Może wina leży po stronie krajów rozwijających się, zwłaszcza w Azji? Należą one do państw zużywających najwięcej ropy. Najwięksi gracze na rynku nafty przyznają, że popyt na tamtych rynkach w dużym stopniu kształtuje światowe ceny. Zaraz też dodają: największy problem w tym, że państwa te nie są w stanie przewidzieć, ile będą potrzebowały ropy za kilkanaście lat. Zdaniem Heydla utrudnia to zaplanowanie wielkości wydobycia oraz komplikuje przygotowanie inwestycji. Przykładem zamętu panującego na tym rynku była wczorajsza wypowiedź Paolo Scaroniego, szefa włoskiego koncernu naftowego Eni. W wywiadzie dla „La Repubblica” zasugerował, że cena baryłki może w sierpniu podskoczyć do 200 dol. Zaraz jednak dodał, że równie prawdopodobny jest spadek ceny do 120 dol.
Może wyjściem z pata byłoby postawienie na inne surowce? Heydel przyznaje, że był zaskoczony, jak dużo mówi się w Madrycie o węglu. – Po raz pierwszy w historii tej imprezy przyznano, że podobnie jak ropa powinien być podstawą rozwoju energetyki – twierdzi. Ale jeszcze długo pierwsze skrzypce na światowych rynkach surowców będzie grała ropa. Heydel przyznaje, że na pewno nie zastąpią jej biopaliwa. Tym bardziej że te, które są obecnie produkowane, podwyższają ceny żywności. A to stwarza nie mniejsze problemy niż rosnące ceny ropy.
Adam Woźniak Dziennik Finansowy
Więcej na ten temat




























































