REKLAMA
JANUSZ KRYPTO

Inwestycja czy zakup? Gorzka lekcja z Kickstartera za 5 milionów dolarów

Aldona Derdziak2026-02-15 06:00, akt.2026-02-18 11:20redaktorka Bankier.pl
publikacja
2026-02-15 06:00
aktualizacja
2026-02-18 11:20

Wpłacasz 500 zł, czekasz cztery lata, a na koniec dowiadujesz się, że albo dorzucisz się do kosztów transportu, albo nie zobaczysz towaru. To nie historia w filmu, ale z popularnego Kickstartera, a dokładnie kampanii gry planszowej Darkest Dungeon. Wspierający, którzy wpłacili ponad 5 milionów dolarów na produkt od Mythic Games, boleśnie przekonali się, że crowdfunding to nie transakcja handlowa, a jedynie finansowanie biznesowego przedsięwzięcia.

Inwestycja czy zakup? Gorzka lekcja z Kickstartera za 5 milionów dolarów
Inwestycja czy zakup? Gorzka lekcja z Kickstartera za 5 milionów dolarów
fot. II.studio / / Shutterstock

Kickstartera, czyli najbardziej znaną platformę crowdfundingową na świecie, nikomu nie trzeba przedstawiać. Kto choć raz zajrzał do serwisu, ten wie, że można tam spotkać zarówno kreatywne, jak i wątpliwe przedsięwzięcia, niemniej są projekty, które wydają się skazane na sukces. Tak miało być z Darkest Dungeon, planszową wersją komputerowej gry o tym samym tytule. Niestety to, co w teorii wyglądało idealne, skończyło się upadłością wydawcy gry, Mythic Games, a duża część wspierających nie otrzymała tego, za co zapłaciła.

Kickstarterowy hit stał się klapą

Historia planszowej adaptacji gry Darkest Dungeon miała być wielkim sukcesem. W 2020 r. blisko 29 tys. osób wpłaciło łącznie 5,65 mln USD, by sfinansować przedsięwzięcie, okazało się jednak, że zamiast idealnie zaprojektowanej gry część wspierających została z niczym.

Kickstarter

W trakcie prac nad projektem konieczne stało się podzielenie wysyłki na dwie części, ponieważ dystrybucja podstawowej gry i wszystkich dodatków jednocześnie okazała się niemożliwa. W lipcu 2022 r. wydawca Darkest Dungeon (Mythic Games), ogłosił, że ze względu na 600% wzrost kosztów transportu i o 30% wyższe koszty materiałów spółce brakuje do zapłaty wykonawcom aż 1,75 miliona dolarów, dlatego potrzebuje od wspierających dodatkowych wpłat – rzędu od 18 do 69 USD, by w ogóle wysłać gry pierwszej fali.

Mythic Games upadł, wspierający zostali bez zamówień

Żądanie twórców spotkało się z oburzeniem wspierających, którzy wprost nazywali to okupem, mimo to ok. 80% użytkowników zdecydowało się na dopłaty do wcześniej wpłaconych 100-330 USD (w zależności od komponentów); Mythic Games zapewnił przy tym, że jeśli wspierający zamówili także produkty z drugiego rzutu, to nie będzie już konieczne ponoszenie kolejnych kosztów. Reszta wspierających do dziś nie otrzymała zamówień, a do tego w październiku 2023 r. wydawca zażądał… dopłat do drugiej fali, tym razem 13 dolarów za każdy zamówiony dodatek plus koszty wysyłki.

Ostatecznie okazało się, że Mythic Games popadło w tak poważne problemy finansowe, że nie było zdolne ani do wyprodukowania, ani do wysyłki elementów z drugiej części zamówień. Firma w październiku 2025 r. ogłosiła upadłość, a swoich gier nie zobaczyli nie tylko wspierający Darkest Dungeon, ale i innych zbiórek tego wydawcy. Prawa do marki wróciły do twórców pierwowzoru (Red Hook Studios), którzy w styczniu 2026 r. wykonali desperacki gest: zezwolili na udostępnienie wspierającym plików cyfrowych gry do samodzielnego druku, które były w posiadaniu byłego pracownika Mythic Games. Ten gest miał być ostatnim pozytywnym akcentem w całej sprawie, choć osoby, które zamówiły gry, pieniądze bezpowrotnie utraciły.

Polscy „planszówkowicze” mogą mówić o prawdziwym szczęściu, bowiem jeszcze przed upadkiem Mythic Games polski wydawca, Lucrum Games, wykupił od niego prawa do publikacji polskiej wersji Darkest Dungeon. Gra jest jeszcze dostępna w niektórych sklepach, jednak cena „pudełkowa” sięga obecnie ok. 800 zł (wcześniej było to ok. 500 zł), a Lucrum prawdopodobnie nie wyda kolejnych egzemplarzy.

fot. AD / Bankier.pl

9% projektów na Kickstarterze to porażka

Historia kampanii Darkest Dungeon pokazuje, że nie każdy projekt na Kickstarterze to gwarantowany sukces. Nie wiadomo, jaka obecnie jest skala porażek, jednak pewne szacunki przynosi jedyne do tej pory badanie z 2015 r. przeprowadzone przez prof. Mollicka z Uniwersytetu Pensylwanii. Autor przepytał 500 tys. wspierających i doszedł do wniosku, że 9% kampanii na Kickstarterze kończy się niepowodzeniem, rozumianym jako brak nagród dla wspierających. Pozostałe wnioski również nie były pozytywne:

  • 8% środków wpłaconych na Kickstarterze trafia do projektów, które kończą się porażką,
  • 7% wspierających nie otrzymuje obiecanych nagród,
  • Kampanie, które zebrały mniej niż 1000 USD częściej kończą się niepowodzeniem.

Jak działają platformy crowdfundingowe?

Zanim ktokolwiek zdecyduje się wesprzeć twórcę na Kickstarterze czy innym podobnym serwisie, powinien wiedzieć jedno: wpłata to nie zakup. Platformy crowdfundingowe to nie sklepy, a jedynie miejsce, gdzie twórcy prezentują swoje projekty, za które są odpowiedzialni. Wsparcie w kampanii to umowa między twórcą a użytkownikiem, a nie Kickstarterem, o czym serwis przypomina w warunkach użytkowania. Wspierający powinni pamiętać o innych kwestiach:

  • Platformy crowdfundingowe nie ponoszą odpowiedzialności za nietrafione projekty,
  • Czas dostawy na stronie kampanii jest tylko orientacyjny, a nie gwarantowany, i może ulec zmianie,
  • W razie problemów ze zbiórką należy kontaktować się z jej autorem, ale serwis może zawiesić twórcę, który nagminnie łamie obowiązki wobec wspierających.
  • Twórcy powinni dostarczać regularnych aktualizacji swoich projektów, zobowiązując się do ich realizacji.

W przypadku Darkest Dungeon problemem okazało się niedoszacowanie kosztów przez wydawcę, który winą za dodatkowe nakłady obarczył pandemię i wojnę w Ukrainie. Dla kontrastu warto spojrzeć na inne zbiórki z kategorii gier planszowych, np. Nemesis od Awaken Realms czy Frostpunk od Glass Cannon Unplugged. Oba tytuły zebrały odpowiednio 3 mln funtów i blisko 2,5 mln euro, będąc przykładami profesjonalnie zorganizowanych kampanii, w których wspierający otrzymywali regularne aktualizacje, a mimo opóźnień produkty zostały dostarczone.

Crowdfunding nie jest także pojęciem jednoznacznym, ponieważ platformy pozwalające gromadzić środki na konkretny cel działają w różnej formie, która ma wpływ na ich odpowiedzialność wobec użytkowników.

Crowdfunding to nie jedno zjawisko. I od modelu zależy, co dzieje się z pieniędzmi, gdy coś pójdzie nie tak

Crowdfunding często bywa opisywany jednym słowem: „zbiórka internetowa”. W praktyce jednak pod tą nazwą kryją się zupełnie różne modele prawne, biznesowe i regulacyjne. A to, który model stoi za daną platformą, ma kluczowe znaczenie w momentach kryzysowych - gdy projekt nie zostanie zrealizowany, organizator znika albo cel zbiórki przestaje być możliwy do osiągnięcia.

Dopóki wszystko idzie zgodnie z planem, różnice między platformami wydają się drugorzędne. Problemy zaczynają się wtedy, gdy coś pójdzie nie tak.

1. Reward-based crowdfunding, czyli model „all-or-nothing” – przykład Kickstartera

Kickstarter działa w modelu reward-based crowdfunding, opartym na zasadzie „all-or-nothing”. Twórca określa próg finansowania, a środki są pobierane od wspierających tylko wtedy, gdy projekt osiągnie 100% celu.

Jeśli próg nie zostanie osiągnięty - pieniądze w ogóle nie są pobierane.
To rozwiązanie ogranicza ryzyko niedofinansowania projektu, ale nie eliminuje wszystkich problemów. Jeśli projekt zostanie sfinansowany, a następnie nie zostanie zrealizowany zgodnie z zapowiedziami, odpowiedzialność za wykonanie spoczywa na twórcy. Platforma nie jest stroną umowy między wspierającym a twórcą projektu - pełni rolę pośrednika.

W praktyce oznacza to, że użytkownik musi dochodzić roszczeń bezpośrednio od organizatora.

2. Crowdfunding inwestycyjny/udziałowy (equity/lending) – ryzyko kapitałowe

Zupełnie innym modelem jest crowdfunding inwestycyjny (equity lub lending), regulowany w Unii Europejskiej rozporządzeniem 2020/1503.

W tym przypadku wspierający:
 – udzielają pożyczki,
 – albo obejmują udziały w przedsięwzięciu.

To nie jest już darowizna ani wsparcie projektu, lecz inwestycja obarczona ryzykiem utraty kapitału. Platformy tego typu podlegają odrębnym regulacjom i obowiązkom informacyjnym, a ryzyko jest wpisane w konstrukcję modelu.

W tym przypadku pytanie „co dzieje się z pieniędzmi, gdy coś pójdzie nie tak” ma zupełnie inną odpowiedź — inwestor może stracić środki, jeśli przedsięwzięcie się nie powiedzie.

3. Model donacyjny – ale w różnych wariantach

Najbardziej rozpowszechnione w Polsce są platformy oparte na darowiznach (donation-based crowdfunding). To tu pojawia się największe uproszczenie: że wszystkie działają tak samo.

Tymczasem różnice są istotne.

1.    Model fundacyjny

Część platform funkcjonuje jako fundacje (np. Siepomaga.pl, ratujmyzwierzaki.pl). W takim modelu środki formalnie trafiają do organizacji pożytku publicznego i stanowią darowiznę na rzecz fundacji. Oznacza to, że wpłaty prawnie należą do fundacji, która następnie rozdysponowuje je zgodnie ze swoim statutem i regulaminem.

Fundacja finansuje swoją działalność m.in. z określonego procentu wpłat (np. 6%), który zgodnie z regulaminem przeznaczany jest na koszty prowadzenia zbiórek i utrzymania portalu. Odpowiedzialność i kontrola wynikają tu z reżimu fundacyjnego i przepisów dotyczących organizacji pożytku publicznego, a nie z prawa płatniczego.

Dla użytkownika oznacza to, że formalnym odbiorcą środków jest fundacja, a nie bezpośrednio beneficjent.

2.    Model platformy pośredniczącej (bez statusu instytucji płatniczej)

W tym modelu platforma działa jako portal internetowy udostępniający narzędzie technologiczne do organizowania zbiórek (np. Pomagam.pl). Serwis może deklarować brak prowizji i utrzymywać się z dobrowolnych wpłat użytkowników.

Tego typu podmioty nie posiadają statusu instytucji płatniczej i w zakresie świadczenia usług płatniczych (prowadzenie rachunków zbiórek, realizacja wypłat, przechowywanie środków należnych użytkownikom) nie podlegają nadzorowi KNF.

Oznacza to, że nie są objęte pełnym reżimem prawa o usługach płatniczych ani wszystkimi obowiązkami AML/KYC właściwymi dla sektora finansowego. Odpowiedzialność platformy ogranicza się głównie do funkcji technologicznej i regulaminowej.

3.    Model licencjonowanej instytucji płatniczej

W tym modelu platforma działa jako krajowa instytucja płatnicza pod nadzorem Komisji Nadzoru Finansowego (np. Zrzutka.pl). Posiada zezwolenie KNF na świadczenie usług płatniczych, w tym prowadzenie rachunków dla organizatorów zbiórek oraz realizację ich zleceń płatniczych (wypłat).

Kluczowe różnice:

  • środki od momentu wpłaty pozostają własnością organizatora zbiórki (nie są darowizną dla platformy),
  • platforma ma obowiązek stosować przepisy AML/CFT i przeprowadzać identyfikację oraz weryfikację użytkowników (KYC),
  • obowiązuje monitoring transakcji i analiza ryzyka,
  • możliwe jest wstrzymanie wypłaty środków w przypadku podejrzenia nieprawidłowości,
  • przy określonych progach (np. po przekroczeniu 20 000 zł) uruchamiane są obowiązkowe, pogłębione procedury weryfikacyjne,
  • platforma podlega bieżącemu nadzorowi KNF w zakresie świadczonych usług płatniczych.

W praktyce oznacza to, że crowdfunding funkcjonuje w reżimie zbliżonym do sektora finansowego, a odpowiedzialność operatora nie ogranicza się do udostępnienia narzędzia technologicznego.

Tomasz Chołast, współzałożyciel Zrzutka.pl

Czy wspierający może coś zrobić przy problemach ze zbiórką?

Jeśli dokonaliśmy wpłaty na Kickstarterze, a twórca zbiórki uchyla się od dostarczenia produktu, to jako użytkownicy niestety mamy niewielkie pole manewru. Z komentarzy osób, które znalazły się w podobnej sytuacji, wynika, że można spróbować powołać się na chargeback, niestety ta opcja możliwa jest jedynie w ciągu ok. 120 dni od dokonania płatności/realizacji usługi. W przypadku platform crowdfundingowych dostawa zamówionych towarów zwykle odbywa się nawet rok czy dwa lata od zakończenia zbiórki, nie ma więc gwarancji, że bank pozytywnie rozpatrzy wniosek.

Co do ochrony prawnej, to crowdfunding pozostaje w „szarej strefie”, gdzie konsumenci muszą liczyć się z ryzykiem strat finansowych. Pozew wobec samej platformy w zasadzie nie jest możliwy, bowiem nie ponoszą one odpowiedzialności za porażki twórców, co innego jednak, jeśli ktoś zdecyduje się wnieść sprawę przeciwko autorom projektu. Taka sytuacja zdarzyła się w USA w 2014 r. i zakończyła nałożeniem kary na twórcę, który nie spełnił swoich zobowiązań, niestety w przypadku polskich użytkowników skierowanie sprawy do amerykańskiego sądu może nie być osiągalne.

Crowdfundingowi przyglądał się również UOKiK, jednak jedynie w odniesieniu do trzech serwisów: Siepomaga, Zrzutka i Pomagam. Zarzuty Urzędu dotyczyły stosowania zwodniczych interfejsów, technik manipulacyjnych czy niewłaściwego informowania, czym są darowizny, brak jednak było odniesień do zbiórek, których twórcy po zakończeniu nie realizują swoich zobowiązań.

Kickstarter to nie sklep, ale inwestycja

W przypadku każdego serwisu crowdfundingowego warto pamiętać, że nie kupujemy produktu, a jedynie finansujemy projekt, który może okazać się klapą, nie mamy zatem prawa do reklamacji tak jak w sklepie. Kickstarter zapewnia, że karty klientów są obciążane tylko przy zbiórkach, które kończą się powodzeniem, natomiast polskie Wspieram.to zwraca środki, jeśli cel finansowy kampanii nie został osiągnięty, platformy milczą jednak, jak sobie radzić, jeśli wspierający nie otrzymał tego, za co zapłacił.

Zanim zdecydujemy się na wsparcie nieznanego projektu, zawsze warto sprawdzić twórcę i jego poprzednie zbiórki. Jeśli autor regularnie kontaktuje się z odbiorcami i realnie szacuje koszty, uwzględniając ewentualne opóźnienia, świadczy to o profesjonalnym przygotowaniu kampanii, jednak gdy kontakt jest utrudniony, a cel podejrzanie niski, warto ostrożnie podejść do finansowania takiej zbiórki.


Źródło:
Aldona Derdziak
redaktorka Bankier.pl

Redaktorka Bankier.pl. Absolwentka wrocławskiej polonistyki, ukończyła także studia licencjackie na kierunku ekonomia. Od początku drogi zawodowej związana z finansami, gdzie łączy wiedzę praktyczną z własnymi doświadczeniami. Na Bankier.pl pisze o ubezpieczeniach, śledzi aktualności ze świata bankowości, ze szczególnym uwzględnieniem kart kredytowych i kont premium.

Tematy
Otwórz konto firmowe mBiznes Standard w mBanku wraz z kartą firmową Mastercard i zyskaj łącznie 700 zł premii
Otwórz konto firmowe mBiznes Standard w mBanku wraz z kartą firmową Mastercard i zyskaj łącznie 700 zł premii

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Crowdfunding - finansowanie społecznościowe

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki