Pierwszy pomysł polityków zakładał całkowita likwidację NIP. Idea słuszna z uwagi na liczbę innych identyfikatorów np. numeru PESEL. Potem niestety przyszła refleksja – NIP musi zostać dla firm, bo te przecież jakoś trzeba ewidencjonować, a bez niego będzie to bardzo trudne albo niemożliwe. Zatem stanęło na tym, że NIP miał zostać zlikwidowany tylko dla osób fizycznych.
Z jednej strony pomysłodawcy mają rację. Przede wszystkim osoba fizyczna zatrudniona na umowę o pracę, bardzo rzadko korzysta z usług urzędu skarbowego – maksymalnie kilka razy w roku. Uznano, że lepiej będzie, jeżeli osoby fizyczne do kontaktów z fiskusem posługiwać będą się tylko znacznie popularniejszym numerem PESEL. Niestety dla pomysłodawców okazuje się, że Senat chce, by NIP pozostał w użyciu także dla tych osób, które nie mając założonej działalności gospodarczej, zatrudniają inne osoby np. pomoc domową, nianię itd., a co za tym idzie – są płatnikami składek swoich pracowników.
Już wcześniej część ekspertów twierdziła, że likwidacja NIP to propagandowy chwyt, który nie tylko nie przyniesie żadnych korzyści, ale będzie też strasznie drogi. Same niezbędne zmiany w systemie informatycznym to wielomilionowe koszty. Wszystko po to, by Kowalski, który raz w roku udawał się do Urzędu Skarbowego, nie musiał wpisywać na swoim rozliczeniu NIP. Byłoby to kosztowne przedsięwzięcie, ponieważ systemu by nie likwidowano, tylko przekształcano w taki sposób, by część podatników po prostu wyciągnąć z ewidencji NIP i stworzyć drugą bazę opartą tylko na PESEL. Byłoby to niewspółmiernie drogie do ewentualnych korzyści.
Idea straciła sens
Po poprawce Senatu, idea zniesienie NIP w ogóle straciła sens. Osoba, która nikogo nie zatrudnia i nie prowadzi działalności gospodarczej, będzie mogła w kontakcie z fiskusem posługiwać się tylko PESEL. Jednak gdy będzie chciała wynająć legalnie nianię albo kierowcę, to będzie musiał udać się do urzędu z prośbą o wydanie NIP.
Takie rozwiązanie będzie niekorzystne. Już w tym momencie usługi osób prywatnych dla gospodarstw domowych to w dużej mierze szara strefa. Dodatkowe utrudnienie w postaci kolejnego obowiązku z pewnością nie przyczyni się do jej pomniejszenia. Tego „obowiązku” nie byłoby, gdyby każdy podatnik musiał posiadać NIP i posługiwać się nim, czyli tak jak jest obecnie. Wbrew pozorom to dobry system i wcale nie przeszkadza w życiu obywatelom w taki sposób, jak sugerują niektórzy politycy. Jeśli już coś stanowi problem to skomplikowane nieprecyzyjne prawo podatkowe, wysokie składki na ubezpieczenie społeczne itd. Wpisanie numeru identyfikacyjnego w odpowiednią rubrykę to praktycznie, żaden problem, ale dla wielu będzie świetną wymówką.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
Zobacz też:
» 45+ często lepszy od młodego rekina
» Wakacje - dobry moment na poszukiwanie pracy?
» Czy młodzi ludzie myślą o swojej finansowej przyszłości?
» 45+ często lepszy od młodego rekina
» Wakacje - dobry moment na poszukiwanie pracy?
» Czy młodzi ludzie myślą o swojej finansowej przyszłości?



























































