3,5 godz. dziennie trzeba poświęcić tylko na lekturę przepisów. Czas firm zjada też urzędowa korespondencja i czekanie na decyzje.


Z raportu firmy audytorsko-doradczej Grant Thornton wynika, że biurokracja w naszym kraju ciągle ma się dobrze, a wręcz coraz lepiej. — Każda nowa władza obiecuje rozprawienie się z dławiącą przedsiębiorczość biurokracją. Niestety, za każdym razem takie zapewnienia pozostają w sferze deklaracji. Obecna władza równieżobiecała ograniczenie biurokracji w ramach „dobrej zmiany”. Oby tym razem nie skończyło się na zapowiedziach — mówi Przemysław Polaczek, partner zarządzający w Grant Thorntonie. Wtóruje mu Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP.
— Poprzedni rząd nie spełnił obietnic ograniczania biurokratyzmu. Wręcz przeciwnie, doszło do zwiększenia władzy urzędników nad przedsiębiorcami. Apelujemy do obecnego rządu: nie idźcie tą drogą — mówi szef Pracodawców RP. Z raportu wynika, że biurokracja żywi się obszernym i niejasnym prawem podatkowym, nadmiarem sprawozdań, które firmy muszą przedstawiać urzędnikom, rosnącą górą przepisów gospodarczych i ich kiepską jakością oraz przewlekłością procedur administracyjnych.
Najwięcej dokumentów od przedsiębiorców żąda Narodowy Bank Polski (średnio 85 deklaracji). Na kolejnych miejscach są urzędy skarbowe (78) i GUS (77). Z roku na rok niczym kula śniegowa rośnie góra prawa gospodarczego. Obecnie rocznie tworzy się około 28 tys. stron maszynopisu nowych aktów prawnych (ustaw i rozporządzeń). W 2014 r. w Polsce weszło ich w życie 1,7 tys., kilkakrotnie więcej niż w Czechach czy Słowacji. Autorzy raportu zaznaczają, że nadprodukcja (inflacja) prawa pogarsza jego jakość oraz wartość dla obywateli i firm.
Czytaj więcej w dzisiejszym "Pulsie Biznesu"































































