Najnowszy raport Londyńskiej Giełdy Metali mówi o spadku rezerw miedzi o 325 ton. Niemniej jednak w składach LME zalega 491.200 ton czerwonego metalu – to wciąż poziom zbliżony do wartości sprzed przeszło pięciu lat. W lecie ubiegłego roku stan zapasów londyńskiej giełdy wynosił ok. sto tysięcy ton.
Bezpośrednio po publikacji tego raportu kurs miedzi skoczył o ponad sto dolarów, odbijając się od poziomu 3.045$ za tonę. O godzinie 12:20 za tonę miedzi płacono 3.180$, ale to nadal o 0,5% mniej niż przed weekendem.
„Słyszałem, że na rynku pojawił się popyt na fizyczny metal, co może tłumaczyć dzisiejszy wzrost cen. Część fabryk może zwiększać zapasy, korzystając z 3-procentowego spadku cen w zeszłym tygodniu” – powiedział agencji Bloomberga David Wilson, główny analityk rynku metali w londyńskim oddziale banku Societe Generale.
Mieszane dane napływają z Chin. Premier tego kraju powiedział, że już w ostatnich 10 dniach grudnia odnotowano poprawę koniunktury gospodarczej w Państwie Środka – ponoć spadły zapasy towarów zalegających w portowych składach. W grudniu i styczniu po kilku miesiącach spadków rósł też wskaźnik PMI dla chińskiego przemysłu.
Ale Gayle Berry – analityk z firmy Barclays Capital – napisał w swoim ostatnim raporcie, że na LME pojawili się chińscy... dostawcy miedzi. Do tej pory Chińczycy stali po stronie popytowej.
Do spadku cen przyczyniają się też spekulacyjnie nastawione fundusze hedgingowe. W ubiegłym tygodniu na nowojorskiej giełdzie podmioty te zawarły o 25,5 tys. więcej pozycji krótkich niż długich w kontraktach na miedź.
K.K.






























































