Na stronie relacji inwestorskich Grupy Orlen brak zwyczajowych miesięcznych danych o modelowych marżach rafineryjnych, petrochemicznych czy dyferencjale za marzec, które o tej porze już dawno powinny być dostępne. Biuro prasowe Orlenu początkowo nie odpowiedziało na pytania redakcji Bankier.pl o przyczyny opóźnień, ale w social mediach instruuowało byłego prezesa koncernu, że to przez turbulencje rynkowe. Po publikacji, redakcja Bankier.pl otrzymała szersze wyjaśnienie.


Miała być poprawa ładu korporacyjnego, otwartość i transparentny dialog z inwestorami, stojący w kontrze do tego, co przez lata obserwowaliśmy w Grupie Orlen za czasów prezesury Daniela Obajtka. Tymczasem w momentach próby, czyli wtedy, gdy sytuacja jest nadzwyczajna, korporacyjne praktyki się nie zmieniają, przynajmniej jeśli chodzi o modelowe marże, które Orlen znów przestał publikować, zupełnie jak przed wyborami w 2023 r. kiedy zaczęto mówić o zaniżeniu przez koncern cen paliw.
Gdy w związku z kampanią wyborczą, na stacjach brakowało paliwa i mówiono o uruchamianiu rezerw paliwowych i działaniu prezesa Obajtka na szkodę spółki, dane o modelowych marżach ze stron relacji inwestorskich zniknęły. Orlen wrócił do ich publikacji dopiero w marcu 2024 r., gdy ze spółki odszedł już zarząd pod kierownictwem prezesa Obajtka.
Na marginesie warto przypomnieć, że doraźne obniżki cen paliw na życzenie kontrolujących Orlen polityków (Skarb Państwa posiada 49,9 proc. akcji płockiego koncernu) nie są pomysłem nowym. Orlen sztucznie zaniżał ceny paliw już przed wyborami w roku 2011. „Teraz to paliwo może być nawet i po 7 złotych” – miał już po wygranych wyborach powiedzieć premier Donald Tusk.
Orlen przestał publikować modelowe marże
Wracając do teraźniejszości, chociaż zbliża się połowa kwietnia, na stronie relacji inwestorskich Grupy Orlen ciągle nie opublikowano informacji o modelowych marżach rafineryjnych, petrochemicznych czy dyferencjale za marzec. W poprzednich 12. miesiącach dane za poprzedni miesiąc ukazywały się najpóźniej do 8 dnia miesiąca następnego (układ kalendarza sprawił, że było tak tylko w styczniu br.).

Raz, także przez kalendarz, zestaw danych ukazał się 6. dnia
miesiąca (w maju), a dwa razy był publikowanego 5 dnia. Najczęściej jednak inwestorzy
i analitycy mieli wgląd do modelowych marż między 2. a 4. dniem miesiąca. Rok
temu dane za marzec Orlen pokazał 3 kwietnia. 7. kwietnia bieżącego roku
zwróciliśmy się do biura prasowego spółki z pytaniem o termin publikacji kolejnych
danych. Dzień później (8. kwietnia) zapytaliśmy, dlaczego zrezygnowano z
publikacji. Do momentu ukazania się artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
[Aktualizacja, godz. 11.13] Biuro Prasowe w komentarzu do artykułu przysłało odpowiedź na zadane pytania, którą prezentujemy poniżej.
Oświadczenia Biura Prasowego Grupy Orlen
W obecnej sytuacji geopolitycznej modelowa marża rafineryjna nie odzwierciedla rzeczywistych kosztów zakupu surowców, kosztów logistyki ani marż realizowanych na produktach.
Modelowa marża rafineryjna jest wskaźnikiem referencyjnym kalkulowanym na podstawie publicznie dostępnych notowań surowców oraz gotowych produktów. Wzór ten jest stały i nie uwzględnia różnicy pomiędzy notowaniami a realnym kosztem zakupu surowca (w tym głównych gatunków ropy Brent i Arabian Light), która w obliczu napięć geopolitycznych oraz ograniczonej dostępności znacząco się zwiększa.
Grupa ORLEN, podobnie jak inne podmioty z branży, płaci więc za ropę więcej, niż wynika z notowań, na których bazuje modelowa marża rafineryjna. Z uwagi na to, że w obecnej sytuacji wskaźnik ten znacząco wprowadzałby rynek w błąd, spółka zawiesza publikację tych danych.
Odpowiedź uzyskał były prezes koncernu Daniel Obajtek, który w swoim wpisie na platformie X publicznie pytał: dlaczego Orlen zwleka z opublikowaniem danych o marży rafineryjnej w marcu? Zostawiając już na boku wspominany wątek podobnej praktyki koncernu za jego prezesury, z odpowiedzi Biura Prasowego Orlenu, dowiedzieliśmy się, że „koncern zawiesza publikację danych makro w czasie turbulencji rynkowych, które zaburzają wyniki”.
Wygląda na to, że Orlen nie chce pochwalić się referencyjnym wskaźnikiem za marzec, który mógł bardzo mocno wzrosnąć. Podczas gdy kierowcy z frustracją patrzą na dystrybutory, rafinerie zarabiają krocie na obecnej sytuacji na rynku paliw. Wybuch otwartej wojny na Bliskim Wschodzie między współdziałającymi w porozumieniu USA i Izraelem, atakujących Iran oraz kluczowa dla globalnego transportu ropy blokada cieśniny Ormuz sprawiły, że ceny surowca przebiły psychologiczną barierę 100 dolarów za baryłkę.
Jeśli rafineria ma zapas kupionej taniej ropy i może ją szybko przerobić, sprzedaje gotowe paliwa po wyśrubowanych cenach spotowych. W takim scenariuszu (prowdopodobnym dla koncernu w marcu) modelowa marża rafineryjna rośnie. Co innego gdy nie będzie już można korzystać z tanio nabytych zapasów i przyjdzie kupować surowiec po wyższych cenach, zwłaszcza spotowych, które w odróżnieniu od "nomalnej" sytuacji związanej z contango, są znaczne wyższe od cen w kontraktach z dostawą w późniejszym czasie (backwardation).
Na razie jednak mówimy o sytuacji z marca, gdzie dobrze zaopatrzona w surowiec rafineria mogła wygenerować ponadprzeciętne zyski, na co nieco światła powinna rzucić właśnie modelowa marża. Pokazuje ona w uproszczony sposób, ile na jednej baryłce ropy jest w stanie zarobić rafineria w sytuacji, gdy sprzedaje paliwa w portach ARA (Antwerpia, Rotterdam i Amsterdam), bez innych kosztów produkcji czy kosztów transportu.
Nie jest ona wskaźnikiem bezpośredniego zysku firmy, ale pełni funkcję informacyjną i analityczną dla określonego modelu struktury produkcji rafinerii i jej wydajności. Każda spółka przerabiająca ropę ma swój własny wzór na modelową marżę w zależności od tego, w jakich proporcjach produkuje benzynę, diesla czy inne pochodne ropy. W Orlenie bierze się pod uwagę sprzedaż oleju napędowego (48 proc. przychodów), sprzedaż benzyny (33 proc.), dalej 13 proc. wpływów z ciężkiego oleju opałowego i 6 proc. z pozostałych produktów.
Od tak skonstruowanych przychodów ze sprzedaży odjąć należy koszty, które w przypadku Orlenu w 98 proc. stanowią koszt zakupu ropy skalkulowany o ceny Brent i w 2 proc. koszt gazu ziemnego. Wszystko według stawek spot, a nie faktycznych kontraktów, które są tajemnicą przedsiębiorstwa. Referencyjna zyskowność rafinerii polskiego giganta korzysta także na umocnieniu kursu dolara w parze ze złotym.
Nie ma także dyferencjału
Nie zapominajmy także o dyferencjale, czyli wskaźniku, który także przestał raportować Orlen, pokazującym różnicę w cenie między ropą referencyjną, jaką jest Brent, a faktycznie zakupionymi gatunkami, które przerobiły rafinerie koncernu. Ropa Brent jest światowym benchmarkiem i zazwyczaj jest jedną z droższych rop na rynku. Tymczasem koncern kupuje różne gatunki: od lekkiej ropy z Morza Północnego, przez ropę saudyjską (Arab Light), po gatunki z Afryki Zachodniej i Północnej oraz obu Ameryk.
Jeśli Orlen kupuje mieszankę rop, która jest średnio tańsza od Brent, to jego dyferencjał jest dodatni i wpływa na zwiększenie modelowej marży rafineryjnej giganta. W 2025 roku całoroczny dyferencjał był ujemy, co oznacza, że teoretycznie obniżał poziom marż. Pamiętajmy jednak, że wskaźnik ten Orlen pokazuje także według cen spot, a nie cen wynikających z kontaktów. Jak wynika z dotychczasowych danych, dyferencjał w lutym wyniósł 2 dolary, a w styczniu 1,3 dolar na baryłce, zatem w tych dwóch miesiącach dyferencjał podbijał marżę.
Tajemnica i tak zostanie odkryta?
Jeśli Orlen będzie kontynuował ukrywanie danych za marzec wypracowanych podczas szoku na rynku surowców energetycznych, przyjdzie nam poczekać do raportu za I kwartał, w którym powinny znaleźć się zbiorcze dane za trzy miesiące. Oczywiście na ich podstawie będzie można wyliczyć orientacyjny poziom modelowej marży za marzec, gdyż sam referencyjny wskaźnik kwartalny, może aż tak nie szokować, z uwagi na dość niskie, jak na ostatnie miesiące, odczyty za styczeń i luty. Termin publikacji raportu za I kwartał wyznaczono na 21 maja.































































