REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Śmiała zagrywka "sułtana" Erdogana. Co oznaczają przyspieszone wybory w Turcji?

2018-04-19 08:35
publikacja
2018-04-19 08:35
Dodaj Bankier.pl w Google

Zgodnie ze środową decyzją tureckiego parlamentu wybory w tym kraju odbędą się 24 czerwca tego roku, a nie dopiero w listopadzie 2019 r., jak było zaplanowane. Z punktu widzenia rządzącej krajem partii AKP jest to decyzja racjonalna, bo czas nie gra na jej korzyść.

fot. Osman Orsal / / FORUM

Zaledwie rok minął od konstytucyjnego referendum, w którym naród turecki zdecydował o wprowadzeniu w swoim kraju systemu prezydenckiego, a już szykuje się kolejne głosowanie. Zgodnie z ustanowioną w kwietniu 2019 r. ustawą zasadniczą, wszystkie jej zapisy miały wejść w życie dopiero po przeprowadzeniu wspólnych wyborów prezydenckich i parlamentarnych w listopadzie 2019 r. Teraz jednak ten moment postanowiono nieco przyspieszyć.

Według oficjalnych komunikatów wygłoszonych w środę przez prezydenta Erdoğana oraz szefa rządu Binaliego Yıldırıma, za decyzją tą stoi konieczność jak najszybszego dostosowania stanu faktycznego do nowej konstytucji, czyli po prostu szybkie wprowadzenie w kraju systemu prezydenckiego. Wywołane ma to być kwestiami geopolitycznymi oraz związanymi z bezpieczeństwem, przed którymi stoi kraj, szczególnie w kontekście sytuacji w Syrii. Prawdziwe powody najprawdopodobniej są jednak znacznie głębsze.

Czas to pieniądz

Jednym z powodów decyzji o przyspieszonych wyborach może być nieciekawa sytuacja gospodarcza w Turcji. W ostatnich miesiącach turecka lira znowu zaczęła gwałtownie tracić na wartości, znacznie przebijając psychologiczne bariery 4 lir za amerykańskiego dolara i 5 za euro. Zarówno inflacja, jak i bezrobocie, znacznie przekraczają poziom 10 proc., a występowanie tych zjawisk równocześnie nigdy nie jest dobrym znakiem.

Do tego dochodzi ujemne saldo na rachunku obrotów bieżących sięgające pod koniec ubiegłego roku 6,8 proc. PKB, które wcale się nie poprawia. Wysokie zadłużenie w walutach obcych tureckich przedsiębiorstw w połączeniu z pogarszającym się kursem walutowym nie jest zazwyczaj dobrą wróżbą.

Wakacje na giełdzie

Krótko mówiąc, Turcja staje na krawędzi kryzysu walutowego i prezydent Erdoğan najprawdopodobniej zaczyna zdawać sobie z tego sprawę. Wybuch takiego kryzysu doprowadziłby do daleko idących negatywnych konsekwencji gospodarczych i wyborcy rządzącej Turcją od 2001 r. partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) z pewnością by to odczuli. Byłby to ogromny cios dla milionów mieszkańców Anatolii, które w ostatnich kilkunastu latach doświadczyły dużego awansu społecznego.

Na uniknięcie kryzysu walutowego nie jest jeszcze za późno, jednak wymagałoby to odważnych decyzji ze strony banku centralnego, czyli znacznego podniesienia stóp procentowych. To jednak także byłoby odczuwalne w portfelach tureckich gospodarstw domowych, ponieważ wyższe stopy procentowe oznaczają wyższe odsetki płaconych kredytów. Nie wydaje się to szczególnie wysoką ceną w porównaniu z alternatywą, ale sytuację komplikuje fakt, że na tym froncie Erdoğan sam zapędził się w kozi róg. Przez lata zwalczał on wymyślone przez siebie "lobby wysokich stóp procentowych" i podniesienie stóp teraz oznaczałoby zwycięstwo tego "lobby". 

Z tej sytuacji nie ma wyjścia, które byłoby jednocześnie skuteczne z punktu widzenia gospodarki, jak i zadowalające dla szerszego elektoratu. Dlatego przeprowadzenie wyborów zanim ujawnią się negatywne skutki decyzji gospodarczych, jakiekolwiek by te decyzje nie były, wydaje się rozsądnym wyjściem.

Turecka Marine Le Pen

Analizując przyczyny przyspieszonych wyborów, nie można zapominać o wątkach politycznych. Nieprzypadkowa jest tutaj osoba, od której wyszła inicjatywa przyspieszonych wyborów, czyli Devlet Bahçeli, lider nacjonalistycznej partii MHP. Teoretycznie jest to ugrupowanie opozycyjne, jednak ściśle współpracujące z Erdoğanem. To przede wszystkim dzięki jego poparciu udało się w Turcji zmienić konstytucję.

Dzięki zawarciu niepisanego paktu z Erdoğanem, Bahçeliemu udało się zachować pozycję lidera partii, na którą ostrzyła sobie zęby jego główna konkurentka Meral Akşener. Po nieudanym przejęciu władzy w MHP założyła ona własną partię, Iyi Parti (Dobra Partia). W krótkim czasie wstrząsnęła ona turecką sceną polityczną i dziś sondaże dają jej poparcie nawet na poziomie 18 proc. To wystarczająco dużo, by naruszyć układ sił, szczególnie, że walczy ona o nacjonalistyczny elektorat zarówno z Erdoğanem, jak i Bahçelim.

Przyspieszone wybory zdają się rozwiązywać kwestię problematycznej dla obu panów kontrkandydatki. Zgodnie z tureckim prawem, by nowa partia mogła wziąć udział w wyborach, jej pierwszy zjazd musi się odbyć minimum 6 miesięcy przed głosowaniem. Tymczasem pierwszy zjazd Iyi Parti odbył się 28 grudnia 2017 r., czyli 5 miesięcy i 27 dni przed wyborami. Co prawda Meral Akşener argumentuje, że pierwszy zjazd odbył się 10 grudnia, kiedy stworzono struktury lokalne, jednak to do tureckiego odpowiednika Państwowej Komisji Wyborczej będzie należała decyzja, czy te argumenty przyjmie.

Wygra, kto ma wygrać

Tego samego dnia, którego turecki parlament przyjął decyzję o przyspieszonych wyborach, przedłużył on o kolejne 3 miesiące stan wyjątkowy utrzymywany w kraju po próbie zamachu stanu z lipca 2016 r. Są podstawy, by przypuszczać, że zostanie on wykorzystany do ograniczenia możliwości przeprowadzania i tak już krótkiej kampanii wyborczej przez opozycję. Taka sytuacja miała już miejsce podczas zeszłorocznego referendum konstytucyjnego. Oznacza to, że wybory w Turcji bez wątpienia będą ciekawe, jednak najważniejszym pytaniem, które będziemy sobie zadawać nie jest "kto wygra?", ale "jak dużą przewagą?" i czy pozwoli to na zbudowanie samodzielnej większości w parlamencie.

Robert Szklarz

Źródło:
Tematy

Komentarze (9)

dodaj komentarz
pv_value
Turcy dali Adolfowi H. dowód, że można wymordować miliony osób i nikt nie kiwnie palcem. Wyrżnęli Ormian 100 lat temu i zachęcili naśladowców, że tak można. Mają niestety coś takiego jak Rosja, imperialne zapędy, na szczęście obecnie w lokalnej skali. Przepełnione więzienia ludźmi o innych poglądach, znamy to. Teraz po prostu Turcy dali Adolfowi H. dowód, że można wymordować miliony osób i nikt nie kiwnie palcem. Wyrżnęli Ormian 100 lat temu i zachęcili naśladowców, że tak można. Mają niestety coś takiego jak Rosja, imperialne zapędy, na szczęście obecnie w lokalnej skali. Przepełnione więzienia ludźmi o innych poglądach, znamy to. Teraz po prostu przejdą do"dzielnego zwalczania problemów nie znanych w innych systemach". Przerabialiśmy to. :-)
sten46
Erdogan prowadzi Turcję w kierunku Wenezueli.
silvio_gesell
Nie, bo pozwolił lirze na osłabienie, a Chavez w 2003r usztywnił kurs boliwara do dolara. To jest powód kryzysu w Wenezueli, jak zresztą praktycznie wszystkich kryzysów walutowych, ponieważ osłabienie waluty to jedyny mechanizm rynkowy pozwalający obniżyć wynagrodzenia gdy gospodarka staje się niekonkurencyjna.
eresz1 odpowiada silvio_gesell
Potencjalny kryzys w Turcji to typowy kryzys walutowy trzeciej generacji wywołany nadmiernym zadłużaniem się krajowych przedsiębiorstw w walutach obcych.
silvio_gesell odpowiada eresz1
Dokładnie. A to z kolei jest spowodowane wysokimi stopami dla kredytów w lirze z powodu wysokiego przyrostu naturalnego i nasilonej emigracji. Moim zdaniem Turcją jednak wyjdzie z tego obronną ręką, a nawet zaryzykuję, że jest to przyszła potęga gospodarcza.
silvio_gesell odpowiada silvio_gesell
...Miało być imigracji a nie emigracji.
sel
Ta prawa ręka i wąsik na środku też coś mówią?
ajwaj
No i OK :)
Przyjaciele tureccy moga sobie cós tam odmówic, dla nich wolnosc i suwerennosc jest b. wazna.
Sultan Redzep Erdogan dba o godnosc narodu (nazywanego wczesniej czyscicielami zanieczystosci europejskich).
Pokonal zamach stanu "demokracji" kompradora Gulena z USA, sterowanego deep state.
W odróznieniu
No i OK :)
Przyjaciele tureccy moga sobie cós tam odmówic, dla nich wolnosc i suwerennosc jest b. wazna.
Sultan Redzep Erdogan dba o godnosc narodu (nazywanego wczesniej czyscicielami zanieczystosci europejskich).
Pokonal zamach stanu "demokracji" kompradora Gulena z USA, sterowanego deep state.
W odróznieniu od malejacej liczby panstw zarazonych sektami, maso-lozami kompradorskimi w Europie jak PL-UKR, moga sobie pozwolic na dowolny wybór partnerów np. handlowych (Rosja, Chiny itd.), broni (S-400 tansze, skuteczniejsze od atrap PATYJOT i bez klucza u Jankesów), twarde pozycje w rozmowach z wszystkimi itp itd.
A ze sankcje za S-400 beda ? Dadza rade :)
eresz1
Wolność i suwerenność od kogo? Bo chyba nie od własnego rządu?

Powiązane: Polityka

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki