogłosić stworzenie społeczeństwa umiarkowanego dobrobytu. Nie ma się więc co dziwić, że się udało.

Spadek dochodów jednych Chińczyków wraz ze wzrostem oszczędności innych w obawie przed kolejnym uderzeniem koronawirusa doprowadziły zapewne do redukcji udziału konsumpcji gospodarstw domowych w relacji do PKB jeszcze głębiej poniżej 40 proc. Dla porównania przed covidowym kryzysem w Polsce było to ok. 60 proc., a w USA – blisko 80 proc.

fot. / / Bankier.pl na podstawie danych chińskiego urzędu statystycznego

Wilki spuszczone ze smyczy

Zduszenie pandemii i ożywienie gospodarki wsparło ofensywę dyplomatyczną Pekinu, prowadzoną dwutorowo – za pomocą kija i marchewki. Chińczycy wykorzystali fakt, że sprzęt medyczny produkuje się głównie za Murem i wdrożyli „dyplomację maseczkową”, z wielką pompą wysyłając transporty odzieży ochronnej czy przyrządów lekarskich do „zaprzyjaźnionych krajów”.

fot. Adam Guz / / KPRM

Początkowo zabiegi odniosły propagandowy skutek, który jednak wyraźnie osłabł, gdy okazało się, że sprzęt nie dość, że jest drogi, to jeszcze często marnej jakości. Teraz podejmują drugą próbę ocieplenia relacji z wybranymi partnerami przy pomocy „dyplomacji szczepionkowej”. Zachodni producenci nie nadążają z wytwarzaniem preparatu, więc kraje rozwijające się są zdane na chiński specyfik. Skupiony na własnych problemach Zachód zapomniał choćby o Afryce, krajach arabskich czy Brazylii.

To nie jedyny sposób, w jaki Pekin wykorzystuje długi okres słabości USA czy UE. Chińskie władze faktycznie zlikwidowały częściową niezależność Hongkongu i pogłębiły represje w Sinciangu. Sprowokowały największe od niemal pół wieku starcie na granicy z Indiami. Zażądały absurdalnych ustępstw od Australii, a do nacisku na Canberrę wykorzystały zakaz importu węgla z kraju kangurów i karne cła na australijskie wino. Nie zaprzestały też prowokacji na spornych wodach w pobliżu Państwa Środka. Groziły również wielu partnerom europejskim, m.in. Czechom, Litwinom czy Szwedom.

Krew wyczuły także chińskie wilki - uaktywnili się tzw. „wilczy dyplomaci”. Nazwa pochodzi od „chińskiego Rambo”, czyli popularnego za Murem filmu „Wilk wojny”. Są to przedstawiciele chińskich władz prezentujący nacjonalistyczny i agresywny styl uprawiania polityki zagranicznej, napędzani patriotycznym wzmożeniem spod znaku „wielkiego odrodzenia narodu chińskiego” i „triumfu chińskiego modelu”.

Efekty widać w badaniach sondażowych ludności. Z ankiety Pew Research wynika, że wizerunek Chin na świecie wyraźnie się w ubiegłym roku pogorszył. W lecie na negatywną ocenę Państwa Środka zdecydowało się 81 proc. ankietowanych Australijczyków (wzrost o 24 p. proc. wobec poprzedniego roku), 74 proc. Brytyjczyków (+19 p. proc.), 85 proc. Szwedów, 73 proc. Holendrów i 71 proc. Niemców (zwyżki po 15 p. proc.). Najsłabiej wzrósł odsetek negatywnych ocen wśród Japończyków, ale 1 p. proc. wystarczył, by utrzymać pierwsze miejsce z wynikiem 86 proc. negatywnych głosów.

Mimo to na finiszu 2020 r. Pekin odniósł poważny dyplomatyczny sukces. Po 7 latach udało się bowiem domknąć negocjacje Komisji Europejskiej z Chinami dot. kompleksowego porozumienia inwestycyjnego (CAI). I choć do ratyfikacji droga jeszcze daleka, bo sprzeciw wobec umowy wypowiadają liczni europarlamentarzyści, a sam dokument trudno uznać z perspektywy gospodarczej za przełom, to zakończenie tego etapu jest ich wizerunkowym zwycięstwem, wywalczonym w przeddzień zmiany lokatora Białego Domu.

To nie jedyny dyplomatyczny sukces Chin w Roku Szczura. W listopadzie 15 krajów z Azji i Pacyfiku (w tym Państwo Środka) podpisało umowę o utworzeniu Regionalnego Kompleksowego Partnerstwa Gospodarczego (RCEP). Gdy porozumienie wejdzie w życie, powstanie największa na świecie strefa wolnego handlu. Podobnie jak w przypadku CAI, większe jest znaczenie dyplomatyczne niż gospodarcze umowy – Pekin nie będzie głównym beneficjentem finansowym, ale może się cieszyć z kolejnego zwycięstwo dyplomatycznego i rosnącej roli na arenie międzynarodowej.  

Gwiezdne wojny

W minionym roku Chińczycy chwalili się również kolejnymi osiągnięciami na polu technologii. Obok wspomnianej wcześniej szczepionki czy postępującej od lat rozbudowy sieci 5G, stworzyli również największą na świecie kwantową sieć komunikacyjną, poczynili istotne postępy w pracach nad komputerem kwantowym i uruchomili „sztuczne Słońce", czyli reaktor fuzji jądrowej HL-2M Tokamak, odtwarzający reakcje w jądrze Słońca. Ponadto zakończyli budowę własnego systemu nawigacyjnego BeiDou, będącego odpowiednikiem GPS.

Z kolei Ludowy Bank Chin wielkimi krokami zmierza w stronę powszechnego udostępnienia cyfrowego pieniądza banku centralnego (tzw. CBDC – Central Bank Digital Currency).

Obserwując postępy Państwa Środka, nie sposób powstrzymać skojarzeń z rywalizacją USA-ZSRR. W Roku Szczura Chiny przyspieszyły również w kosmicznym wyścigu – sonda Chang'e-5 przywiozła z Księżyca próbki gruntu i skał, a Tianwen-1 dotarła na orbitę Marsa. Wylądować na powierzchni czerwonej planety ma już w Roku Bawoła – w maju. Sukcesem zakończyła się również podróż załogowego okrętu Fendouzhe na dno Rowu Mariańskiego.

Świat stał się bardziej chiński

Rok Szczura był rokiem Chin nie tylko dlatego, że Państwo Środka wypadło lepiej od innych krajów, ale również dlatego, że świat uwierzył, że w czasie kryzysu to chińska ścieżka prowadzi do sukcesu i w wielu aspektach warto kopiować rozwiązania Pekinu.

W efekcie świat stał się bardziej jak Chiny – wzrosła rola decyzji polityków i ich nominatów, zwiększono kontrolę nad społeczeństwem, pączkowały nastroje protekcjonistyczne i nacjonalistyczne, bez większych oporów sięgano po dług, odrzucając politykę oszczędności znaną z poprzedniego kryzysu finansowego. Tak jak Pekin od lat stara się uzyskać samowystarczalność w kluczowych obszarach, tak i Zachód dostrzegł zagrożenia związane z uzależnieniem od towarów produkowanych za Murem. Nawet ostatnie szaleństwo na Wall Street przypomina nastroje na giełdach w Szanghaju czy Shenzhen, gdzie fundamenty mają marginalne znaczenie, a królują emocje inwestorów indywidualnych.

Bardziej „chiński świat” nie jest dobrą wiadomością dla globalnych ambicji Pekinu, podobnie jak nadchodząca poprawa sytuacji pandemicznej w USA czy Europie w wyniku szczepień ludności. Zraniony i podrażniony przez „chińskiego wirusa” bawół z Zachodu może jeszcze stawić czoła nasterydowanemu rolnikowi zza Muru.

Źródło:
Maciej Kalwasiński
Maciej Kalwasiński
analityk Bankier.pl

Analityk i redaktor prowadzący Bankier.pl. Zajmuje się międzynarodowymi stosunkami gospodarczymi, ze szczególną uwagą analizuje sytuację gospodarczą Chin. Dba, by Bankier.pl pozostawał źródłem najważniejszych i najbardziej interesujących informacji ze świata i Polski, przedstawionych w przystępny i zrozumiały sposób.

Tematy
Woda pod Twoją marką i stojąca za nią historia

Woda pod Twoją marką i stojąca za nią historia

Advertisement

Komentarze (10)

dodaj komentarz
1688poland
Dobry artykuł, jeżeli chcesz zacząć zarabiać na imporcie z Chin, zapraszam na 1688poland.com
itso_zaczepna_akcja
''Bezkompromisowa walka z koronawirusem – obejmująca również m.in. masowe testowanie, śledzenie kontaktów i bezwzględne kwarantanny – pozwoliła zdusić epidemię za Murem. '' - i już mi się odechciewa czytać nie poczytam trudno :D moze komentarze chociaż
treja
wypuścili szczura teraz krociowe zyski a de...e do szczepienia marsz
innowierca
Sa okropni. Macie racje czesto na forum.Chinczycy skopiowali wszystko od Apple i teraz lazika na Marsie maja :)
ractaros96
Ten aspekt akurat mi się podoba, że mają wywalone na patenty i licencje. Zachodowi też by się to przydało, aby uwolnić kreatywność zwykłych ludzi, którzy nie mogą nic zrobić, bo zaraz wielka korporacja ich pozwie.
matias21
W Europie mamy ważniejsze problemy np. LGBT, adopcje dzieci przez pary homoseksualne, aborcję, przyjmowanie lekarzy ze wschodu i Afryki, praworządność w Polsce i na Węgrzech, asymilację muzłumanów. Kogo by tam obchodziła jakaś gospodarka, pfff.
anannke
Kogo by tam przecież interesowała jakaśtam praworządność prawda? Wiadomo, że łatwiej się prowadzi firmę, w kraju gdzie przepisy zmieniają się co 2 tygodnie, a interpretacja podatkowa może się zmienić i po kilku latach.

Co do LGBT i reszty to chyba prawica ma z tym największy problem bo mówią o tym znacznie
Kogo by tam przecież interesowała jakaśtam praworządność prawda? Wiadomo, że łatwiej się prowadzi firmę, w kraju gdzie przepisy zmieniają się co 2 tygodnie, a interpretacja podatkowa może się zmienić i po kilku latach.

Co do LGBT i reszty to chyba prawica ma z tym największy problem bo mówią o tym znacznie częściej niż o jakiejś tam gospodarce.
ractaros96 odpowiada anannke
Nie zapominaj o prawie, które może działać wstecz na widzimisię dowolnej instytucji w Polsce wydającej interpretację prawną. Twórcy prawa Rzymskiego przewracają się w grobach, że po 2 tys. lat ciągle nie rozumiemy tych podstawowych zasad.
ractaros96
Europa tonie pod zwałami biurokracji i dekadencji politycznej, a jedyną zaletą Unii Europejskiej to wspólny rynek handlowy, ale to można załatwić jednym traktatem bez tych wszystkich urzędników i polityków w Brukseli.

Powiązane: Chiny - Analizy i komentarze

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki