REKLAMA

Giełdowe szaleństwo w Chinach

Maciej Kalwasiński2020-07-15 07:00analityk Bankier.pl
publikacja
2020-07-15 07:00
fot. zhu difeng / Shutterstock

Popularne giełdowe powiedzenie głosi, że byki wchodzą po schodach, a niedźwiedzie skaczą z okna. W Chinach jest nieco inaczej - (p)obudzone byki wolą korzystać z windy. I ostatnio znów do niej wsiadły.

Po czterech miesiącach odpoczynku chińskie byki znów ruszyły do szarży. Na początku lipca główne indeksy z Szanghaju i Shenzhen w ciągu raptem kilku sesji zyskały po ponad 15 proc.

W efekcie Shanghai Composite został wywindowany do najwyższego poziomu od lutego 2018 r. Licząc od początku roku, zyskuje ponad 10 proc., co stawia go w gronie najlepszych spośród najważniejszych indeksów giełdowych świata. Lepszym wynikiem może się pochwalić wyłącznie Nasdaq.

/ Bankier.pl

Wynik amerykańskiego indeksu technologicznego (+16 proc. YTD) blednie jednak w zestawieniu z odpowiednikiem z Shenzhen - Chinext wystrzelił bowiem w tym roku o niemal 60 proc.

Tak Chinext, jak i Shenzhen Component oraz zrzeszający największe spółki notowane za Murem CSI300 znalazły się dzięki ostatnim zwyżkom na najwyższych poziomach od 2015 r.

Silnym wzrostom towarzyszą ogromne, ponad dwukrotnie większe niż zwykle, obroty. Z 10 lipcowych sesji wyłącznie podczas pierwszej łączny wolumen handlu na obu parkietach nie przekroczył biliona juanów. Obecnie oscyluje wokół 1,5 bln CNY, czyli ok. 200 mld dol. dziennie. To również poziom niewidziany od pięciu lat.

/ Bankier.pl

Hahahahaha! To coraz bardziej wygląda na rynek byka!

Tak dynamiczne wzrosty przy tak wysokich obrotach przywodzą na myśl giełdowe szaleństwo sprzed kilku lat. Shanghai Composite wystrzelił wówczas z poziomu ok. 2000 pkt w lipcu 2014 r. do ponad 5000 pkt w czerwcu 2015 r. Potem bańka pękła i trzy miesiące później znów znalazł się poniżej 3000 pkt.

Od tamtego momentu minęło już prawie 5 lat, a indeks szerokiego rynku z Szanghaju zdołał odzyskać poziom 3500 pkt. raptem na kilka dni - w styczniu 2018 r., by potem znów go stracić. Do szczytu z czerwca 2015 r. brakuje mu ponad 1500 pkt, czyli blisko 50 proc.

Kliknij, aby przejść do wykresu / Bankier.pl

Relatywnie niskie pozostają również wyceny walorów w Szanghaju. Z danych Bloomberga wynika, że wskaźnik C/Z tamtejszych spółek pozostaje poniżej 20. To mniej niż m.in. w przypadku amerykańskiego S&P500, niemieckiego DAX-a czy japońskiego Nikkei.

Nieco inaczej wygląda sytuacja "za miedzą", w Shenzhen, gdzie większy odsetek stanowią spółki technologiczne. Tam C/Z jest wyraźnie wyższe: dla indeksu szerokiego rynku przekracza 30, a dla samego Chinexta aż 90, wskazuje Bloomberg. Dla porównania - dla Nasdaqa jest to niespełna 50.

Wyceny można uznać zatem za relatywnie wysokie, ale i pozostawiające pole do wzrostów. Pod tym względem sytuacja przypomina wczesną fazę bańki z lat 2014-15. Niejednoznaczne są również inne symptomy giełdowego szaleństwa.

Podobnie jak w 2015 r., nastroje na rynku podgrzewają chińskie media. "Hahahahaha! To coraz bardziej wygląda na rynek byka!" czy "tętent byczych kopyt to piękny dźwięk w naszej powirusowej erze" - tego typu entuzjastyczne komentarze ukazywały się na początku lipca w czołowych wydawnictwach. Ale już po kilku dniach "przestawiono wajchę" i zaczęto przypominać "tragiczną lekcję" sprzed 5 lat.

Kluczowy dla stabilności rynku jest również poziom margin lendingu, czyli zakupów walorów za pożyczone pieniądze. Póki wyceny rosną, mechanizm wspiera marsz na północ; gdy spadają - napędza bieg na południe, ponieważ zabezpieczeniem pożyczki są akcje (pożyczkodawca może je sprzedać, gdy ich cena spadnie do określonego poziomu). Duży lewar sprzyja zatem gwałtownym wzrostom i spadkom.

W pierwszych dniach lipca margin lending rósł najszybciej od 2015 r., do najwyższego od tamtej pory poziomu. Jednak pozostawał wyraźnie niższy niż wówczas - wynosił 1,3 bln juanów wobec 2,2 bln juanów pięć lat temu. W ubiegłym tygodniu regulator rynku opublikował listę ponad 250 nielegalnych platform, gdzie można było pozyskać środki na zakup akcji, i ostrzegł Chińczyków przed ryzykami wiążącymi się z inwestowaniem na kredyt.

Toczy się wielka kula pieniędzy

Chińska giełda jest rajem dla spekulantów. Na tym rynku liczy się umiejętność przewidywania sentymentu inwestorów indywidualnych, których liczba przekracza 150 mln, i działań władz, odkręcających i zakręcających strumień z pieniędzmi. Ostatnią szarżę byków napędza oczywiście czerwone światło z Pekinu.

Dlatego inwestorzy bacznie obserwują, jakie sygnały płyną z mediów, kontrolowanych wszak przez władze, a także z mediów społecznościowych, gdzie jak w soczewce skupiają się nastroje Chińczyków.

Do gospodarki płynie rekordowa fala kredytu i część środków siłą rzeczy trafia na parkiety w Szanghaju i Shenzhen. "Wielka kula pieniędzy", nie mogąc opuścić Chin, wciąż przetacza się po Państwie Środka, to pompując, to spuszczając powietrze z kolejnych klas aktywów - nieruchomości, produktów finansowych oferowanych przez bankowość cienia, miedzi czy żelaza. Teraz przyszedł czas na giełdy.

Nastrojom na parkietach sprzyjają również pozytywne dane makroekonomiczne publikowane przez władze. Wisienka (?) na torcie pojawi się jutro, gdy otrzymamy informacje o wzroście PKB w drugim kwartale. Analitycy spodziewają się pozytywnych wieści.

Silna giełda, a licząc łącznie Szanghaj i Shenzhen, chińska jest druga na świecie (kapitalizacja blisko 10 bilionów dolarów), to również prestiż międzynarodowy i wymierne korzyści z napływu kapitału z zagranicy. Bywa postrzegana jako dowód sukcesu Państwa Środka tak długookresowego, jak i krótkookresowego - zwycięskiej walki z epidemią koronawirusa i wstającej na nogi gospodarki.

Jak widać, nie szkodzi jej nawet bezprecedensowe złamanie zasady "jeden kraj, dwa systemy" wobec Hongkongu. Być może to również był jeden z celów Pekinu - wzrosty na giełdach mają przekonać inwestorów zagranicznych do zwiększenia zaangażowania za Murem, co z kolei będzie można przedstawić jako dowód zaufania wobec komunistycznych władz, pomimo uderzenia w globalne centrum finansowe. A dodatkowe dolary niewątpliwie się w Państwie Środka przydadzą. Nad rynkiem wciąż wisi jednak miecz Damoklesa-Trumpa, czyli potencjalne zaostrzenie konfliktu amerykańsko-chińskiego na finiszu kampanii prezydenckiej w USA.

/ Bankier.pl

Pekin ujarzmia byka

Pekin od lat stara się ujarzmić giełdowe byki, a niedźwiedzie zamknąć w klatce. Nie jest to jednak łatwe zadanie, mimo kontroli nad mediami, regulatorem rynku czy "drużyną narodową". W ostatnich dniach we wszystkich tych obszarach podjęto próbę spowolnienia rajdu na północ.

Władzom zależy na stopniowej ekspansji, która sprawi, że firmy będą mogły się delewarować (poprzez emisje akcji), a odczuwający wzrost zamożności obywatele - więcej wydawać na bieżącą konsumpcję i rzadziej podejmować próby wywozu kapitału za granicę. Teraz, gdy gospodarka wychodzi z koronawirusowej recesji, jest to szczególnie istotne.

Charakterystyka rynku nie sprzyja jednak spokojnym zwyżkom. Odpowiadający za większość obrotów inwestorzy indywidualni reagują bardzo gwałtownie na działania i sygnały z Pekinu, łatwo porywa ich entuzjazm i równie łatwo poddają się panice, brakuje im wiedzy i doświadczenia. Czerwony kolor, którym w Państwie Środka oznaczane są wzrosty, napędza byki. "Nie ma możliwości, żebym stracił. Czuję się niezwyciężony" - mówił w ubiegłym tygodniu Bloombergowi inwestor zza Muru.

W piątek rajd byków wyraźnie spowolnił. Nabierają sił przed kolejną szarżą czy mają już dość?

Źródło:
Maciej Kalwasiński
Maciej Kalwasiński
analityk Bankier.pl

Analityk i redaktor prowadzący Bankier.pl. Doktorant na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Zajmuje się międzynarodowymi stosunkami gospodarczymi, ze szczególną uwagą analizuje sytuację gospodarczą Chin. Dba, by Bankier.pl pozostawał źródłem najważniejszych i najbardziej interesujących informacji ze świata i Polski, przedstawionych w przystępny i zrozumiały sposób.

Tematy
Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Komentarze (6)

dodaj komentarz
degrengolada
giełda hamerykańska i chińska zdaje się że oderwały się od rzeczywistości. Moje środki tam nie trafią.
jarunia
Chiny są państwem totalitarnym i komunistycznym, giełda to instytucja wolnego rynku, w sumie zwrot "chińska giełda" to oksymoron. Ta "giełda" nie jest giełdą
mkx
To jest giełda. Tylko rządzi się innymi prawami, tzn. notowane spółki muszą wypełniać "misję". Trochę coś jak u nas: spółki SP.
ryszard_mlynarski
Życiorysy doradców trampka tj. Stevena Mnuchina, Jareda Kushnera i Larry Kudlowa wskazują że upadek USraela jest bliski.
talmud
chiny maja potężna gospodarke - gospodarka w chameryce kurczy sie z roku na rok.....LMAO
stachsgh
witam !!
A Nasze krajowe byki śpią :-( spółki mają się całkiem nieźle a kurs do du... Widać, że spekuła kręci jak może.
A tu sklepowe byczki https://www.youtube.com/watch?v=oVrdIXQ2g30

Powiązane: Chiny - Analizy i komentarze

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki