W świadomości inwestorów bessa pozostawiła bardzo duże ślady, dlatego wielu z nich na tegoroczne wzrosty patrzyło bardzo nieufnie. Gdy na początku 2009 w podobnym podsumowaniu mijającego roku i prognozie na rok kolejny w artykule "Rynek akcji 2009: wzrosty na rynku niedźwiedzia" pisaliśmy "czekają nas wzrosty i to od samego początku roku, a w drugim półroczu pierwsze oznaki rynkowej odwilży po najgorszej bessie w historii naszej giełdy" sami nie spodziewaliśmy się aż takiej skali wzrostów.
Analitykom udało się przewidzieć kierunek, w którym podąży giełda, nie sprawdziły się jednak formułowane od połowy roku ostrzeżenia o zbliżającej się korekcie wzrostowego odbicia. Za najbliższą realizacji uznać można jedynie sytuację z przełomu czerwca i lipca, gdzie było bardzo blisko utworzenia się formacji głowy i ramion, której realizacja oznaczałaby poważny ruch korekcyjny. Tak się jednak nie stało i rynek powrócił do trendu wzrostowego.
To właśnie oczekiwania na poważną korektę są dziedzictwem po kończącym się 2009 r., które wnosimy w rok następny. Zdaniem wielu rynek za mocno wybiegł przed fundamenty i jeżeli twarde dane z gospodarki nie zaczną szybciej gonić uciekających wycen papierów wartościowych do poważniejszej korekty cen akcji w 2010 r. dojdzie. A pretekstów ku temu nie będzie brakować.
Dużym zagrożeniem dla obozu byków są kłopoty członków strefy euro. Obniżanie ratingów dla Grecji czy Hiszpanii to nie są problemy malutkich państw nadbałtyckich, które można po prostu zignorować. Dużym zagrożeniem dla wzrostów mogą też stać się podwyżki stóp procentowych w Stanach. Mimo, że można wierzyć że takie w 2010 r. nie nastąpią, to jednak sama obawa przed tym lub co gorsza zapowiedź ich podwyższenia może przyczynić się do większego tąpnięcia na rynku.
Jednak generalny klimat inwestycyjny jest nadal prowzrostowy. Patrząc na rynki pod kątem analizy technicznej w jej najbardziej klasycznym ujęciu nie da się nie zauważyć, że wszystkie istotne rynki akcji pozostają w trendzie wzrostowym. Wbrew powszechnej opinii, czym dłużej pozostajemy w tym trendzie, tym ryzyko jego zmiany się zmniejsza, a nie wzrasta. Przełamanie linii wsparcia będzie pierwszym sygnałem do zredukowania ekspozycji na rynku, ponieważ oczekiwania korekcyjnego ruchu są duże i pierwsza nadarzająca się okazja może zostać wykorzystana przez inwestorów do zamknięcia długoterminowych zyskownych pozycji i obserwowania dalszego rozwoju wypadków z boku.
Patrząc na rynek pod kątem fundamentalnym, wyceny znacznie wyprzedziły realne możliwości zarabiania pieniędzy przez spółki, jednak nastroje inwestorów dyskontują dalsze spodziewane poprawianie się sytuacji w realnej gospodarce. Trzeba jednak zaznaczyć, że w okresach dużej zmienności koniunktury, a w takim się obecnie znajdujemy, spoglądanie na rynek pod kątem spóźnionych nawet o kwartał wycen fundamentalnych może być mylące. Obiektywnie patrząc, mimo że akcje nie są już tanie, to jednak nie jest to faza hossy, w której w atmosferze zbiorowej euforii wyceny odrywają się od fundamentów, aby poszybować jeszcze wyżej.
Tutaj wchodzimy na grunt spojrzenia psychologicznego. Inwestorami rządzą dwie emocje: chciwość i strach. Chciwość - potrzeba maksymalizacji zysku doprowadzi rynek do stanu euforycznych zakupów, trzycyfrowych stóp zwrotu w skali rocznej i inwestowania w przyszłość tak daleką, że istniejącą tylko w fantazji managerów spółek. Ten okres formowania szczytów i najdynamiczniejszych wzrostów jest dopiero przed nami i nie będzie miał miejsca w 2010 r. Aktualna hossa jest młoda, a stan rynku daleki od okresów przesileń, związanych z odwróceniem długoterminowych trendów. Obecnie brakuje sił, którym mogłoby zależeć na spadkach i strachu, który kazałby inwestorom chronić już wypracowane zyski.
Zakres prognoz analityków na rok 2010 jest bardzo zachowawczy. Typują oni wzrosty w przedziale od 7 do 10 proc. (ankieta "Parkietu" wśród jedenastu domów maklerskich). Ten umiarkowany optymizm wynika głównie z faktu obawy o zakres spodziewanej korekty. Są jednak argumenty, które sprawiają że polski rynek akcji może w nadchodzącym roku zachowywać się lepiej niż średnia globalna.
Poprawiająca się sytuacja gospodarcza na świecie skłoni inwestorów do lokowania środków w bardziej ryzykowne klasy aktywów, a takimi są akcje z Europy Środkowo-Wschodniej, które obok azjatyckich w okresach stabilnej koniunktury są bardzo pożądanym towarem. Dodatkowo, kolejne duże oferty publiczne poprawią płynność rynku, a w konsekwencji przyciągną na GPW inwestorów zagranicznych, którzy powinni zainteresować się również innymi, już notowanymi aktywami. Powinno się tak stać, zwłaszcza wobec przejęcia przez Polskę roli lidera wzrostu gospodarczego w regionie.
Kolejnym, silnym impulsem wzrostowym będą pieniądze, które zaczną szerszym strumieniem napływać do funduszy inwestycyjnych. TFI w końcu mają dostęp do tego co najskuteczniej przyciąga klientów, czyli wysokich stóp zwrotu, którymi chwalić się będą w reklamach. Dalsze etapy hossy sfinansują więc mniej doświadczeni inwestorzy, którzy przegapili okazje inwestycyjne sprzed roku.
Podsumowując, wydaje się że mimo pewnych zagrożeń dla dalszych wzrostów, lista argumentów wspierających byki przeważa. Podobnie jak rok temu panuje konsensus co do kierunku w którym będziemy podążać i wydaje się, że również podobnie jak rok temu niedoceniana wydaje się siła rynku. Prognoza WIG20 na koniec 2010 r. powyżej 3000 pkt. choć obecnie może wydawać się przesadnym optymizmem, to jednak jest jak najbardziej prawdopodobna.
Jarosław Ryba / Bankier.pl
Blog Red/akcyjny
Kontakt e-mail
































































