Praca jest, ale chętnych brak – słyszy się w kontekście całego „rynku pracownika”. Mało przy tej okazji mówi się jednak o płacach, które szczególnie na produkcji rzadko przekraczają minimalną krajową. W zawodzie krawca nie jest inaczej, ponieważ polskie marki odzieżowe często chcą konkurować z azjatyckimi.
– Szwaczki i krawcowe to jedne z najbardziej deficytowych profesji w Polsce. Brakuje nie tylko doświadczonych osób w tych zawodach, ale też szkół, które przyuczałyby nowe pokolenie. Nasi klienci, którzy zatrudniają szwaczki i krawcowe, często sami decydują się na przygotowanie pracowników – komentuje Agnieszka Żak, dyrektor regionu w Work Service.
Pod koniec kwietnia zorganizowano akcję „Who made my clothes”, która miała zwrócić oczy konsumentów na to, kto i w jakich warunkach wytwarza ich ubrania. Ponad połowa odzieży w Unii Europejskiej pochodzi z państw niebędących członkami UE. Przywozimy ją głównie z Chin (wartość importu w 2018 wyniosła 27 mld euro), Bangladeszu (16 mld euro), Indii (5 mld euro), Kambodży (4 mld euro) i Wietnamu (3 mld euro). W porównaniu z 2013 rokiem import odzieży do państw członkowskich wzrósł o 25 proc.
Polskie firmy zlecają szycie poza granicami kraju, ponieważ tak się najzwyczajniej opłaca. Niektóre decydują się na szycie w Polsce, jednak produkty „made in Poland” najczęściej mają wyższą cenę. W związku z tym, dla przykładu, LPP znany w Polsce z takich marek odzieżowych jak Cropp, House czy Reserved, w 2017 roku zlecał szycie ponad 5 mln sztuk ubrań w Polsce w 50 firmach, pozostałe, czyli główna część działalności, szyte były Indonezji, Turcji, Wietnamie, Indiach, Chinach oraz w Bangladeszu.
Oferty są
Zawód krawca należy do zawodów najbardziej deficytowych w Polsce. Od 2014 roku, kiedy Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej we współpracy ze służbami zatrudnienia przygotowuje „Barometr zawodów”, znajdował się on w grupie 10 profesji, gdzie rokrocznie brakowało chętnych. Krawców i pracowników produkcji odzieży razem z między innymi blacharzami, spawaczami czy dekarzami umieszczono w gronie dziesięciu zawodów trwale deficytowych. Tylko w dwóch województwach w Polsce profesja ta znalazła się w grupie zrównoważonej (gdzie liczba ofert pracy będzie zbliżona do liczby osób zdolnych do podjęcia zatrudnienia w danym zawodzie) – w województwach podkarpackim i mazowieckim.
W urzędach pracy, według stanu na 2 maja 2019 roku, jest około 774 wakatów na stanowisko krawców i szwaczek. Na portalu OLX.pl znajdziemy 202 oferty dla wyszukania „krawcowa”, w serwisie Infopraca.pl – 25 ogłoszeń dla wyszukania „szwaczka” i 3 dla „krawcowa”.
Jak wygląda szukanie pracowników w tej branży? Między innymi o tym opowiadała Klaudia Łapa, pani domu Wirtualnej Akademii Szycia i właścicielka własnej marki Lola Your Bag podczas jednego ze swoich webinarów.
„Zorganizowałam w swoim urzędzie pracy targi, zgłosiło się siedem pań. O 11:00 się to wszystko zaczęło, a o 11:35 było już po wszystkim. Siedem rozmów o pracę w 35 minut. Pierwsze pytanie brzmiało: «Jakie jest pani doświadczenie jako krawcowa?» Większość pań miała niewielkie, jedna z kandydatek pracowała jako krawcowa, jednak zajmowała się wyłącznie robieniem dziurek i podklejaniem, sama stwierdziła, że właściwie to szyć nie potrafi. Moim drugim pytaniem było: «Czy boi się pani nowych rzeczy?». Tutaj odpadło 50 proc. Oczywiście nie oczekiwałabym, że pierwszego dnia przy przedstawieniu nowego produktu miałaby on zostać odszyty perfekcyjnie, ale nie może być też tak, że ktoś się uczy kilka miesięcy i nic z tego nie wychodzi. Trzecie pytanie polegało na tym, że opowiadałam, co szyjemy – torby, pokrowce, worki, odszycia hurtowe, odszycia detaliczne, zatowarowanie sklepów i że jest to szycie ciężkie, bo w niektórych przypadkach naprawdę trzeba się napracować. Były panie, które mówiły, że w sumie to już nie chcą pracować jako krawcowe, a jeśli już, to interesuje ich szycie lekkie i najlepiej, żeby poza siedzeniem przy maszynie nic od siebie nie musiały dawać. Były panie, które mówiły, że nie chcą, bo bolą je palce i nadgarstki. Zapytałam wtedy, «to gdzie by pani chciała pracować?». Padła odpowiedź: w sklepie albo na produkcji. Wtedy odezwała się pani pośrednik, która siedziała obok i powiedziała, że niedługo będą targi pracy z przedstawicielami Żabki i będą szukać kasjerów. Na co kandydatka: «Kurczę, ale kasjer? Tyle ludzi, tyle rzeczy trzeba robić»".
– Albo się chce pracować, albo się nie chce. Z tych siedmiu osób żadna nie zapytała mnie o zarobki, po prostu wysłuchały, co ja mam do powiedzenia i bały się zapytać, ile będą zarabiać – opowiadała Klaudia Łapa. Ostatecznie udało jej się zatrudnić osobę do szycia, która jednak nie pozostała w zespole na długo. – Zdarzały się dni, które zaczynały się od godzinnego śniadania. Były też SMS-y z zapytaniem o wolne, bo kosmetyczce zwolnił się termin na paznokcie. Kiedy zwracałam uwagę, że jest za mało zrobione, słyszałam, „że ona nie jest Chińczyk”. O 12:00 słyszałam, że idzie do domu, bo nie ma co robić, a już dwa dni nerki szyje i jej się nie chce. Miarka przebrała się, kiedy w ciągu dwóch dni została uszyta ekstremalnie niska liczba produktów i wszystkie były do poprawy. Wtedy zrozumiałam, że tak dalej nie będzie – mówi w rozmowie z Bankier.pl.
Wyzwania polskiej branży modowej
W raporcie przygotowanym przez KPMG „Rynek mody w Polsce” z 2018 r. czytamy, że głównymi wyzwaniami polskiej branży modowej są:
-
konkurencja azjatyckich marek,
- brak wykwalifikowanych pracowników,
- przenoszenie produkcji za granicę,
- wysokie koszty utrzymania firmy.
„Na kształt branży silnie wpływa również brak wykwalifikowanych pracowników – znających rzemiosło oraz nadprodukcja projektantów. Niekorzystnym obserwowanym zjawiskiem jest zamykanie kolejnych polskich szwalni i przenoszenie produkcji za granicę. Z kolei najczęściej wskazywanymi problemami, które zagrażają rozwojowi poszczególnych przedsiębiorstw z branży modowej, jest niedobór wykwalifikowanej kadry na niższych szczeblach oraz brak przyjaznych dla przedsiębiorców przepisów prawnych, które często wręcz utrudniają funkcjonowanie firmy” – komentują autorzy raportu.
A płaca?
Biorąc pod uwagę deficytowość tego zawodu, to, że mało osób posiada umiejętność szycia na maszynie, wydawałoby się, że zarobki powinny być co najmniej w okolicach średniej krajowej. I w niektórych przypadkach tak się dzieje.
– Ze względu na duże zapotrzebowanie i jednocześnie ograniczone możliwości rekrutacyjne w tych zawodach, szwaczki i krawcowe mogą liczyć na bardzo wysokie zarobki. Najczęściej pracują w systemie akordowym. Doświadczenie, wprawa w wykonywaniu obowiązków sprawia, że jest to korzystny sposób rozliczania za pracą. Otrzymują wynagrodzenie od 3500 zł netto wzwyż do nawet 5 tys. zł netto. Wynagrodzenie jest często uzależnione od stopnia trudności zadań i materiałów, na których pracują – komentuje sprawę zarobków Agnieszka Żak z Work Service.
Szansy na atrakcyjne zarobki nie widać za to w urzędach pracy. 2 maja 2019 roku wakatów z zarobkami powyżej 3 tys. złotych brutto było zaledwie 72, w przypadku wynagrodzenia powyżej 4 tys. złotych brutto – 11. 671 wolnych miejsc pracy dotyczyło pracy tylko w okolicach minimalnej płacy w kraju.
Szwalnia kontra szycie w małej pracowni
Na jednym z for na portalu społecznościowym zrzeszających osoby szyjące padło pytanie, czy 20 zł netto za godzinę pracy jest adekwatną płacą za przygotowanie sukni ślubnej – od wykroju po ostatni szew. Zdania osób pracujących w branży były jednoznaczne – była to stawka za niska, szczególnie biorąc pod uwagę cenę końcową sukni, która nie była niższa od 2000 złotych. Padła informacja, że krawcowe zajmujące się wyłącznie przeróbkami gotowych garniturów w Warszawie zarabiają minimum 3-4 tys. zł, jednak nie wykonują tylu skomplikowanych czynności co właśnie krawiec miarowy.
Głównym czynnikiem różnicującym zarobki jest miejsce pracy i poziom doświadczenia. W małych pracowniach krawieckich zarobki są takie, jakie opisała Agnieszka Żak z Work Service. Inaczej wygląda sytuacja w szwalniach, gdzie najczęściej praca jest zautomatyzowana – skupiona na odszyciu konkretnych części garderoby czy tapicerki. W wymaganiach za „minimalną krajową” najczęściej pojawia się informacja o chęci do pracy i umiejętności szycia na maszynie, chociaż i tę podstawową umiejętnością pracodawcy są skłonni przyuczyć po zatrudnieniu. W ofertach zamieszczonych w urzędach pracy, gdzie wynagrodzenie wynosi około 2250 zł miesięcznie brutto, pracodawcy nie oczekują wykształcenia kierunkowego, ani kilkuletniego doświadczenia w branży, a praca ta łączy się najczęściej z systemem akordowym i zmianowym.






























































