Podobnie jak fundusze emerytalne, tak i fundusze inwestycyjne nie mogą zaliczyć mijającego roku do udanych. No może z jednym jedynym wyjątkiem - myślę tutaj o funduszach rynku pieniężnego. Ale o tym w dalszej części komentarza podsumowującego rok.
Nie ulega wątpliwości, że oprócz słabych wyników osiągniętych przez fundusze akcyjne oraz zrównoważone (za sprawą spadających cen akcji notowanych na GPW) pojawił się kolejny czynnik spędzający sen z powiek szefom TFI. Tym czynnikiem są oczywiście rosnące w siłę fundusze emerytalne, które od dłuższego już czasu przejęły pałeczkę od funduszy inwestycyjnych i teraz to one stają się powoli głównymi aktorami dramatów i komedii rozgrywanych na parkiecie Giełdy. Jeszcze parę lat temu oczy małych i średnich inwestorów zwrócone były na takie tuzy parkietu jak TFI Pioneer czy TFI DWS. Od decyzji inwestycyjnych podejmowanych w gabinetach tych funduszy zależały często losy niektórych notowań giełdowych, a często nawet losy indeksów giełdowych. Pamiętamy jak dziś czasy wielkiej hossy i krachu giełdowego z lat 1993-1994. Wtedy to właśnie głównym sprawcą załamania cen akcji był wspomniany TFI Pioneer zrównoważony.
Dziś miejsce w pierwszym szeregu rekinów giełdowych zajmują fundusze emerytalne, których aktywa przewyższają aktywa funduszy inwestycyjnych kilkukrotnie. Na dodatek OFE mogą spodziewać się ciągłego dopływu nowych składek wpłacanych z ZUS na ich konta, podczas gdy TFI mogą liczyć na marne grosze. Ale to także i wina samych funduszy inwestycyjnych, które nie potrafiły do tej pory poprawić swych kanałów dystrybucyjnych. Gdyby zaczęły brać przykład z funduszy z tak zwanego trzeciego filaru, to być może udałoby im się sprzedać więcej jednostek uczestnictwa. Dziś coraz ważniejsze staje się wyjście do klienta i opuszczenie murów. Tak czynią hurtownicy dowożący towar do sklepów. Tak powinny zacząć działać fundusze inwestycyjne dowożąc jednostki uczestnictwa pod progi mieszkań.
Na otarcie łez funduszom inwestycyjnym pozostał niespodziewany zastrzyk kapitału, który otrzymały w listopadzie. To oczywiście skutek zapowiadanego wprowadzenia od marca 2002 podatku od dochodów odsetkowych osiąganych przez osoby fizyczne. Ważne przy tym było, iż podatek taki naliczany będzie dopiero od 1 marca 2002 roku, ale ostatecznym terminem pozwalającym uchronić swój kapitał przed opodatkowaniem (słynne zakładanie lokat anty podatkowych) był dzień 30 listopada 2001. Wszystkie otwarte do tego dnia długoterminowe lokaty bankowe lub zakupione jednostki uczestnictwa nie będą podlegać opodatkowaniu pod warunkiem, iż nie zostaną te umowy zerwane przed dniem wygaśnięcia. W przypadku zakupu jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych trudno tutaj mówić o okresie trwania umowy, gdyż termin ten jest nieokreślony, czyli nieskończenie długi. W ten sposób jednostki uczestnictwa zakupione przed 30 listopada nigdy nie zostaną opodatkowane (a właściwie zysk wypracowany z tych jednostek).

To właśnie było przyczyną gwałtownego napływu kapitału do funduszy - głównie funduszy bezpiecznych, rynku pieniężnego. Polacy po raz kolejny mieli okazję przypomnieć sobie okresy stania w kolejkach. Tym razem były to kolejki do okienek bankowych, w których otwierano długoterminowe lokaty bankowe, lub sprzedawano jednostki uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych. Zapewne sytuacja taka już się długo nie powtórzy i czarne chmury znowu zaczną się zbierać nad TFI. Jedyni jakaś długotrwała hossa mogłaby przekonać większe rzesze osób do tej formy inwestowania. A na taką hossę na razie się nie zapowiada.
Spójrzmy na wyniki inwestycyjne osiągnięte w mijającym oku przez fundusze. W przypadku funduszy akcyjnych (takich, które inwestują nawet 95% kapitału w akcje notowane na GPW) najlepszy wynik osiągnął CAIB renomowane spółki, którego jednostki uczestnictwa straciły na wartości tylko 6,36%. Dla porównania indeks giełdowy WIG spadł w tym czasie o 24,12% a najgorszy z funduszy akcyjnych - PBK Atut 3 stracił na wartości aż 32,12%. Dla łatwiejszego porównywania danych przeliczono wszystkie ceny jednostek uczestnictwa na dzień 29 grudnia 2000 roku do tej samej wartości wynoszącej 10 złotych.
W drugiej tabeli zamieszczono wyniki osiągnięte w roku 2001 przez fundusze zrównoważone (takie, które w akcjach lokują 30-70% kapitału). Tutaj na pierwszym miejscu znalazł się TFI PZU stabilnego wzrostu MAZUREK. Jako jedyny spośród dwunastu ocenianych TFI osiągnął dodatni wynik na inwestycjach. Najsłabszym okazał się ponownie fundusz z rodziny PBK Atut. Co ciekawe fundusze Atut nie po raz pierwszy notują tak słabe wyniki inwestycyjne.
Na dwóch wykresach zamieszczono krzywe odzwierciedlające zmiany cen jednostek uczestnictwa dwóch największych pod względem aktywów funduszy inwestycyjnych. Pierwszy wykres odnosi się do funduszy zrównoważonych a drugi do akcyjnych. Widać wyraźnie, iż fundusze Pioneer oraz DWS osiągają prawie taki sam wynik inwestycyjny w mijającym roku. Zauważam tutaj pewną analogię do sytuacji panującej na rynku funduszy emerytalnych. Tam podobne wyniki notują trzy konkurujące ze sobą i będące zarazem największymi funduszami (OFE Commercial Union, OFE Nationale Nederlanden i OFE PZU Złota Jesień). Tutaj dwa wspomniane fundusze zdają się naśladować siebie nawzajem, byle tylko nie utracić kontakt wzrokowy z rywalem. Co ciekawe obydwa fundusze osiągają lepszy wynik niż średnia rynkowa określana indeksem WIG.
Przez jakiś czas warto jeszcze obserwować poczynania funduszy inwestycyjnych. Sprzedaż pakietów akcji lub ich zakup w wykonaniu TFI nadal może w jakiś sposób wpływać na koniunkturę kilku papierów notowanych na GPW. Niestety wpływ ten będzie coraz słabiej widoczny wraz ze wzrostem aktywów funduszy emerytalnych, które to zaczną przejmować rolę największych graczy giełdowych. Jeśli za jakiś czas fundusze inwestycyjne nie zaczną bardziej aktywnie walczyć o klienta, to znajdą się na marginesie wielkich rynku finansowego w Polsce. Być może TFI powinny zatrudnić sprzedawców obwoźnych, którzy pukając od drzwi do drzwi staraliby się przekonać mieszkańców do rozpoczęcia oszczędzania właśnie z ich pomocą.
Niestety do tego potrzebne jest dobre przygotowanie merytoryczne oraz techniczne takich sprzedawców. Niedawno miałem często do czynienia ze sprzedawcami polis ubezpieczeniowych w ramach trzeciego filaru. Żaden z nich nie był w stanie zaprezentować ciekawej symulacji (ot choćby wykonaną metodą Monte-Carlo). W jednym przypadku właśnie rozładował się notebook, w innym przypadku osoba gubiła się w stercie kartek papieru. Czyżby naprawdę nie było innych narzędzi technicznych pozwalających na pokazania ciekawej prezentacji podczas wizyty u klienta?
Kończąc składam najserdeczniejsze życzenia świąteczne wszystkim czytelnikom. Miejmy nadzieję, iż nadchodzący rok 2002 będzie lepszy zarówno dla nas drobnych inwestorów, jak też dla wielkich graczy rynku finansowego. W końcu w ich portfelach znajduje się dorobek życia wielu Polaków.
Jacek Maliszewski






























































