„Jestem pewien, że twoi rodzice nigdy nie spodziewaliby się, że wychowają syna, który zniszczy rynek mieszkaniowy najbogatszego kraju na świecie” – taki żart znalazł się wśród opublikowanych właśnie zapisów rozmów pracowników Royal Bank of Scotland. Bankowcy doskonale zdawali sobie sprawę, że biorą udział w procederze, który może wywołać kryzys gospodarczy, ale nie przeszkadzało im to martwić się przede wszystkim o zarobek.
Royal Bank of Scotland był przed 2008 rokiem jednym z najbardziej aktywnych graczy na rynku RMBS (residential mortgage-backed securities), papierów wartościowych zabezpieczonych wpływami z kredytów hipotecznych. Bank „opakowywał” udzielone w USA hipoteki i sprzedawał je różnego typu inwestorom. Jak wynika z ujawnionych właśnie zapisów rozmów i e-mali pracowników banku, byli oni świadomi, że sprzedawali toksyczne aktywa.
Wewnętrzne informacje datowane na lata 2005-08 opublikowano w ramach ugody zawartej pomiędzy amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości a bankiem. RBS, który został uratowany ze środków brytyjskich podatników (co pochłonęło 45 mld funtów) i gdzie nadal większościowym akcjonariuszem jest państwo, będzie zmuszony zapłacić niemal 5 mld dolarów. Wcześniej bank szacował, że kara może sięgnąć nawet 20 mld dolarów.
Fragmenty bulwersujących rozmów opublikował m.in. „The Guardian” oraz „The Telegraph”. Ich treść wskazuje, że bankowcy z premedytacją i pełną świadomością potencjalnych skutków wypychali na rynek niewiele warte papiery.
"Totalne pieprzone śmieci"
Jeden z wyższych rangą pracowników banku w USA określił w wiadomości produkty MBS jako papiery zabezpieczone „totalnym pieprzonym śmieciem” – kredytami, gdzie „oszustwa są powszechne”. Dodał również, że „kredyty są zamaskowane tak, żeby wyglądać mniej więcej OK… w plikach danych”.

Pracownicy RBS byli świadomi, że kredyty hipoteczne, na bazie których emitowano później papiery wartościowe, często udzielane były z pominięciem jakichkolwiek standardów oceny ryzyka. W 2007 r. bankowiec odpowiedzialny za pion kredytowy w Stanach Zjednoczonych napisał do kolegi: „Nie można mieć takiego poziomu opóźnień w spłacie bez udziału różnego rodzaju szumowin. To jak zorganizowana przestępczość. Biorą w tym udział pośrednicy kredytowi i wielu złych ludzi, który powiedzieli sobie »Hej, proces sprzedaży hipotek ma poważne dziury. Możemy to wykorzystać«. Wszyscy to mają gdzieś”.
Departament Sprawiedliwości zwrócił uwagę, że RBS bardzo niefrasobliwie podchodził do badania jakości „pakowanych” do MBS aktywów. Bank obawiał się, że ostrzejsze procedury mogą sprawić, że inne banki przejmą większy udział w rynku. W jednej z rozmów analityk banku mówi wprost, że proces due dillgence to „kompletna bzdura”. Gdy ostatecznie wprowadzono dokładniejszą kontrolę jeden z wysoko postawionych bankowców narzekał w e-mailu – „O Boże! Czy nikt tutaj już nie chce, żebyśmy zarabiali pieniądze?”.
Z biegiem czasu stawało się oczywiste, że praktyki banków mogą doprowadzić do poważnego kryzysu. Nie przeszkadzało to traderom RBS żartować sobie ze swojej roli. W jednej z rozmów telefonicznych pracownik banku na uwagę - „Jestem pewien, że twoi rodzice nigdy nie spodziewaliby się, że wychowają syna, który zniszczy rynek mieszkaniowy najbogatszego kraju na świecie”, odpowiedział – „Bardziej pasuje mi »poważnie uszkodzi«”.
Obecne władze banku wyraźnie odcinają się od przeszłości, zwracając uwagę, że sprawa dotyczy wydarzeń sprzed ponad dekady. Zawarcie ugody sprawi, że Royal Bank of Scotland po raz pierwszy od dekady będzie mógł wypłacić dywidendę. Z 240 mln funtów 149 mln trafi do brytyjskiego skarbu państwa.
































































