MSP w okresie zmian gospodarczych
Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja małych i średnich przedsiębiorstw. Organizacje te powstałe licznie, albo na gruzach dawnych molochów gospodarczych, albo wywodzące się z wcześniej prowadzonej lokalnie i na węższą skalę działalności rzemieślniczej, na ogół nie mają żadnej historii i na globalny rynek mogą wstępować jako niewiadoma, co znacznie ogranicza ich szanse. Nie jest to jedyny problem tych firm. Bardzo poważnym problemem jest powszechnie występująca improwizacja i intuicyjne zarządzanie. Rzadko firmy te mają wyraźnie określoną strukturę organizacyjną i wyraźny podział zadań, obowiązków, uprawnień oraz odpowiedzialności wśród pracowników, natomiast właściciel lub prezes rozpaczliwie usiłuje osobiście panować nad wszystkimi szczegółami i na ogół wydaje mu się, że tak jest.Zdolności do zapewnienia jakości nie sprzyjają, ani pozbawione systematycznego nadzoru technicznego środki produkcji, ani przypadkowe lub okazjonalne zakupy materiałów do produkcji. Mimo licznych niedoskonałości szanse funkcjonowania tych firm, ze względu na ich mnogość, przesądzają o możliwości powodzenia gospodarczego kraju i warto się nad nimi pochylić. O tym, jak ważny jest udział małych i średnich przedsiębiorstw w gospodarce kraju świadczą następujące dane, podawane za Polskim Portalem Finansowym "Bankier.pl": Już obecnie generują one blisko połowę PKB, podczas gdy duże przedsiębiorstwa 20%. Dają aż 7 mln miejsc pracy, co stanowi w Polsce 67% ogółu zatrudnionych. Ich udział w PKB oraz pozycja na rynku pracy systematycznie zwiększa się i dąży do zbliżenia się do proporcji występujących w "starej" UE, gdzie firmy takie stanowią aż 99% wszystkich firm w Europie i zatrudniają ponad 65 mln osób.
Zarządzanie zasobami materialnymi w firmie
Jedną z ważnych cech przesądzających o zdolności utrzymania się małych i średnich przedsiębiorstw na konkurencyjnym rynku jest zachowanie właściwych relacji w zakresie zasobów materialnych, a zwłaszcza środków produkcji oraz zasobów ludzkich. Wydaje się, że dość powszechnym zjawiskiem jest przecenianie zasobów materialnych, najczęściej osiąganych przez niekiedy pochopne zaciąganie kredytów, zwłaszcza w zakresie ich wysokości i rzeczywistego przeznaczenia. Jednym z przykładów nieuzasadnionych i nieproduktywnych zadłużeń jest leasing, albo zakupy na kredyt luksusowych samochodów osobowych mających służyć za narzędzie prestiżu. Nawet zakupy najnowocześniejszych środków produkcji same przez się nie zapewniają automatycznie sukcesów rynkowych, zwłaszcza kiedy organizacja nie dysponuje pracownikami o umiejętnościach odpowiednich do ich obsługi i serwisu. Znane są przypadki zakupu urządzeń sterowanych numerycznie, które potem używane są jako klasyczne, bo nikt w zakładzie nie umie ich programować. W wielu dziedzinach produkcji lub usług obsługiwanych przez małe i średnie przedsiębiorstwa stosowanie mniej nowoczesnych, a nawet zabytkowych, ale wyremontowanych i starannie utrzymanych środków produkcji jest bardziej efektywne niż nowoczesnych i bardzo kosztownych, ale nieumiejętnie, lub niewłaściwie obsługiwanych. Właściciele małych i średnich firm nie zawsze starają się pamiętać, że zaciągane teraz kredyty później trzeba będzie spłacać, na ogół wraz z paskarskimi odsetkami. Nadmiernie optymistyczne założenia biznesplanów, niespodziewane zmiany przepisów, cen, zakłócenia rynkowe lub zatory płatnicze owocują potem dramatyczną upadłością firmy, utratą wieloletniego dorobku, albo znacznym obniżeniem kondycji ekonomicznej na długie lata.Zasoby ludzkie - nie zawsze doceniana wartość w firmie
Znacznie mniejszą wagę przywiązują właściciele małych i średnich i średnich firm do zasobów ludzkich. Sprzyja temu rekordowe bezrobocie i przeświadczenie o nieograniczonej liczbie chętnych na każde stanowisko pracy i na każdych, nawet najgorszych warunkach. Pracodawcy często nie szanują pracowników, każąc im pracować za najniższą krajową płacę, w złych warunkach, czasem "na czarno", wychodząc z założenia, że jak się komuś nie podoba to może odejść, bo za bramą czekają dziesiątki, a nawet setki chętnych na każde miejsce pracy. Dotyczy to głównie szeregowych pracowników, ale bywa, że i kadry. Źle traktowani pracownicy odpłacają się pracodawcy byle jaką, albo symulowaną pracą, nie identyfikują się ze swoim zakładem pracy, nie dbają o jego mienie, nie wykazują inwencji ani kreatywności - tworzy się błędne koło, które nie służy ani pracodawcy, ani pracownikom, ani klientom, od których zależy byt zakładu. Istnieje zatem bardzo pilna potrzeba "ucywilizowania" tych firm. Takim uniwersalnym narzędziem cywilizującym może być rodzina międzynarodowych norm ISO 9000.Systemy zarządzania jakością a MSP
Wydaje się, że skutecznym remedium na wymienione niedoskonałości może być system zarządzania jakością według normy ISO 9001:2000. Zapewnia on nie tylko organizacyjne uporządkowanie firmy i objęcie należytym nadzorem tych wszystkich obszarów działania firmy, od których zależy zapewnienie i utrzymanie wymaganego oraz deklarowanego poziomu jakości, zapewnienie satysfakcji klientów, w tym również klientów wewnętrznych, czyli pracowników, a także rozwój przedsiębiorstwa w pożądanym kierunku. Na prawidłowo opracowany i wdrożony system zarządzania jakością można też uzyskać certyfikat, który stanowi bardzo poważną rekomendację, potwierdzoną autorytetem instytucji certyfikującej, na bardzo trudnym obecnie rynku globalnym. Wydawało się, że należy tylko znaleźć sposoby na formę możliwą do zaakceptowania i koszty możliwe do udźwignięcia dla tych grup przedsiębiorstw.Jeszcze w roku 2004 można było zaobserwować wyraźnie zwiększające się zainteresowanie małych i średnich firm systemami zarządzania jakością. Może wynikało to z ambicji należytego znalezienia się w Unii Europejskiej, może po części z uporczywej pogłoski, że do przetargów publicznych będą dopuszczane tylko firmy legitymujące się certyfikatem, a może z faktu wyraźnego ekonomicznego wspierania przez państwo starań tych wszystkich małych i średnich firm, które chciały mieć system zarządzania jakością i które rokowały nadzieję, że są w stanie to osiągnąć? Najpewniej jednak, ze wszystkich tych powodów razem wziętych. W roku 2005 nastąpiło gwałtowne załamanie się zainteresowania małych i średnich przedsiębiorstw systemami zarządzania jakością do tego stopnia, że nawet część firm, które miały już opracowane i częściowo wdrożone systemy i które poniosły na to już część kosztów, wycofała się z dalszego kontynuowania tego przedsięwzięcia. Możliwe, że niewielka część wcześniej "wyświęconych" firm rozczarowała się faktem, iż sam tylko certyfikat nie stanowi automatycznie "biletu do raju", a potrzebny jest jeszcze jakiś aktywny marketing i ciekawa oraz dobra jakościowo produkcja, albo usługi. Ważniejszymi powodami wydają się być fakty, że nie potwierdziły się pogłoski o przetargach publicznych, a państwo prawie całkowicie wycofało się ze wspierania małych i średnich przedsiębiorstw w staraniach o wdrożenie i certyfikację systemów zarządzania jakością.
Obecnie, w zakresie przetargów publicznych najważniejszym i praktycznie jedynym kryterium stała się najniższa cena, co już w założeniu jest sprzeczne z wymaganiami normy ISO 9001:2000. Znaczna część przetargów wygrywana jest przez desperatów, którzy zbili ceny do nierealnego poziomu licząc, że jakoś to potem będzie. Potem, jeśli nie uda im się przeforsować aneksów do umowy, robią z byle czego, byle kim i byle jak, usprawiedliwiając się, że "za takie pieniądze nie można było inaczej". Najlepszym przykładem ilustrującym te trendy są chyba polskie drogi.
Również wsparcie państwa dla idei cywilizowania małych i średnich przedsiębiorstw systemami zarządzania jakością okazało się przelotnym kaprysem polityków. Z istniejących w roku 2004 możliwości zrefundowania kosztów opracowania, wdrożenia i certyfikacji systemu dla wszystkich zainteresowanych małych i średnich przedsiębiorstw w 50%, a dla zakładów pracy chronionej w 60%, w roku 2005 pozostały już tylko drobne odpryski wsparcia realizowanego na niektóre tylko czynności przez PARP (Państwowa Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości), obwarowane licznymi zastrzeżeniami-kruczkami, w tym przymusem realizowania przez firmy usługowe akredytowane w PARP, które praktycznie pochłaniają całą korzyść z refundacji.
Podsumowanie
Szkoda, że tak wyraźnie zarysowujący się do roku 2005 zryw do porządkowania organizacyjnego i jakościowego małych oraz średnich firm wyraźnie przygasa. Przeciwnicy szerokiej popularyzacji systemów zarządzania jakością używają argumentu, że firmy ze starych członków UE wcale tak często jak u nas nie ubiegają się o certyfikaty SZJ, a mimo tego dobrze prosperują. To prawda. Nie ubiegają się tak często - bo nie muszą. Firma, która istnieje 100 lat, jest znana na rynku, ma ustaloną reputację i markę wcale nie musi wspierać się certyfikatem. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja naszych firm, zwłaszcza małych i średnich. Dla wielu naszych małych i średnich firm certyfikat, zwłaszcza wystawiony przez powszechnie znaną w Europie instytucję certyfikacyjną, może być niezwykle istotną legitymacją do wejścia na zintegrowany rynek na zasadach partnerskich, do czego wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej mamy formalne prawo.Stanisław Ziółkowski





























































