Zgodnie z rynkowymi spekulacjami w sobotę Hiszpania poprosiła Eurogrupę o wsparcie. Prośba znalazła poparcie najważniejszych europejskich polityków. Oznacza to, że hiszpańskie banki dostaną do 100 mld euro pożyczki od państw strefy euro.
Początkowa reakcja rynków była bardzo optymistyczna. W górę wystrzeliły azjatyckie i europejskie giełdy, a euro-dolar osiągnął najwyższy poziom od dwóch tygodni. Ale po południu optymizm zaczął więdnąć. Pierwszym tego przejawem był wzrost kosztów obsługi hiszpańskiego długu, z rentownością obligacji 10-letnich rosnącą z 6,0% do 6,3%.
Rentowność hiszpańskich obligacji 10-letnich
Po pierwsze, inwestorzy dyskontowali pomoc dla hiszpańskich banków już od kilku dni. Po drugie, bail-out iberyjskich banków stawia na celowniku Włochy i rodzi pytanie, czy wszystko skończy się tylko na stu miliardach euro. Zdrowy rozsądek każe kwestionować ten optymistyczny scenariusz. Zwłaszcza że poprzednie „akcje ratunkowe” okazały się kompletnie nieudane i tylko przedłużały i zaostrzały kryzys nadmiernego zadłużenia.
Istnieje jednak szansa, że Amerykanie „przypomną” sobie o zaskakująco dobrych danych z Chin. W kwietniu druga gospodarka świata odnotowała dynamiczny wzrost obrotów zarówno w eksporcie jak i imporcie. Sensacyjnie wręcz wzrosła wartość nowych kredytów (z 681,8 mld do 793,2 mld juanów), co może świadczyć o jeszcze jednym przyspieszeniu chińskiego boomu inwestycyjno-kredytowego.
Tymczasem na dwie godziny przed rozpoczęciem sesji w Nowym Jorku kontrakty terminowe na indeks S&P500 były notowane o 0,1% niżej niż na piątkowym zamknięciu. S&P500 ma przed sobą poważny opór w postaci 1.340 pkt. i bariera ta raczej nie zostanie sforsowana z marszu.
Znacznie lepsze nastroje panowały w Europie. O 13:20 DAX zwyżkował o 1,7%, CAC40 o 1,4%, a londyński FTSE100 szedł w górę o 0,7%.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl





























































