Jak Czytelnicy tego bloga zapewne wiedzą ja mam zdecydowanie inne zdanie niż uczestnicy tej dyskusji. Jeśli mam wybierać między czterema literami, czyli V, W, U i L, które opisują możliwy przebieg spowolnienia gospodarczego i następującego potem ożywienia, a co za tym idzie zachowania się indeksów to wybieram L. Wybieram i mam nadzieję, żeby nie była to litera L obrócona wzdłuż osi pionowej o 180 stopni i położona potem na długim ramieniu. Inaczej mówiąc - szybki spadek i długa recesja/stagnacja. Nie wydaje mi się prawdopodobne, żeby wydarzenie, które zmieni oblicze świata (tego jestem pewien) miało być krótkotrwałe i mało bolesne dla ludzi. Żeby wszystko zmienić (a trzeba zmienić bardzo dużo) trzeba czasu i cierpień. Wiem, że brzmi to pompatycznie, ale uważam, że tak powinno brzmieć.
Uważam, że sytuacja jest podobna do tej z 1929 roku, ale deregulacja poszła dalej, stosowania dźwigni finansowej jest obecnie jeszcze bardziej powszechne. Jest oczywiście jedna podstawowa jednak różnica: teraz banki centralne i rządy pomagają rynkom. Tyle tylko, że problem jest dużo większy. Dlatego też widzę analogie na wykresach z tamtego kryzysu. Wtedy krach (28 i 29.10.1929) nie był tym najgorszym, co spotkało Amerykanów i potem cały świat. Indeksy potem szybko wzrosły, znowu spadły i spadały tak do listopada. Wtedy to osiągnięty został dołek - 50 procent poniżej szczytu. Od tego momentu, przez pół roku indeks DJIA rósł. Do kwietnia 1930 roku wzrósł o 50 procent! Od tego momentu spadał przez dwa lata i spadł do poziomu niższego o 90 procent od szczytu.
Więcej na blogu Piotra Kuczyńskiego.
































































