Notowania ropy Brent zbliżyły się na zaledwie kilka centów do granicy 50 dolarów za baryłkę. Oznacza to niemal dwukrotny wzrost ceny tego strategicznego surowca w cztery miesiące. Pretekstem były najnowsze dane o spadku zapasów w Stanach Zjednoczonych.


W środę wieczorem za baryłkę europejskiej ropy Brent trzeba było zapłacić 49,82 USD, czyli o 1,7% więcej niż wczoraj. W trakcie dnia notowania Brenta sięgnęły nawet 49,95 USD za baryłkę, osiągając najwyższy poziom od listopada 2015 roku. Jeszcze w styczniu kurs ropy dołował na poziomie 27 USD, osiągając przeszło 12-letnie minimum.
Amerykańska ropa Crude była notowana po cenie 49,64 USD za baryłkę, a zatem o 1,1% wyżej niż we wtorek i o 90% wyżej niż w lutym.
Niektórzy komentatorzy twierdzą, że za środową zwyżką notowań „czarnego złota” stały cotygodniowe dane o amerykańskich zapasach paliw. Departament Energii (EIA) podał, że komercyjne rezerwy ropy naftowej w USA zmalały aż o 4,2 mln baryłek, czyli przeszło dwukrotnie mocniej niż 1,7 mln baryłek prognozowane przez analityków.
Tyle że po pierwsze, bezpośrednio po publikacji raportu EIA ropa zaczęła tanieć i dopiero wieczorna część handlu przyniosła wzrosty. Po drugie, amerykańskie zapasy ropy wynoszące obecnie 537 mln baryłek są na absolutnie rekordowych poziomach – aż do 2015 roku komercyjne rezerwy w USA nigdy nie przekroczyły 400 mln baryłek.

Po trzecie, środowy raport EIA raczej nie stanowił zaskoczenia po tym, jak we wtorek analogiczne dane przedstawiła branżowa organizacja API. Raport API pokazał spadek zapasów o 5,1 mln baryłek, czyli nawet więcej niż EIA.


























































