Przy braku istotnych publikacji makroekonomicznych i wyników spółek trzy główne nowojorskie indeksy wspięły się na nowe historyczne szczyty. Ekstremalnie przewartościowane akcje stały się jeszcze droższe i mało kogo to martwi.


Oczekiwania na pierwszą od niemal dwóch lat korektę na Wall Street znów okazały się płonne. „Bezspadkowie” na nowojorskich parkietach trwa zatem w najlepsze – ostatnie istotne spadki odnotowano w styczniu 2016 roku. Od tego czasu niedługo upłyną dwa lata.
Wtorkowa sesja należała do tych z gatunku „nudne wybitnie”. Indeksy otworzyły się ze sporą luką i na rekordowo wysokich poziomach utrzymały się bez większych zmian do końca dnia. Dow Jones urósł o 0,69%, a S&P500 zyskał 0,65% i zatrzymał się tuż poniżej granicy 2.600 pkt. Najlepiej spisywał się tegoroczny lider: zwyżki akcji spółek technologicznych sprawiły, że Nasdaq poszedł w górę o 1,06%.
Od początku roku S&P500 wzrósł o przeszło 16%, Dow Jones o 19,3%, a Nasdaq aż o 27,4%. Oznacza to, że ceny akcji rosną szybciej od przypadających nań zysków spółek. Rosną zatem i tak już bardzo wysokie wskaźniki c/z. Indeks S&P500 wyceniany jest na blisko 25-krotność przypadajacych nań zysków spółek za ostatnie cztery kwartały. C/Z liczone na bazie oczekiwanych wyników zbliża się do 19,4, co jest wynikiem sporo wyższym niż w szczycie poprzedniej hossy.
Wraz z cenami akcji szybko rosną rynkowe krótkoterminowe stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych. Rentowność 2-letnich obligacji skarbowych USA sięgnęła dziś 1,78%, co jest wartością najwyższą od 2008 roku. Dolarowy trzymiesięczny Libor wspiął się na poziom 1,42% - najwyżej od stycznia 2009 roku. To wciąż wartości nominalnie śmiesznie niskie, lecz przecież jeszcze dwa lata temu Libor 3M USD wynosił zaledwie 0,33%.

Krzysztof Kolany
































































