Od miesiąca inwestorzy reagują tylko na lepsze od oczekiwań doniesienia z gospodarki. Choć trzeba przyznać, że ostatnio niektóre dane makro pokazały poprawę koniunktury, to wciąż wszystkie podstawowe mierniki gospodarcze wskazują na głęboką i globalną recesję. Wczoraj kolejny przypływ optymizmu wywołał trzeci z rzędu wzrost wskaźnika ISM dla amerykańskiego przemysłu. Wynik na poziomie 36,3 pkt. wciąż jednak wskazuje na szybki spadek produkcji, redukcję zatrudnienia oraz ujemny odczyt PKB.
Wątpliwości pesymistów wzmocnił też wczorajszy raport o zapasach paliw w USA. Według Departamentu Energii w ubiegłym tygodniu amerykańskie komercyjne rezerwy ropy naftowej wzrosły o 2,8 mln. Wynik ten mieścił się w przedziale oczekiwań analityków, lecz zarazem stan zapasów wyniósł 359,4 mln baryłek i jest najwyższy od 16 lat. Pomimo spadku produkcji w rafineriach zaskakująco wzrosły też rezerwy benzyny oraz oleju napędowego. Zapotrzebowanie na paliwa w USA zmniejszyło się o 4,4% r/r i osiągnęło wartość 18,9 mln baryłek dziennie.
Ale w czwartek rano nikt nie zważa już na te dane. Nadzieje związane z londyńskim szczytem G20 sprawiają, że giełdowe indeksy w Europie zwyżkują po 3-4%, a notowania eurodolara idą w górę o blisko 1%, przekraczając wartość 1,33$.
W takich warunkach wzrosty na rynkach surowcowych nie powinny dziwić. O godzinie 12:30 baryłka ropy Brent kosztowała 51,37$ i była o 5,9% wyższa niż na wczorajszym zamknięciu notowań. Za amerykański surowiec gatunku Light Crude płacono 51,16$, po wzroście o 5,5%.
K.K.






























































