Republikanie wprowadzają obowiązek przedstawienia dokumentu potwierdzającego obywatelstwo USA przy głosowaniu; dla Amerykanów to duża zmiana, a napięcia może dodatkowo powodować termin, bo w niektórych stanach już w marcu zaczną się prawybory – mówi amerykanista Bohdan Szklarski z UW.


Izba Reprezentantów, w której większość mają przedstawiciele Partii Republikańskiej, przyjęła projekt ustawy SAVE America Act, wprowadzającej w każdym stanie obowiązek potwierdzenia obywatelstwa podczas rejestracji, np. za pomocą ważnego paszportu lub aktu urodzenia. Zaś przy głosowaniu obowiązek okazania dokumentu tożsamości ze zdjęciem.
Amerykańskie media zwracają uwagę, że to sztandarowy projekt administracji prezydenta Trumpa, który przegrane dla siebie wybory z 2020 roku uznał za „sfałszowane”.
Republikanie argumentują, że wprawdzie amerykańskie prawo przewiduje zakaz głosowania dla osób, które nie są obywatelami USA, ale różnie jest z jego egzekwowaniem. Nie ma bowiem wymogu przedstawienia dokumentów potwierdzających obywatelstwo.
– Te wszystkie restrykcje, które chcą wprowadzać republikanie z naszego punktu widzenia są logiczne. Przecież w Polsce, inaczej niż w USA, okazanie przy urnie dowodu jest naturalne – przyznał PAP prof. Bohdan Szklarski, politolog, amerykanista z Uniwersytetu Warszawskiego.
Ekspert przypomniał, że kiedyś w Stanach działał system bazujący na zaufaniu, a do potwierdzenia tożsamości wystarczało prawo jazdy. Jeśli ktoś podawał swój adres, to oznaczało, że rzeczywiście tam mieszka. Teraz jednak, zdaniem profesora, Amerykanie coraz bardziej odchodzą od opierania się wyłącznie na ustnych deklaracjach. Aby odebrać na przykład prawo jazdy, trzeba potwierdzić swój adres zamieszkania biorąc ze sobą, w zależności od stanu, rachunki za prąd, wodę czy wyciąg z banku, na których jest podany adres i nazwisko. W niektórych stanach takie dokumenty wciąż wystarczają jednak, żeby oddać głos.
Kiedy jednak media społecznościowe zalała fala teorii spiskowych na temat rzekomego sfałszowania przez demokratów wyborów prezydenckich w 2020 roku, poszczególne stany zaczęły wprowadzać przepisy uszczelniające proces rejestracji i głosowania. To przede wszystkim prawo stanowe określa bowiem sposób przeprowadzania wyborów.
Według think-thanku Brennan Center co najmniej 16 stanów uchwaliło dotąd 31 restrykcyjnych ustaw dotyczących prawa wyborczego, a 30 spośród nich będzie obowiązywać w wyborach uzupełniających w listopadzie 2026 r. Na przykład w Ohio uchwalono przepisy, które nie pozwalają urzędnikom wyborczym na liczenie głosów oddanych korespondencyjnie po dniu wyborów, z wyjątkiem głosów oddanych przez wyborców wojskowych i wyborców przebywających za granicą. W wielu stanach pojawiły się także regulacje dotyczące dokumentów tożsamości, wymaganych do głosowania lub rejestracji.
Szklarski przyznał, że w USA na poziomie stanów stale dochodzi do zmian prawa wyborczego, co jest naturalne. Jednak w związku z ustawą SAVE America Act może pojawić się szereg napięć. Przede wszystkim, zwrócił uwagę, wątpliwości budzi czas procedowania tej ustawy. Jeśli uda się jej przejść przez Senat, z czym może być problem, wejdzie w życie w marcu. To jednak zostawia bardzo mało czasu przed wyborami uzupełniającymi do Kongresu w listopadzie. Tym bardziej, że wybory w USA są dwustopniowe i najpierw odbywają się prawybory.
W niektórych stanach - Arkansas, Illinois, Mississippi i Północnej Karolinie - takie prawybory wyłaniające kandydatów, którzy będą ubiegać się o stanowiska partyjne w wyborach do Kongresu, zaczynają się już w marcu.
- Czas uchwalania ustawy czyni te wprowadzane zasady jeszcze bardziej restrykcyjnymi – zwrócił uwagę Szklarski, dodając, że Amerykanie nie mają zwyczaju uchwalania vacatio legis, a nowe przepisy zaczną obowiązywać natychmiast.
Według eksperta wątpliwości budzi też fakt, że zmiany wyborcze są narzucane stanom przez władzę federalną, co w wielu przypadkach skończy się zapewne w sądach. Tym bardziej, że władza federalna jest obecnie w rękach republikanów, zaś w wielu stanach rządzą demokraci, co będzie wzmacniać podejrzliwość co do zasadności federalnych regulacji. Skoro przez dziesiątki lat było to załatwione na poziomie stanowym i działało.
Szklarski przypomniał, że protesty wyborcze zawsze się w USA zdarzały, ale nie były istotne z punktu widzenia ostatecznego wyniku wyborów. Dopiero po wyborach 2020 roku obecny prezydent wprowadził do debaty publicznej hasło „sfałszowanych wyborów”. – Tego nigdy w Stanach nie było, a jeśli nawet pojawiłyby się jakieś podejrzenia, obie partie siedziały cicho, bo wiedziały, że poruszanie tych kwestii zadziałałoby na niekorzyść każdej z nich – zauważył ekspert.
W opinii rozmówcy PAP ustawa SAVE America Act ma m.in. legitymizować narrację fałszerstwa wyborczego z 2020 roku, a republikanie chcą pokazać w ten sposób, że „wszystko porządkują”. – Polaryzacja polityczna sprawia, zresztą nie tylko w USA, że bardziej liczy się zgłaszanie czegoś niż rozwiązanie problemu. Tak może być z tą ustawą – ocenił Szklarski.
Jednak republikanie przekonują, że obecne prawo nie jest wystarczająco rygorystyczne. Republikanin z Wisconsin Bryan Steil, który prezentował projekt w Kongresie, argumentował według Associated Press, że ustawa jest potrzebna do egzekwowania obowiązujących przepisów, zwłaszcza tych, które uniemożliwiają głosowanie imigrantom niebędącym obywatelami USA.
Rejestracja cudzoziemców na listach do głosowania w wyborach federalnych już jest w USA przestępstwem, za które grozi grzywna, więzienie lub deportacja. Każda osoba rejestrująca się musi pod groźbą kary za krzywoprzysięstwo oświadczyć, że jest obywatelem USA. Cudzoziemcy nie mogą również głosować na szczeblu stanowym.
Ekspertki z bliskiego obecnej administracji think tanku Heritage Foundation, Cully Stimson i Loty Ries, wydały oświadczenie w sprawie projektu ustawy. Przekonują, że wymóg legitymowania się dokumentem tożsamości ze zdjęciem, to wyraz „zdrowego rozsądku” i że jest on w dużej mierze popierany przez Amerykanów.
Obie panie powołały się także na mapę nieprawidłowości wyborczych zamieszczoną przez Heritage, która opisuje od kilku do kilkuset takich przypadków w poszczególnych stanach. Na przykład przypadki fałszywych rejestracji, podwójnego głosowania, czy nieuczciwego wykorzystywania kart do głosowania korespondencyjnego.
Demokraci sprzeciwiający się zmianom argumentują, że nowe przepisy ograniczą Amerykanom możliwość głosowania. Ci bowiem niejednokrotnie nie mają łatwego dostępu do dokumentów potwierdzających obywatelstwo, takich jak akt urodzenia, świadectwo naturalizacji czy paszport. Według Associated Press prawie połowa Amerykanów nie posiada amerykańskiego paszportu.
Z raportu sporządzonego w czerwcu 2024 roku przez Brennan Center wspólnie z organizacją VoteRiders i Uniwersytetem Maryland wynika, że ponad 9 proc. obywateli amerykańskich w wieku uprawniającym do głosowania - czyli 21,3 miliona osób - nie ma łatwo dostępnego dowodu obywatelstwa, a co najmniej 3,8 miliona osób w ogóle nie posiada takich dokumentów.
Według demokratów republikanom chodzi więc o sfałszowanie wyborów poprzez ograniczenie liczby głosujących. Taki zarzut sformułował m.in. kongresmen Jim McGovern z Massachusetts, czołowy demokrata w Komisji Regulaminowej.
Według Szklarskiego nowe przepisy rzeczywiście mogą mieć „mrożący” efekt wobec grupy potencjalnych wyborców demokratów. Na przykład takich, którzy mają świeżo zalegalizowany status imigracyjny i obawiają się jego odebrania wobec panującej w USA atmosfery.
– Do nowych zasad nie będą chcieli dostosować się ludzie, którzy mają jakieś kłopoty z prawem. Nie mówię o skazanych, ale o takich, którzy z różnych powodów obawiają się policji, urzędów i starań o dokument ze zdjęciem – przyznał ekspert. Ocenił zarazem, że poważnie myślącym o wyborach Amerykanom, republikańskie przepisy nie utrudnią oddania głosu.
Anna Gwozdowska (PAP)
agw/ pś/ mow/























































