Utrzymująca się blokada Cieśniny Ormuz ponownie ekspediowała ceny ropy Brent powyżej stu dolarów za bryłkę. Inwestorzy z Wall Street są coraz bardziej zniecierpliwieni wojną z Iranem i w czwartek zdecydowanie przecenili amerykańskie akcje oraz obligacje skarbowe.


Nastały takie czasy, że świat finansów zaczyna i kończy dzień od spojrzenia na ceny ropy naftowej. A ta w czwartek podrożała o blisko 10% i w przypadku Brenta znów kosztuje ponad 100 USD za baryłkę. To psychologiczna granica bólu, której przekroczenie wystawia globalną gospodarkę na ryzyko recesji lub stagflacji. Tym bardziej, że nadal nic nie wyszło z zapowiedzi konwojowania tankowców przez US Navy, która miała odmówić armatorom ochrony w Cieśninie Ormuz.
A wszystko z powodu irańskiej blokady Cieśniny Ormuz. Do pięciu wzrosła liczba statków handlowych zaatakowanych w pobliżu cieśniny. Ruch przez Ormuz praktycznie zamarł (pływają nią w zasadzie tylko tankowce z irańską ropą), co pozbawia świat ok. 15% wydobycia ropy naftowej. Oliwy do ognia dodał sam Donald Trump. Prezydent USA napisał, że „gdy ceny ropy rosną, zarabiamy dużo pieniędzy”. Tylko że owe „my” dotyczy amerykańskich nafciarzy, a nie amerykańskich konsumentów, którzy płacą coraz więcej za drożejące paliwa.
W takich okolicznościach trudno się dziwić, że czwartkowa sesja na Wall Street zakończyła się zdecydowanymi spadkami. Dow Jones oddał 1,56% i zatrzymał się na poziomie 46 677,85 pkt., wyznaczając najniższy kurs zamknięcia od listopada. Tak samo jak indeks S&P500, który poszedł w dół o 1,52% i finiszował z wynikiem 6 672,62 pkt. Nasdaq Coposite po spadku o 1,78% zatrzymał się na poziomie 22 311,98 pkt. Indeks zmienności VIX podskoczył o prawie 12%, do 27,06 pkt.

Na czerwono świeciły się prawie wszystkie sektory amerykańskiego rynku akcji. Wśród 500 największych spółek rosły jedynie notowania nielicznych firm technologicznych, akcje najtańszych sieci handlowych (Wal Mart i Costco) czy producentów podstawowych dóbr konsumenckich , jak również walory firm naftowych (Exxon i Chevron) i spółek użyteczności publicznej.
Ale najciekawsze jest to, że taniały także obligacje emitowane przez rząd USA. Rentowność 10-letnich Treasuries podniosła się do 4,26% i sięgnęła najwyższego poziomu od przeszło miesiąca. Dochodowość 2-letnich obligacji rządu USA sięgnęła 3,75% i była najwyższa od sierpnia. Sugeruje to, że rynek długu (czyli ten większy i „mądrzejszy” od rynku akcji) powoli traci nadzieje na jakiekolwiek dalsze obniżki stóp procentowych w Rezerwie Federalnej.
Wprawdzie rynek terminowy na 60% wycenia jedno 25-punktowe cięcie do końca 2026 roku, ale to wyraźnie mniej niż przed izraelsko-amerykańską napaścią na Iran. Powoli coraz bardziej realny stacje się scenariusz stagflacyjny, w którym podwyższonej inflacji i nieobniżonym stopom procentowym towarzyszy marazm w gospodarce i rosnące bezrobocie. To jeden z najgorszych scenariuszy dla rynków akcji.
Dodatkowo pojawiły się nowe ostrzeżenia przed narastającym kryzysem na rynku długu prywatnego. Szwajcarska firma private equity Partners Group ostrzegła, że w najbliższych latach stopa niewypłacalności w tym sektorze rynku kredytowego może ulec podwojeniu. To nie pierwszy tego typu raport przestrzegający przed falą plajt na rynku o kapitalizacji przeszło dwóch bilionów dolarów.



























































