36-procentowy podatek od zysków osiągniętych wyłącznie na papierze będzie dotyczyć nie tylko akcji, złota czy bitcoinów, ale również oszczędności. Jednocześnie władze Holandii odejdą jednak od systemu naliczania daniny od "fikcyjnych zysków". Zmiany wejdą w życie w 2028 roku, ale nawet politycy, którzy je poparli, liczą, że do tego czasu uda im się wymyślić inne rozwiązanie.


Tweede Kamer, czyli niższa izba holenderskiego parlamentu, przegłosowała w czwartek 12 lutego zmiany w systemie opodatkowania majątku. Nowe prawo stanowi, że Holendrzy będą płacić roczny podatek w wysokości 36% od realnego dochodu obejmującego m.in. akcje, oszczędności oraz kryptowaluty. Można będzie odliczyć od niego koszty oraz straty, jednak zasady ich rozliczania będą ograniczone czasowo i nie zawsze pozwolą na pełne kompensowanie strat z lat ubiegłych.
Równolegle będą obowiązywały inne zasady dla nieruchomości oraz udziałów w start-upach. W obu tych przypadkach obywatele zapłacą daninę w momencie zbycia własności. Co roku będą musieli jednak odprowadzać podatek od czynszu i dywidend.
ReklamaZobacz także
Holenderskie podatki od "zmyślonych" zysków
Jak opisuje holenderski serwis informacyjny "NU.nl", właściwie nikt w parlamencie nie jest zadowolony z przegłosowanej właśnie zmiany w tzw. systemie "Box 3" (podatku od dochodów z oszczędności i inwestycji). Zasady obowiązujące wcześniej były jednak na tyle kuriozalne i szkodliwe dla państwa, że politycy zdecydowali się je zmienić.
Przez lata holenderski urząd skarbowy (Belastingdienst) nie sprawdzał, ile obywatel faktycznie zarobił na swoich inwestycjach. Zamiast tego przyjmował fikcyjną stopę zwrotu. Urzędnicy zakładali z góry, że posiadany majątek przyniósł określony procent zysku i od tej kwoty naliczali podatek.
Do 2016 roku stawka dla wszystkich wynosiła 4%, od których odprowadzano 30% podatku rocznie. Od 2017 roku system stał się progresywny - posiadacze mniejszych majątków zaczęli płacić mniej, a większych więcej.
By pokazać działanie systemu na konkretnym przykładzie: w 2021 roku urzędnicy uznali, że najbogatsi Holendrzy zarobili na swoim majątku 5,69% odsetek. Od tego "fikcyjnego" zysku naliczono 31% jak najbardziej realnego podatku.
Problem w tym, że założenia urzędników mijały się z rzeczywistością. W wielu przypadkach wyliczenia skarbówki były znacznie wyższe niż faktyczne zyski Holendrów. Obywatele masowo zaskarżali te decyzje, a w 2021 roku Hoge Raad (holenderski sąd najwyższy) przyznał im rację, uznając system za niesprawiedliwy i nakazując jego zmianę.
Od tego czasu holenderscy politycy nie mogli dogadać się, jak rozwiązać ten problem. Państwo zaś musiało zwracać nadpłacone daniny, tracąc miliardy euro wpływów budżetowych.
"Stacja przesiadkowa", czyli zdążyć przed 2028 rokiem
Głównym skutkiem ubocznym reformy będzie gigantyczny wzrost biurokracji. O ile dotychczasowy system ryczałtowy był prosty i tani w obsłudze (przynajmniej do 2021 roku), o tyle nowy wymusi na milionach oszczędzających i inwestorów prowadzenie szczegółowej dokumentacji swoich portfeli inwestycyjnych, aby skarbówka mogła wyliczyć podatek co do euro.
Zniknie też zwolnienie z daniny majątków mniej zamożnych obywateli (obecnie nie płacą osoby posiadające aktywa o wartości poniżej 57 tys. euro). W nowym modelu przewidziano za to kwotę wolną od dochodu z kapitału (1800 euro rocznie), co oznacza odejście od progu majątkowego na rzecz progu dochodowego.
Holenderskie media wskazują, że politycy łącznie z rządem, otwarcie przyznają, że przyjęta ustawa to tylko "stacja przesiadkowa”. Większość parlamentarna oczekuje, że do 2028 roku (kiedy przepisy wejdą w życie) uda się wypracować jeszcze nowszy model. Według "NU.nl" wymaga to jednak kosztownej przebudowy systemów informatycznych holenderskiego fiskusa, na co na razie brakuje czasu i środków.
MM
























































