REKLAMA
DZIEŃ START-UPÓW

Sąd: blogerka zniesławiła b. ministra skarbu pisząc o nim "zabójca"

2016-11-23 15:42
publikacja
2016-11-23 15:42

Krakowski sąd uznał w środę, że blogerka Renata R.-K. zniesławiła byłego ministra skarbu Dawida Jackiewicza, pisząc w internecie jakoby był zabójcą i dopuścił się "zabójstwa z zimną krwią" mężczyzny, który zaatakował rodzinę Jackiewicza.

fot. Tomasz Adamowicz / / FORUM

W wyroku wydanym po procesie karnym o zniesławienie sąd uznał, że blogerka podawała nieprawdę i naruszyła dobra osobiste polityka PiS, przekraczając granice dozwolonej krytyki i co najmniej godząc się na to, że jej słowa mogą go narazić na utratę zaufania niezbędnego do sprawowania mandatu posła na Sejm. Z tego powodu ukarał oskarżoną grzywną w wysokości 1 tys. zł, obciążył ją kosztami procesu w wysokości blisko 5 tys. zł i zarządził podanie wyroku do publicznej wiadomości. Orzeczenie jest nieprawomocne; obrońca blogerki zapowiedział apelację.

Prywatny akt oskarżenia przeciw kobiecie wniósł Dawid Jackiewicz, do września minister skarbu w rządzie Beaty Szydło. Był to już drugi proces w tej sprawie. W pierwszym krakowski sąd uniewinnił oskarżoną, wskazując m.in., iż broniła społecznie uzasadnionego interesu, i nie ma podstaw do przyjęcia, że miała zamiar pomówić posła. W wyniku apelacji wyrok został uchylony i sprawa trafiła do ponownego rozpoznania w celu ustalenia, jakie intencje kierowały autorką wpisu.

Sprawa dotyczy wydarzeń z 2006 r. we Wrocławiu, kiedy zaalarmowany telefonicznie Dawid Jackiewicz (wówczas poseł na Sejm) ruszył na pomoc żonie z synem, atakowanym przez pijanego mężczyznę. Po przybyciu na miejsce ataku Jackiewicz miał zobaczyć napastnika na pętli autobusowej. Jak twierdził, w pewnym momencie mężczyzna się na niego zamachnął, a wtedy on go "odepchnął", zaś napastnik upadł głową na twarde podłoże. Po kilku dniach zmarł w wyniku obrażeń doznanych po upadku.

Przybyła na miejsce policja nie zatrzymała Jackiewicza, który okazał legitymację poselską. Śledztwo w sprawie spowodowania obrażeń u mężczyzny zostało umorzone, ponieważ prokuratura uznała, że polityk działał w granicach obrony koniecznej. Decyzję tę utrzymał sąd po zaskarżeniu jej przez rodzinę ofiary.

W kwietniu 2012 r. kobieta opublikowała na swym blogu w internecie felieton, w którym m.in. zaapelowała do prokuratora generalnego o wyjaśnienie sprawy, przywołując inne sprawy wymagające - jej zdaniem - wyjaśnień, np. sprawę śmierci Barbary Blidy, Krzysztofa Olewnika czy szefa polskiej policji gen. Marka Papały. Pisząc o sprawie Jackiewicza uznała ona, że "zabił człowieka rzekomo w obronie własnej, jak jednoosobowo stwierdziła jakaś ówczesna prokurator, chroniąc świadomie i celowo Jackiewicza przed zbadaniem sprawy przez niezawisły sąd"; że "zabił z zimną krwią", "bestialsko".

Na tej podstawie Jackiewicz oskarżył ją o to, że umieszczając w środkach masowego przekazu zniesławiający i poniżający go wpis, naraziła go na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania mandatu posła na Sejm RP.

"Twierdzenia oskarżonej są dla mnie bardzo krzywdzące i nie mają potwierdzenia w rzeczywistości" mówił Jackiewicz na poprzedniej rozprawie przesłuchiwany jako oskarżyciel prywatny. "Najwyższą wartością dla polityka jest jego dobre imię i wiarygodność" podkreślał wskazując, że "działania oskarżonej prowadzą do wyeliminowania go z życia publicznego". "Dlatego w takich sytuacjach jak te, a było ich już wiele, będę wstępował na drogę sądową" podkreślił. Zapewniał także, że zdarzenia opisane przez oskarżoną są w istocie jedną z największych traum w jego życiu i wielkim nieszczęściem, a zostało ono spowodowane przez agresję pijanego człowieka, który dwukrotnie atakował jego żonę i dziecko chcąc wyrządzić im krzywdę.

"Działałem w warunkach obrony koniecznej i broniłem swojej żony i syna" podkreślał, wskazując, iż na skutek zażalenia rodziny ofiary sprawę umorzenia oceniał także sąd, utrzymując w mocy decyzję prokuratury. "Robię to także dla moich dzieci, aby już nikt nigdy nie nazywał mnie zabójcą" dodał Jackiewicz.

Obrońca oskarżonej mec. Maciej Burda wskazywał, że decyzja o umorzeniu jest w najwyższym stopniu wątpliwa, bo między atakiem na rodzinę posła a jego przyjazdem upłynęło zbyt dużo czasu i nie można mówić o obronie koniecznej. Dlatego oskarżona miała prawo o tym napisać - nie po to, by pognębić oskarżonego, ale po to, by zwrócić uwagę na problem społeczny - mówił obrońca. Jak dodawał, blogerka posługiwała się formą felietonu, która uprawnia do ostrych sformułowań, a jej publikacja miała charakter interwencyjny. "Proszę o uniewinnienie. Nie znam pana Jackiewicza, nie interesuje mnie jego życie prywatne, chciałam jedynie zwrócić uwagę, że ta sprawa powinna być rozpoznana przez sąd, a nie umorzona decyzją prokuratora" mówiła w ostatnim słowie oskarżona, która nie stawiła się w środę na ogłoszenie wyroku.

W wyroku skazującym kobietę sąd uznał, że sprawę należy ocenić poprzez zweryfikowanie faktów. Jak wskazał sąd, Dawid Jackiewicz nigdy nie został skazany prawomocnie za zabójstwo, nigdy nie postawiono mu takich zarzutów; śledztwo toczyło się "w sprawie" nieumyślnego spowodowania obrażeń i zostało umorzone z powodu niestwierdzenia przestępstwa i przyjęcia działania w obronie koniecznej; postanowienie prokuratury podlegało ocenie przez sąd, który utrzymał je w mocy - oskarżona podawała więc nieprawdę i ponosi winę za naruszenie dóbr osobistych polityka, bo nawet prawo do swobodnego wyrażania poglądów i krytyki jest ograniczone dobrami osobistymi innych osób. "Prawo do krytyki nie może prowadzić do zniesławienia" podkreślił sąd. Zwrócił uwagę, że oskarżona, która od lat komentuje życie polityczne, "co najmniej godziła się na to, że jej wypowiedzi zawierają zarzuty zniesławiające i mogą narazić polityka na utratę zaufania publicznego".

Zadowolenie z wyroku wyrażał w rozmowie z dziennikarzami Dawid Jackiewicz. "Uważam, że krytyka formułowana pod adresem polityków jest oczywiście dopuszczalna, jestem na to przygotowany i w pełni świadomy tego ryzyka, jakie występuje przy uprawianiu zawodu polityka, ale posługiwanie się oszczerstwem, kłamstwem jest niedopuszczalne" mówił. Wyraził też przekonanie, że decyzja sądu "będzie też pewnego rodzaju przestrogą dla innych internautów, którzy w sposób dosyć niefrasobliwy posługują się krytyka wykraczającą poza dopuszczalne granice i traktują to jako narzędzie uprawiania polityki".

Złożenie apelacji od wyroku zapowiedział obrońca oskarżonej blogerki mec. Maciej Burda. "Moja klientka została uznana za winną tego, że użyła określenia +zabójca+ do osoby, która nieumyślnie pozbawiła życia działając w obronie koniecznej. Jeśli ten wyrok byłby słuszny, to każdy dziennikarz, który w stosunku do sprawcy wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym użyje określenia +zabójca na drodze+ popełnia przestępstwo i podlega odpowiedzialności karnej. Wolałbym, aby taka zasada została zweryfikowana w postępowaniu odwoławczym" powiedział mec. Burda. (PAP)

hp/ wkt/

Źródło:PAP
Tematy
Nawet 360 zł z Kontem 360° w Banku Millennium

Nawet 360 zł z Kontem 360° w Banku Millennium

Komentarze (4)

dodaj komentarz
~silvio_gesell
Co za bzdura, jakby ludzie nie wiedzieli co znaczy possł i blogerka. Słowo przeciw słowu.
~Anzelm
Wyglada na to , ze najwiecej obroncow u nas maja zbiry i bandziory ! Jesli zas zaczynasz sie bronic - to uwazaj bracie - czekaja cie problemy !
A ta kara zapomowienia 1 tys. zlotych - toz to smiech pusty !
~Jac
Z Gazety Wrocławskiej:
"Dramat zaczął się autobusie, którym jechała żona pana posła z synem. Obcy mężczyzna miał zaczepiać chłopca w bardzo nieprzyjemny sposób. Żona posła wysiadła z autobusu koło sklepu Piotr i Paweł przy ul. Świeradowskiej. Niedługo potem na przystanku pojawił się sam Jackiewicz.
Z Gazety Wrocławskiej:
"Dramat zaczął się autobusie, którym jechała żona pana posła z synem. Obcy mężczyzna miał zaczepiać chłopca w bardzo nieprzyjemny sposób. Żona posła wysiadła z autobusu koło sklepu Piotr i Paweł przy ul. Świeradowskiej. Niedługo potem na przystanku pojawił się sam Jackiewicz. A zaczepiający chłopca człowiek zniknął. Chwilę później, gdy poseł z rodziną wracał do domu, jego żona zobaczyła w mijanym autobusie kogoś, kto jej zdaniem był napastnikiem. Autobus stał na pętli przy Świeradowskiej. Poseł wszedł do środka, poprosił kierowcę o wezwanie policji i zamknięcie drzwi. Tak, by mężczyzna nie mógł wyjść. Ten jedna zdążył wybiec z autobusu. W ocenie Jackiewicza, szedł w stronę samochodu, w którym byli syn i żona posła. Jackiewicz wysiadł więc z autobusu i zagrodził drogę mężczyźnie.

Czytaj więcej: http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/9072996,dawid-jackiewicz-tragiczna-historia-sprzed-lat,id,t.html"
~asdf odpowiada ~Jac
Bawił się w szeryfa i fakty są takie, że zabił człowieka. Czy powinno się skazać za pomówienie Jarosława Kaczyńskiego, skoro mówi, że brat "poległ", skoro nie udowodniono winy Tuskowi i Putinowi?

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki