Siłą rozpędu rynek kredytów hipotecznych zdołał w marcu osiągnąć wyniki wyższe niż rok wcześniej. W przypadku pozostałych typów finansowania odnotowano dwucyfrowe spadki, informuje Biuro Informacji Kredytowej.
Miniony miesiąc można analizować jak dwa odrębne okresy, podkreśla Biuro Informacji Kredytowej w najnowszej edycji analizy rynku. Pierwsza połowa marca 2020 r. to etap „przedpandemiczny”, gdy kredytodawcy działali jeszcze na „pełnych obrotach”. Ostatnie dwa tygodnie to z kolei okres ograniczenia działalności operacyjnej banków w wyniku pandemii.
Procesy związane z udzielaniem kredytów hipotecznych są rozciągnięte w czasie – od złożenia wniosku do sfinalizowania umowy minąć mogą nawet dwa miesiące. Wyniki sprzedaży odnotowane w marcu to zatem efekt zainteresowania finansowaniem zgłaszanego na początku roku. W marcu 2020 r. banki i SKOK-i udzieliły kredytów mieszkaniowych na kwotę o 17,6 proc. wyższą niż rok wcześniej, a liczba podpisanych umów była wyższa o 4,1 proc.
„Dodatnia dynamika wartościowa nadal wynika głównie ze struktury udzielanych kredytów - w okresie styczeń-marzec 2020 r. już 72,8 proc. wartości udzielonych kredytów dotyczyło przedziału kwotowego powyżej 250 tys. zł” – wskazano w analizie BIK.
Obecnie mamy jednak efekt „czarnego łabędzia” – pandemię koronawirusa i lokckdown, który może bardzo negatywnie wpłynąć na rynek kredytów mieszkaniowych. Trudno obecnie wnioskować, jak będzie on duży. Ujemny marcowy Indeks Popytu na poziomie -3,1% sygnalizuje ograniczenie popytu, jednak liczba zapytań o wnioskodawców z pierwszych tygodni kwietnia napawa już lekkim optymizmem. (…) Wpływ na wynik sprzedażowy będą miały ponadto ograniczenia w instytucjach kredytowych w związku z pracą zdalną części pracowników, które mogą wydłużyć proces udzielania kredytu mieszkaniowego, co w konsekwencji może ograniczyć liczbę udzielanych kredytów – prognozuje prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.

Załamanie w kredytach konsumpcyjnych
Zupełnie inaczej prezentowała się sytuacja w przypadku kredytów konsumpcyjnych, limitach kredytowych i kartach kredytowych. Produkty te mają krótszy cykl procesowania wniosków i efekty spadku sprzedaży widoczne są niemal natychmiast.
W marcu 2020 r., w porównaniu z marcem 2019 r., wartość udzielonych kredytów w kartach spadła o 47,6 proc., w kredytach konsumpcyjnych o 30,7 proc., a w limitach – o 25,8 proc. Dwucyfrowe spadki odnotowano także pod względem liczby umów – odpowiednio o 50,1 proc., 24,9 proc. i 39,2 proc.
„Co ciekawe, bardzo niska ujemna dynamika dotyczyła kredytów konsumpcyjnych z przedziału niskokwotowego do 1 tys. zł: liczbowo (-0,5 proc.) oraz (-0,6 proc.) wartościowo. Kredyty te są dużo bardziej bezpieczne od wysokokwotowych. Inny jest też ich charakter, służą uzupełnieniu bieżącego budżetu domowego, zaś wysokokwotowe nabywaniu dóbr konsumpcyjnych trwałego użytku, jak np. samochodów, sprzętu RTV/AGD, innej elektroniki czy mebli, z zakupu których można zrezygnować zarówno z uwagi na panującą niepewność, jak i brak możliwości ich nabycia w tradycyjnej, stacjonarnej formie” – komentuje analityk BIK.
Kredyty „ratujące płynność” sprzedawały się zatem stosunkowo dobrze nawet w okresie „epidemicznym”, a hamowanie widoczne w marcowych danych dotknęło przede wszystkim zobowiązań na wyższe kwoty.
Biuro Informacji Kredytowej wskazuje, że jest jeszcze zbyt wcześnie, by ocenić wpływ ostatnich wydarzeń na jakość portfela kredytowego. Większe opóźnienia w spłatach ujawnią się w bazach biura w czerwcu, gdy odnotowane zostaną zaległości przekraczające 90 dni.
MK



























































