REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Psycholog: Mimo rozwoju epidemii Polacy wykazują nierealistyczny optymizm

2020-08-07 07:08
publikacja
2020-08-07 07:08
Dodaj Bankier.pl w Google

Wobec perspektywy drugiej fali epidemii, zamiast lęku i niepokoju wielu ludzi w Polsce wykazuje nierealistyczny optymizm: uważają, że nic im się osobiście się nic nie stanie - ocenia psycholog, dr hab. Wojciech Kulesza. Jego zdaniem dużo zdrowszy byłby jednak "nierealistyczny pesymizm".

Psycholog: Mimo rozwoju epidemii Polacy wykazują nierealistyczny optymizm
Psycholog: Mimo rozwoju epidemii Polacy wykazują nierealistyczny optymizm
fot. Ambasada Studio / / Shutterstock

Pierwsze przypadki zakażeń ludzi koronawirusem SARS-CoV-2 odnotowano w grudniu 2019 r. w chińskim mieście Wuhan. W ciągu kilku miesięcy wirus w zasadzie opanował Ziemię. Według danych WHO do końca lipca 2020 na całym świecie koronawirusem zakaziło się ponad 16,7 mln osób, spośród których ponad 661 tys. zmarło. Zdaniem wielu ekspertów ludzie nie powinni czuć się bezpieczni do momentu pojawienia się na rynku szczepionki bądź skutecznych leków.

Odnosząc się do reakcji na epidemię i związanych z nią perspektyw prof. dr hab. Wojciech Kulesza z Katedry Psychologii Społecznej i Osobowości Uniwersytetu SWPS ocenił, że Polacy są zbyt optymistyczni i nie doceniają zagrożeń dotyczących zdrowia. "W psychologii nazywa się to nierealistycznym optymizmem. Uważamy, że nam osobiście się nic nie stanie, a coś złego najwyżej spotka innych ludzi z naszego otoczenia" - tłumaczy.

Prof. Kulesza zaznacza, że nierealistyczny optymizm stanowi szerszy fenomen i występuje wszędzie na świecie.

Przypomniał też zgoła odmienną, powszechną reakcję Polaków wobec innego, masowego zagrożenia - po wybuchu reaktora w Czarnobylu w roku 1986. "Prof. Dariusz Doliński, obecnie - z Uniwersytetu SWPS, odkrył wówczas u ludzi nierealistyczny pesymizm. Ludzie byli wtedy przekonani, że to raczej oni zachorują, a nie inni" - przypomniał.

Wakacje na giełdzie

Zapytany o to, czy większy lęk przed chorobą lub śmiercią z powodu COVID-19 pozwoliłby lepiej chronić zdrowie - zasugerował: "Lęk może nie, ale wskazany byłby realizm, a jak się nie da, to nierealistyczny pesymizm - czyli myślenie, że to przede wszystkim my możemy zachorować. Badania pokazują, że po eksplozji w Czarnobylu tak myślący ludzie częściej pili płyn Lugola, powstrzymywali się od picia mleka, kupowania nowalijek i stosowali inne zapobiegawcze działania, które mogły uratować im życie. Kiedy ktoś jest nierealistycznym optymistą - to trochę tak, jakby jeździł samochodem bez zapinania pasów, uważając, że jest świetnym kierowcą i nic mu się nie stanie. Nierealistyczny pesymizm jest dużo zdrowszy".

Jeśli chodzi o podejście realistyczne, to - zdaniem psychologa - jest o nie w społeczeństwie najtrudniej. "Zwykle każdy ma jakieś skrzywienie w postrzeganiu rzeczywistości. Warto więc przynajmniej redukować nadmierny optymizm" - podkreślił.

Podczas kolejnych miesięcy epidemii liczba zakażeń czy zgonów z powodu COVID-19 w Polsce była wyraźnie niższa, niż w najbardziej poszkodowanych europejskich krajach, np. Włoszech, Niemczech czy Wielkiej Brytanii.

"Myślenie 'może słusznie się nie boimy, bo nie było tak źle' - może się wśród Polaków pojawiać" - przyznaje prof. Kulesza. - "Nie mamy jednak żadnych podstaw, by twierdzić, że będzie dobrze".

Zdaniem profesora na obserwowane obecnie, stosunkowo spokojne nastawienie ludzi do epidemii wpływa m.in. proces zwany habituacją. "Przyzwyczajamy się do różnych bodźców. Boimy się przede wszystkim rzeczy nagłych, takich jak np. wybuch w elektrowni w Fukushimie. Także w Polsce pojawił się wtedy strach. Takie bodźce działają na człowieka silniej, niż obecne nieustannie. Przyzwyczajamy się na przykład do jazdy samochodem - nie czujemy już strachu mimo tego, że jest to czynność niebezpieczna. Pandemia jest z nami od dawna i lęk związany z nią już oswoiliśmy, nie zauważamy już tak bardzo" - mówi.

Psycholog z Uniwersytetu SWPS dodaje, że "nikomu na świecie się nie udało uniknąć kłopotów (związanych z epidemią - PAP), poza kilkoma krajami, takimi jak np. Nowa Zelandia, w których wyeliminowano te błędy, które widać u nas, czyli niespójne komunikaty ze strony władz czy brak autorytetów. Tam władze stosowały się do swoich nakazów" - zauważył.

Jak mówi psycholog, aby uzyskać realne podejście społeczeństwa do zagrożenia niezbędne są spójne komunikaty ze strony władz, informujące o rozwoju sytuacji. Tymczasem w Polsce "władza na przykład mówi, że trzeba nosić maseczki i zachować dystans społeczny, ale niektórzy jej przedstawiciele sami tego nie robią" - zauważył.

Podkreślił też, że w sprawę muszą zaangażować się autorytety, a ich przekazy muszą być czytelne. "W Polsce brakuje wypowiadających się, prawdziwych autorytetów - a te, które są, często pochodzą ze sfery rządowej. Np. prezydent mówiąc, że nie popiera powszechnych szczepień, przekazuje niebezpieczny komunikat sprzeczny z wiedzą medyczną co oddala od nas szansę zwalczenia obecnej pandemii".

O tym, że nie jest zwolennikiem jakichkolwiek szczepień obowiązkowych, prezydent Andrzej Duda mówił na początku lipca podczas debaty w Końskich, woj. świętokrzyskie, zapytany o szczepionkę na Covid-19. "Powiem państwu otwarcie: ja osobiście nigdy się nie zaszczepiłem na grypę, bo uważam, że nie" - powiedział wówczas. - "Miałem oczywiście różne szczepienia jako dziecko i później jako dorosły chłopak, ale na grypę się nigdy nie szczepiłem i nie chce się szczepić".

Prof. Kulesza zauważył też, że "władza może mieć skłonność do penalizowania różnych zachowań, np. z pomocą wysokich mandatów. Tymczasem dobra sytuacja to taka, w której ludzie chcą robić to, co właściwe". Jako pozytywny przykład dot. sposobu zapobiegania rozwojowi epidemii podaje on Nową Zelandię, której premier "tłumaczyła obywatelom, dlaczego coś ma być zrobione, odpowiadała na pytania i jednocześnie sama stosowała się do wprowadzanych zasad". (PAP)

Marek Matacz

mat/ zan/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (17)

dodaj komentarz
zenonn
Zapalenie płuc. "To jest jedna z najczęstszych przyczyn zgonów". Ponad trzysta tysięcy osób w Polsce w ciągu roku choruje na zapalenie płuc. W Polsce co roku z powodu zapalenia płuc umiera 12 tysięcy osób
Na HIV umiera mnóstwo, na żółtaczkę, owady kłują
Dlaczego TV nie melduje codziennie?


Grypą w przeszłości
Zapalenie płuc. "To jest jedna z najczęstszych przyczyn zgonów". Ponad trzysta tysięcy osób w Polsce w ciągu roku choruje na zapalenie płuc. W Polsce co roku z powodu zapalenia płuc umiera 12 tysięcy osób
Na HIV umiera mnóstwo, na żółtaczkę, owady kłują
Dlaczego TV nie melduje codziennie?


Grypą w przeszłości nikt się nie brandzlował.
Wiek temu amerykańska zwana hiszpanką miała dużo trupów.
Ptasia, świńska trupów miała mało.
Teraz jest świńska 2, trupów śladowe ilości.
Pandemia1 Korona idiot covidioten



zenonn
Aby pandemia1, COVID-19, SARS-CoV2 był nieszkodliwy musi mnóstwo ludzi zarazić się.
Kiedy się zarażać jak nie w lato, gdy powikłania najmniejsze?
Zimą będzie gorzej.
xiven
każdy ma wolną wole ocenić samodzielnie czy zagrożenie jest realne czy nie i na podstawie tego być optymistą lub pesymistą
samsza
Chłopi żyli w trudnych warunkach ekonomicznych od wieków, przychodziły okresy nawet kilkuletnie, że mordowano kogo popadnie. Na pewno jakieś geny przystosowawcze się uaktywniły i ta cecha jest przekazywana potomkom, a ujawnia się w czasie kryzysu.
Jak będziemy obrastać w tłuszcz i dezynfekować wszystko w otoczeniu, stracimy tę cechę.
marianpazdzioch
Takie znaki czasów. Po prostu jest dużo emerytów i innych socjaluchów zasiłkowych. Oni pieniądze dostaną na czas, i nic więcej ich nie obchodzi.
eveddd
w IIIRP (IVRP?) współczynnik samobójstw przekroczył 7000 osób w 2019 roku w czasie boomu gospodarczego (!!!). W tym może będzie to 8000 a może więcej. Na COVID zmarło 1500 osób, może do końca roku będzie to 3000. Jeżeli ludzi będzie się straszyć, to sporo tych balansujących na krawędzi się osunie w otchłań. Nie ma racjonalnego powodu w IIIRP (IVRP?) współczynnik samobójstw przekroczył 7000 osób w 2019 roku w czasie boomu gospodarczego (!!!). W tym może będzie to 8000 a może więcej. Na COVID zmarło 1500 osób, może do końca roku będzie to 3000. Jeżeli ludzi będzie się straszyć, to sporo tych balansujących na krawędzi się osunie w otchłań. Nie ma racjonalnego powodu by dążyć do tego scenariusza, chyba że jest się wyznawcą eko ideologii, że ludzi powinno być mniej (depopulacji)... Nazim zabrał 50 mln istnień, komunizm 200 mln, jest szansa że eko-decarbo-depopulacja zabierze 500 mln. Problem z ideologiami jest taki że ludzie stają się ich niewolnikami i są gotowi dla nich zabijać i ginąć. To w zasadzie religijne twory. Całe to szaleństwo ze szczepionkami, lockdownami jest w zasadzie quasi-religijną wojną i histerią.
secundus
Pan profesor nie widzi, że właśnie coraz więcej Polaków kieruje się realizmem. Widzą, że nie ma zgonów, że umierają osoby schorowane i starsze. Widzą jak "człowiek" będący ministrem zdrowia mówi, że maski nic nie dają, że sam nimi handluje. Na szczęście coraz większa liczba Polaków wykazuje rozsądek.
meryt
Wskaźniki ofiar śmiertelnych (%) według wieku
Meksyk na 3 czerwca[194]

3.3 0–9
0.6 10–19
1.2 20–29
2.9 30–39
7.5 40–49
15.0 50–59
25.3 60–69
33.7 70–79
40.3 80–89
40.6 90+

https://en.wikipedia.org/wiki/Coronavirus_disease_2019
zenonn odpowiada meryt
Jaka statystyka dla naszych sąsiadów: Niemiec, Szwecji, Białorusi?
ameba1
No to teraz dowiadujemy się, że jesteśmy zbyt dużymi optymistami. Gdyby rzeczony dr. hab. chwilę się zastanowił, to mógłby stwierdzić, że to dobrze. W końcu to stan naszego umysłu często wywołuje choroby. Zatem nie przejmowanie się wirusami i bycie na co dzień zadowolonym, to najlepsze lekarstwo.

Powiązane: Koronawirus w Polsce

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki