Playmobil przegrywa rywalizację z Lego. Horst Brandstätter Group, właściciel marki, ogłosił radykalne cięcia. Kultowe figurki, które od pół wieku były dumą bawarskiego przemysłu, przestaną wyjeżdżać z zakładu w Dietenhofen.


Po miesiącach spekulacji i zaprzeczeń zarząd producenta słynnych klocków Playmobil oficjalnie potwierdził czarny scenariusz: produkcja w bawarskim zakładzie w Dietenhofen zostanie wygaszona do końca czerwca 2026 roku. O sprawie piszą bawarskie media, m.in. FLZ.de.
Playmobil to jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek zabawek na świecie, będąca obok klocków LEGO ikoną europejskiej branży dziecięcej. Jej głównym produktem są charakterystyczne 7,5-centymetrowe figurki z ruchomymi rękami i uśmiechniętymi twarzami, zaprojektowane przez Hansa Becka. W przeciwieństwie do LEGO, które opiera się na budowaniu, Playmobil stawia na odgrywanie ról (system-play). Zestawy są tematyczne (policja, zamek, farma) i mają rozwijać wyobraźnię poprzez gotowe scenariusze.
Informacja o zamknięciu fabryki spadła na załogę nagle, podczas nadzwyczajnego zebrania. Pracę straci co najmniej 350 osób, co dla lokalnej społeczności powiatu Ansbach oznacza potężny kryzys. Związki zawodowe (IGBCE) nie kryją wściekłości, nazywając ruch firmy „gigantyczną grandą” i „ciosem w plecy”.

– Odpowiedzialność za lata złego zarządzania zrzuca się na barki pracowników. To koniec produkcji Playmobil w Niemczech, choć wcześniej zapewniano nas, że taki scenariusz jest wykluczony – grzmi Maximilian Krippner, przedstawiciel związkowców.
Gigant na zakręcie. Dlaczego Playmobil zwija żagle?
Decyzja o likwidacji nie jest dziełem przypadku, ale wynikiem głębokiego kryzysu, w jakim marka znajduje się od kilku lat. Firma istnieje od 1974 roku, a Playmobil, który przez dekady był najpoważniejszym konkurentem duńskiego Lego. Teraz wyraźnie przegrywa walkę o uwagę współczesnych dzieci.
Jako główną przyczynę upadku niemieckiej produkcji podaje się m.in. wzrost kosztów produkcji (mocno wzrosły ceny energii i surowców).
Firma nie znika z rynku całkowicie, ale stawia na radykalną restrukturyzację. Produkcja z Bawarii ma zostać przeniesiona do innych zakładów grupy. Horst Brandstätter Group ma zakłady na Malcie i w Hiszpanii, gdzie od lat powstaje znaczna część asortymentu. W Niemczech pozostanie jedynie marketing.
Dla ekspertów rynku zamknięcie zakładu w Dietenhofen to symboliczny koniec oznaczenia „Made in Germany” w branży zabawkarskiej. Choć CEO firmy, Bahri Kurter, jeszcze niedawno zapowiadał plan naprawczy i powrót do wzrostów, dzisiejsza decyzja pokazuje, że sytuacja ekonomiczna wymusiła kapitulację przed wysokimi kosztami utrzymania przemysłu nad Łabą.
oprac. KWS





























































