Szczególnie źle prezentuje się sytuacja większości krajów Europy Zachodniej. Starzejące się społeczeństwa, rosnące koszty emerytur, ogromne zadłużenie publiczne, przeregulowana i obciążana unijną biurokracją gospodarka nie jest w stanie rosnąć nawet mimo taniego kredytu i silnego wzrostu w Azji i Ameryce Łacińskiej.
W tym kontekście prognozy KE wciąż wydają się zbyt optymistyczne. Eurokraci nie spodziewają się spadku PKB w żadnym z największych krajów UE. Włochy mają popaść w dwa kwartały stagnacji, która łatwo może się przerodzić w recesję. Ten sam problem dotyczy Hiszpanii czy nawet Holandii, której gospodarka dość dobrze zniosła ostatnią falę kryzysu.
Wzrost gospodarczy w Niemczech nie przyspieszy, co oznacza poważne kłopoty dla polskich przedsiębiorstw dostarczających towary naszym zachodnim sąsiadom. KE prognozuje, że kwartalna dynamika PKB w Polsce w drugim półroczu będzie o połowę niższa niż w pierwszym. Dla Polaków oznacza to spadek lub stagnację realnych wynagrodzeń, utrzymanie lub nawet wzrost i tak wysokiego bezrobocia oraz groźbę podwyżek podatków wynikającą z fatalnej sytuacji finansów publicznych.
Dla rządu i polityków to już ostatni sygnał, że rewizja budżetu na 2012 rok staje się koniecznością. Szacunki dochodów i limity wydatków trzeba będzie dostosować do gorszej koniunktury gospodarczej, co oznacza albo wzrost deficytu i ryzyko przekroczenia 55-procentowej relacji długu do PKB, albo konieczność podwyżki podatków lub cięcia wydatków. Tyle że o tym dowiemy się dopiero po wyborach.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl
Tekst jest komentarzem do informacji Sytuacja gospodarcza Polski się pogorszy oraz Pod koniec roku wzrost PKB w UE zbliży się do zera.





















