Schrony w Norwegii mogą pomieścić mniej niż połowę ludności, a w nowych dzielnicach Oslo brakuje ich całkowicie – ostrzegają norweski dziennik „Aftenposten” i fiński „Iltalehti”, opisując w piątek luki w systemie norweskiej obrony cywilnej.


Dziennikarze zwrócili uwagę, że od końca lat 90. w Norwegii nie buduje się nowych schronów, a dostęp do istniejących jest ograniczony, a mieszkańcy mają do nich daleko. Problemem jest również brak pełnej ewidencji obiektów – udostępniane publicznie mapy nie obejmują schronów prywatnych, znajdujących się m.in. w szkołach czy budynkach biurowych.
Jednocześnie rząd w Oslo wielokrotnie podkreślał znaczenie tzw. obrony totalnej, która w 2026 r. stała się jednym z priorytetów państwa. Koncepcja zakłada zaangażowanie nie tylko sił zbrojnych, ale także administracji, firm i obywateli w przygotowania na wypadek kryzysu lub wojny. Kluczowa ma być osiągnięta dzięki infrastrukturze odporność społeczeństwa na kryzysy.
Oba dzienniki wskazały na wyraźne luki na poziomie lokalnym. W nowej dzielnicy Bjoervika w centrum Oslo nie ma ani jednego publicznego schronu. Docelowo ma tam powstać ponad 5 tys. mieszkań, a pracować ponad 25 tys. ludzi, ale najbliższy schron oddalony jest o ponad kilometr i nie może pomieścić więcej niż 300 osób. W innych częściach norweskiej stolicy do najbliższego schronienia mieszkańcy mają nawet 4 km.
Dzienniki porównały z Norwegią fiński standard, gdzie schrony obejmują niemal 90 proc. ludności, a ich budowa jest obowiązkowa w nowych budynkach o określonej powierzchni. Obiekty te są utrzymywane w gotowości i regularnie kontrolowane, a w czasie pokoju często pełnią funkcje dodatkowe, np. parkingów czy magazynów, a nawet torów gokartowych.

Mieszko Czarnecki (PAP)
cmm/ kar/































































