Interwencja walutowa Banku Rosji zatrzymała spadek notowań rubla, który w środę odnotował nowe rekordy słabości względem euro i dolara. Amerykańska waluta kosztowała już niemal 55 rubli, czyli o 62% więcej niż na początku roku.


Nagły spadek kursu dolara na moskiewskiej giełdzie zaobserwowano tuż przed 11:00 czasu polskiego. Handlujący walutami nie mieli wątpliwości, że był to efekt interwencji Banku Rosji. „Bank centralny interweniuje w tym momencie” – powiedział agencji Dow Jones Newswires Pavel Demeshchik z moskiewskiego oddziału ING.

To nie pierwsza interwencja w tym tygodniu. Z oficjalnych danych wiadomo, że w poniedziałek Bank Rosji wydał 700 mln dolarów na obronę kursu rubla. Nieoficjalnie mówi się, że środkowa interwencja kosztowała od 600 mln do miliarda dolarów. Od początku roku rezerwy walutowe Rosji zmalały o ok. 90 mld USD. Póki co rezultaty tych działań są mizerne: rubel słabnie w zastraszającym tempie za sprawą gwałtownego spadku cen ropy naftowej, zachodnich sankcji oraz ucieczki kapitału z Rosji.
Katalizatorem środowej przeceny rubla były dane Markit Economics i HSBC. Wskaźnik aktywności w rosyjskim sektorze usług spadł w listopadzie do 44,5 punktów, co jest najniższym odczytem od maja 2009 roku. To potwierdzenie obaw, że rosyjska gospodarka pogrąży się w recesji połączonej z bardzo wysoką inflacją.
Po publikacji tych danych kurs dolara podskoczył do rekordowych 54,87 rubli. Po południu notowania „zielonego” obniżyły się do 52,99 rubli. Za euro płacono 65,34 rubli wobec rekordowych 67,90 rubli odnotowanych w środę rano.
Jest to piąta sesja z rzędu, kiedy rubel ustanawia nowe rekordy słabości. Na rynku już pojawiają się analogie z rokiem 1998, gdy równie silna przecena ropy doprowadziła do bankructwa Rosji i dewaluacji rubla.



























































