Zmianie ulegnie sposób rozliczania tzw. kredytu technologicznego. Jest to jeden z rodzajów unijnych dotacji dla firm w ramach programu "Innowacyjna Gospodarka" Działanie 4.3. Program różnił się od "normalnych" trudnością w uzyskaniu środków. Przede wszystkim pieniądze rozdzielał BGK za pośrednictwem banków komercyjnych. Przy czym zwrotowi podlegał tylko uzyskany przez przedsiębiorców kredyt, a on niekoniecznie musiał się pokrywać ze wszystkimi poniesionymi na badania i rozwój kosztami. Dla większości firm nie było to atrakcyjne rozwiązanie.
Dzięki noweli firmy będą mogły odzyskać 70% wszystkich poniesionych kosztów. Do podziału jest ok. 1,3 mld złotych. Pieniądze przeznaczone będą na wsparcie 400 nowych firm oraz na udoskonalenie 300 istniejących produktów i usług. Co ciekawe, w teorii ustawa przyczynić ma się do powstania 4 tys. miejsc pracy i stworzenia 100 innowacyjnych produktów i usług.
Innowacyjni na zawołanie
"Stary" kredyt technologiczny budził wiele kontrowersji - pomijając trudności związane z jego uzyskaniem, nie było określone, czy innowacyjne rozwiązanie w istocie jest na tyle innowacyjne, by na siebie zarabiać. Teraz odzyskanie części zaangażowanych środków uzależnione będzie od poziomu sprzedaży - ma to zabezpieczyć państwo przed "wyrzucaniem" pieniędzy w błoto.
Pracodawcy RP przyjęli ustawę z zadowoleniem - w końcu 1,3 mld złotych to dużo pieniędzy. Wszystkie organizacje rządowe utrzymują, ze wzrost i rozwój gospodarczy w zasadzie są pozytywnie skorelowane z nakładami na badania i rozwój. Polityka państwowego wspierania ma w tym pomóc. Niemniej trudno jest ocenić, czy szukanie "nowych technologii" niejako na siłę, nie mija się z celem.
W końcu największe wynalazki i najbardziej innowacyjne produkty powstawały zwykle przy udziale tylko prywatnego kapitału. Tak naprawdę innowacyjną firmą jest ta, która innowację wprowadza, a nie przedsiębiorstwo, które stara się o zwrot poniesionych kosztów. Nie da się dokładnie zaplanować, że dany nowy produkt odniesie sukces rynkowy i zrewolucjonizuje pewne aspekty naszego życia. Jeżeli tak się nie stanie, to 4 tysiące nowych etatów szybko zamieni się na 4 tysiące zasiłków dla bezrobotnych.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl





























































